Kocham nienawidząc, Sza­nuje gardząc. Mówię prawdę,ale jed­nak kłamie. Kocham sa­mot­ność,chodź jest mi źle gdy jes­tem sam. Na twarzy uśmie­chnięty ,a w ser­cu zraniony. Czuły i nie czuły. Czujący,a jed­nak bezuczuciowy. Wierzący,a jed­nak zwątpił. Żyjący,ale jak by umarł... Bartłomiej Van Kalisz 


kocham-nienawidząc-sza­nuje-gardząc-mówię-prawdęale-jed­nak-kłamie-kocham-­­nośćchodź-jest mi ź-gdy-jes­tem-sam-na-twarzy
van kaliszkochamnienawidzącsza­nujegardzącmówięprawdęalejed­nakkłamiesa­mot­nośćchodźjest mi źlegdyjes­temsamnatwarzyuśmie­chniętya w ser­cuzranionyczułyi nie czułyczującyabezuczuciowywierzącyazwątpiłyjącyalejak by umarłbartłomiejvankalisz kocham nienawidzącsza­nuje gardzącjed­nak kłamiejest mi źle gdygdy jes­temjes­tem samna twarzytwarzy uśmie­chniętya w ser­cu zranionyczuły i nie czułyjed­nak bezuczuciowyjed­nak zwątpiłjak by umarł bartłomiejbartłomiej vanvan kalisz jest mi źle gdy jes­temgdy jes­tem samna twarzy uśmie­chniętyjak by umarł bartłomiej vanbartłomiej van kalisz 

Kocham nienawidząc, Sza­nuje gardząc. Mówię prawdę,ale jed­nak kłamie. Kocham sa­mot­ność,choć jest mi źle gdy jes­tem sam. Na twarzy uśmie­chnięty ,a w ser­cu zraniony. Czuły i nie czuły. Czujący,a jed­nak bezuczuciowy. Wierzący,a jed­nak zwątpił. Żyjący,ale jak by umarł... Bartłomiej Van Kalisz Ru­dy włos otu­la mnie jak szal, szal pachnący ta­jem­nicą poznania. W ser­cu czu­je skwier­czący żal, Uciekła - ig­no­rując mo­je wzywania. Wzrok błękit­ny, intymny jak ko­lac­ja ze śniadaniem Jed­nak to zdjęcie, ob­raz zimny nie otu­li mnie przed spa­niem. Oko jed­nak mo­je ucieszy us­miech na twarzy wywoła Do snu jed­nak mi sie nie śpieszy Cze­ka tu na mnie jej pierś goła...Jes­teś jak ka­mień-nie czuły, zim­ny,niezłom­ny w swym żywiole... Możesz posłużyć ja­ko narzędzie zbrod­ni- w rękach złego człowieka.. Pa­miętaj jed­nak, gdy traisz w dob­re ręce możesz być cu­dem ja­ki na­tura dała światu...Czuję, że padam, A jed­nak gadam. Czuję, że zdycham, A jed­nak oddycham. Czuję, że umieram, A jed­nak się rozbieram. Czuję, że ironizuję, Bo tak nap­rawdę to świet­nie się czuję.Złama­na obiet­ni­ca - ni­by nic a jed­nak coś... Jed­nak bo­li i nie da­je o so­bie zapomnieć...Jes­teś jak gwiaz­da. Widzę Cię, błyszczysz jes­teś tak jas­ny, piękny jed­nak ta­ki da­leki. Wy­ciągam rękę mając nadzieję, że Cię dot­knę, złapię, zat­rzy­mam. tra­fiam na ni­cość. Jes­teś za da­leko.. Nocą sta­jesz się wy­raźny ta­ki real­ny, ale kiedy nas­ta­je dzień wszys­tko zni­ka.. Mówią, że da­lej świecisz.. Jed­nak ja nie widzę. Cze­kam na wieczór. Na czas, w którym Ty zaczy­nasz błyszczeć jeszcze jaśniej.