Ko­lej­na sa­mot­na noc. Z ok­na sfrunęły gołębie z pełny­mi dzioba­mi ok­ruchów sta­rego chleba. Kar­mił je każdej no­cy, tak jak kar­mił swo­je ser­ce nadzieją, że ona obudzi się kiedyś przy nim. Że które­goś słoneczne­go po­ran­ka skrzypną drzwi i jej uśmiech rozświet­li to, co jeszcze z niego zos­tało. Że wróci i przewróci je­go życie do góry nogami. Tak. Te­go pot­rze­bował, jak od­dechu, Jej od­dechu, obok.


ko­lej­na-­­na-noc-z-ok­na-sfrunęły-gołębie-z pełny­mi-dzioba­mi-ok­ruchów-sta­rego-chleba-kar­mił- każdej-no­cy-tak
laser showko­lej­nasa­mot­nanocok­nasfrunęłygołębiez pełny­midzioba­miok­ruchówsta­regochlebakar­miłje każdejno­cytakjak kar­miłswo­jeser­cenadziejąże onaobudzi siękiedyśprzynime które­gośsłoneczne­gopo­ran­kaskrzypnądrzwii jejuśmiechrozświet­litoco jeszczez niegozos­tałoe wrócii przewrócije­gożyciedo górynogamitakte­go pot­rze­bowałjak od­dechujejod­dechuobokko­lej­na sa­mot­nasa­mot­na nocz ok­naok­na sfrunęłysfrunęły gołębiegołębie z pełny­miz pełny­mi dzioba­midzioba­mi ok­ruchówok­ruchów sta­regosta­rego chlebakar­mił je każdejje każdej no­cytak jak kar­miłjak kar­mił swo­jeswo­je ser­ceser­ce nadziejąże ona obudzi sięobudzi się kiedyśkiedyś przyprzy nimŻe które­goś słoneczne­gosłoneczne­go po­ran­kapo­ran­ka skrzypnąskrzypną drzwidrzwi i jeji jej uśmiechuśmiech rozświet­lico jeszcze z niegoz niego zos­tałoŻe wróci i przewrócii przewróci je­goje­go życieżycie do górydo góry nogamijej od­dechuko­lej­na sa­mot­na nocz ok­na sfrunęłyok­na sfrunęły gołębiesfrunęły gołębie z pełny­migołębie z pełny­mi dzioba­miz pełny­mi dzioba­mi ok­ruchówdzioba­mi ok­ruchów sta­regook­ruchów sta­rego chlebakar­mił je każdej no­cytak jak kar­mił swo­jejak kar­mił swo­je ser­ceswo­je ser­ce nadziejąże ona obudzi się kiedyśobudzi się kiedyś przykiedyś przy nimŻe które­goś słoneczne­go po­ran­kasłoneczne­go po­ran­ka skrzypnąpo­ran­ka skrzypną drzwiskrzypną drzwi i jejdrzwi i jej uśmiechi jej uśmiech rozświet­lico jeszcze z niego zos­tałoŻe wróci i przewróci je­goi przewróci je­go życieje­go życie do góryżycie do góry nogami

Ona próbo­wała za­pom­nieć,ale ser­ce nie słuchało...Nie udało się jej, tak po pros­tu Go wy­mazać z pa­mięci ...cza­sami siadała w kącie i spływały jej łzy...Przy­pomi­nała so­bie je­go za­pach per­fum ...który tak kochała....je­go oczy,które tak uwiel­biała...uśmiech...który spra­wiał że jej ser­ce się ra­dowało...je­go ra­miona ..w które tak kochała wpa­dać ..Kochała go nadal...On tu był. Czuję za­pach je­go perfum. Zaw­sze tak pięknie pachniał i przy­nosił róże. Ta­kie czer­wo­ne, jak to wi­no, które pi­liśmy tam­tej nocy. Po­pat­rz mi w oczy. Widzisz? Tańczy­liśmy przy akom­pa­niamen­cie ciszy. To On był mo­ja muzyką. Drażnił słuch swym de­likat­nym szep­tem. Po­wodo­wał, że świat zaczy­nał wirować. Gdy umilkł - błagałam o więcej. Droczył się ze mną za każdym razem. Dop­ro­wadzał do szaleństwa. Kar­mił szczęściem. Sta­nowił moją oazę.Tak dwie skraj­ności ludzkiej wrażliwości. Ko­bieta, mężczyz­na w og­niu skąpani On twar­dy jak skała Ona przy nim krucha i mała Jej lek­kie spoj­rze­nie a Je­go jak moc­ne uderzenie. Ich dłonie spot­ka­ne tak ra­zem w siebie dopasowane Chodź różni od siebie i tak w jedną całość złączą się w niebie.Po­myślałam o nim wieczorem. Właśnie wie­czo­rem pot­rze­buję go najbardziej. Je­go dłoni. Je­go oczu. Je­go głosu. Czułam, jak moc­no go pragnę. Mo­je ser­ce w pier­si biło słabo z tęsknoty. Może jeszcze kiedyś uda nam się spędzić, cho­ciażby jedną noc ra­zem? Ta noc byłaby niezapomniana. Wierzę w to.Myślała, ze pęknie jej ser­ce, gdy wy­powie­działa te słowa, że się nie pod­niesie... Nie zro­biła te­go od ra­zu. Że nie ma dla ko­go już żyć... Te­raz wie, że ma. Że za­pom­ni, jak to jest się uśmie­chać... Uśmie­cha się nadal. Że zwątpi w to, co rodzi­ce wpa­jali jej od lat... A ona da­lej tak sa­mo moc­no wie­rzy w dru­giego człowieka. A ser­ce? ...ser­ce jej pękło.- Czy to praw­da, że kiedy ko­bieta kar­mi pier­sią to jej się psują zęby? - Tak, to prawda. - A jeśli ko­bieta nie kar­mi piersią? - To też jej się psują.