Lecz - ko­niec końcem - nie wszys­tko było stra­cone. W śnie najgłębszym - też nie wszys­tko! W obłędzie - nie wszys­tko! W zem­dle­niu - nie wszys­tko! W śmier­ci - nie wszys­tko! Na­wet w gro­bie nie wszys­tko by­wa stra­cone! W prze­ciw­nym ra­zie zab­rakłoby nieśmier­telności dla człowieka.


lecz- ko­niec-końcem- nie wszys­tko-było-stra­cone-w śnie-najgłębszym- też-nie wszys­tko-w obłędzie- nie wszys­tko
edgar allan poelecz ko­nieckońcem nie wszys­tkobyłostra­conew śnienajgłębszym teżnie wszys­tkow obłędzie nie wszys­tkow zem­dle­niuw śmier­cina­wetw gro­bienie wszys­tkoby­wastra­conew prze­ciw­nymra­ziezab­rakłobynieśmier­telnościdlaczłowieka ko­niec końcem nie wszys­tko byłobyło stra­conew śnie najgłębszym też nie wszys­tkona­wet w gro­biew gro­bie nie wszys­tkonie wszys­tko by­waby­wa stra­conew prze­ciw­nym ra­ziera­zie zab­rakłobyzab­rakłoby nieśmier­telnościnieśmier­telności dladla człowieka nie wszys­tko było stra­conena­wet w gro­bie nie wszys­tkow gro­bie nie wszys­tko by­wanie wszys­tko by­wa stra­conew prze­ciw­nym ra­zie zab­rakłobyra­zie zab­rakłoby nieśmier­telnościzab­rakłoby nieśmier­telności dlanieśmier­telności dla człowieka

Przet­warzam da­ne jak komputer, mi­mo wszys­tkich tych rzeczy, pa­mietam wszys­tko, jak­byś puścił film i od­tworzył na szybko, wszys­tko przepływa wam przez pal­ce, ja za­pamietu­je każdy parcel, życie to jak kosz, usu­wasz ,tworzysz, do­dajesz wszys­tko na swój koszt, nikt za błedy two­je nie od­po­wie, nikt ich tez nie naprawi, weź pli­ki i roz­pla­nuj wszys­tko tak by kosz usunąc z dys­ku umysłu.Wszys­tko zno­si, wszys­tkiemu wie­rzy, we wszys­tkim pokłada nadzieję, wszys­tko przet­rzy­ma. Miłość nig­dy nie ustaje.To wszys­tko co mnie te­raz otacza Mo­bili­zując do działania Do­tyka w ja­kiś sposób Wszys­tko to jest pus­tka Ut­ra­coną świado­mością Która odeszła już dawno Lecz za­pom­nieć o so­bie nie da­je Wszys­tko co te­raz ro­bię i czu­je Ro­bię dla siebie Nie ma już … Jes­tem sam po­zos­tałem Może tak jest lepiej I tyl­ko ten je­den liść Spa­dający przed ma drogę Przy­pomi­na mi ze idzie je­sień Przy­pomi­na mi  O tobie Boże, ile ja bym dała, żeby Cię dot­knąć. Tak nie­chcący dot­knąć. I przy­tulic na po­zeg­na­nie. I po­całować w czoło w geście opiekun­czym. Wszys­tko, wszys­tko od­dam. Za­bieraj­cie ludzie wszys­tko, na­wet mo­je sta­tuet­ki i me­dale. Ty zastępu­jesz mi całą gablotę.Zeb­rał wszys­tkie no­tat­ki, la­ta prze­myśleń, niepew­ności, szczęścia i nadziei, wszys­tko to za­war­te w za­pisa­nych drob­nym maczkiem kartkach. Uniósł je w ra­mionach niczym twarz ukocha­nej ko­biety. Wyszedł z sy­pial­ni, słysząc jak je­go bu­ty skrzy­pią po drew­nianej podłodze, po czym poszedł do drzwi pro­wadzących na strych. Ot­worzył je, za­palił światło, za­ciągnął się dy­mem pa­piero­sa, usiadł na za­kurzo­nym fotelu. To wszys­tko co mam - po­myślał. I to Wszys­tko stracone.Człowiek nic nie mu­si, wszys­tko może. Wszys­tko.Ale czy warto?