Kwiat pochy­la swą koronę Jak Ana­bell stąpa po je­go ziemi. Otacza jej ciało pnącza­mi drżącymi Wy­powiada chryp­li­we:


kwiat-pochy­-swą-koronę-jak-ana­bell-stąpa-po ­go-ziemi-otacza-jej-ciało-pnącza­mi-drżącymi-wy­powiada-chryp­li­we-płonę-płonę
ewerinakwiatpochy­laswąkoronęjakana­bellstąpapo je­goziemiotaczajejciałopnącza­midrżącymiwy­powiadachryp­li­wepłonępłonęw pożąda­niuw podziwiechcedot­knąćtwąpierśpowabnąŁydkęgładkąjedwabnąchłonieak­sa­mitskóryłap­czy­wiepięknemswoimgo urzekada­jepieścićspokojnieumy­kamu jed­nakniesforniemłodanies­po­koj­narze­kachichoczeroz­gląda sięi mrugauciekaw głąbłąkimi­motej rozłąkizakładako­ronęi cze­ka jak sługakwiat pochy­lapochy­la swąswą koronękoronę jakjak ana­bellana­bell stąpastąpa po je­gopo je­go ziemiotacza jejjej ciałociało pnącza­mipnącza­mi drżącymidrżącymi wy­powiadawy­powiada chryp­li­wepłonę płonępłonę w pożąda­niuchce dot­knąćdot­knąć twątwą pierśpierś powabnąpowabną ŁydkęŁydkę gładkągładką jedwabnąchłonie ak­sa­mitak­sa­mit jejjej skóryskóry łap­czy­wiepięknem swoimswoim go urzekago urzeka da­jeda­je pieścićpieścić ciałociało spokojniespokojnie umy­kaumy­ka mu jed­nakmu jed­nak niesfornieniesfornie jakjak młodanies­po­koj­na rze­karoz­gląda się i mrugai mruga uciekaucieka w głąbw głąb łąkikwiat mi­momi­mo tej rozłąkitej rozłąki zakładazakłada swąswą ko­ronęko­ronę i cze­kakwiat pochy­la swąpochy­la swą koronęswą koronę jakkoronę jak ana­belljak ana­bell stąpaana­bell stąpa po je­gostąpa po je­go ziemiotacza jej ciałojej ciało pnącza­miciało pnącza­mi drżącymipnącza­mi drżącymi wy­powiadadrżącymi wy­powiada chryp­li­wepłonę płonę w pożąda­niuchce dot­knąć twądot­knąć twą pierśtwą pierś powabnąpierś powabną Łydkępowabną Łydkę gładkąŁydkę gładką jedwabnąchłonie ak­sa­mit jejak­sa­mit jej skóryjej skóry łap­czy­wiepięknem swoim go urzekaswoim go urzeka da­jego urzeka da­je pieścićda­je pieścić ciałopieścić ciało spokojnieciało spokojnie umy­kaspokojnie umy­ka mu jed­nakumy­ka mu jed­nak niesforniemu jed­nak niesfornie jakniesfornie jak młodaroz­gląda się i mruga uciekai mruga ucieka w głąbucieka w głąb łąkikwiat mi­mo tej rozłąkimi­mo tej rozłąki zakładatej rozłąki zakłada swązakłada swą ko­ronęswą ko­ronę i cze­ka

Noc roz­sy­pała gwiaz­dy na niebie dwie is­kry płomien­ny ta­niec zaczyna wiatr w pościeli fa­luje i kwiat lo­tosu rozchyla us­ta­mi gładź ra­mion jedwab zwie­dzaj każdy zakamarek drżenie przy­jem­nie przeszywa myśli krzyczą osza­lałe Miłość jest jak kwiat. Niektórych kuję dru­gich zaś zachwy­ca swym za­pachem i pięknem...za­nied­ba­ny kwiat tak jak miłość z cza­sem więdnie.Ru­dy włos otu­la mnie jak szal, szal pachnący ta­jem­nicą poznania. W ser­cu czu­je skwier­czący żal, Uciekła - ig­no­rując mo­je wzywania. Wzrok błękit­ny, intymny jak ko­lac­ja ze śniadaniem Jed­nak to zdjęcie, ob­raz zimny nie otu­li mnie przed spa­niem. Oko jed­nak mo­je ucieszy us­miech na twarzy wywoła Do snu jed­nak mi sie nie śpieszy Cze­ka tu na mnie jej pierś goła...Kil­ka słów błądzi w mo­jej głowie..tych niewy­powie­dzianych które mogły cię zat­rzy­mać. i cza­sem jak wiatr- umy­kają one nieuchwynie Na ser­cu leżą ciężarem wspom­nienia tych dłoni które nie zdążyły dot­knąć twoich ust ..tak obłędnych ! I wie­czo­rami gdy jes­teś gdzieś.. pra­wie przy mnie po­mimo mo­jej sa­mot­ności i chłodu tej no­cy czu­je twój za­pach jak zap­la­tał się w mo­je włosy. Jes­teś gdzieś... -ale nie tam... gdzie powinieneś.Chłep­czę łap­czy­wie niedowierzanie zdu­mienie mi po brodzie ścieka wpi­jam się w Two­je ciało zachłannie zas­ty­gam w bez­ruchu i czekam Gdy od­dech zaświszcze i pierś się wznosi w miaro­wym ryt­mie tańczy od chwili wiem, wnet się od­dam tej pełni rozkoszy wys­tar­czy po­wieki uchylić Fior­dy Twych ra­mion układam w pamięci fak­turę i ciepło skórza­nych połaci naj­mniej­sze szczegóły spi­jam z przejęciem wpi­sanych w Twe ciało gwiazd konstelacji.słyszysz te szepty gdy niebo się schyla by dot­knąć roz­grza­nej ziemi czu­jesz jak zwal­nia tempo chcąc złapać rześki oddech zas­ty­ga w zamyśleniu jak blis­ko od obłędu dokąd się człowiek posunie w go­nit­wie bez sensu ma­mony sidła za­bujcą mat­ki ziemi