Ludzie którzy nie pot­ra­fią od­nieść suk­ce­su w życiu, nieus­tannie pat­rzą pod no­gi, aby omi­jać przysłowiowe kłody. Nie zdając so­bie spra­wy, że przyczyną ich po­rażek jest właśnie ciągłe za­pat­rze­nie w dół.


ludzie-którzy-nie pot­ra­fią-od­nieść-suk­­su-w życiu-nieus­tannie-pat­rzą-pod-no­gi-aby omi­jać-przysłowiowe-kłody-nie-zdając
logosludziektórzynie pot­ra­fiąod­nieśćsuk­ce­suw życiunieus­tanniepat­rząpodno­giaby omi­jaćprzysłowiowekłodyniezdającso­biespra­wyże przyczynąichpo­rażekjest właśnieciągłeza­pat­rze­niew dółludzie którzyktórzy nie pot­ra­fiąnie pot­ra­fią od­nieśćod­nieść suk­ce­susuk­ce­su w życiunieus­tannie pat­rząpat­rzą podpod no­giaby omi­jać przysłowioweprzysłowiowe kłodynie zdajączdając so­bieso­bie spra­wyże przyczyną ichich po­rażekpo­rażek jest właśniejest właśnie ciągłeciągłe za­pat­rze­nieza­pat­rze­nie w dółludzie którzy nie pot­ra­fiąktórzy nie pot­ra­fią od­nieśćnie pot­ra­fią od­nieść suk­ce­suod­nieść suk­ce­su w życiunieus­tannie pat­rzą podpat­rzą pod no­giaby omi­jać przysłowiowe kłodynie zdając so­biezdając so­bie spra­wyże przyczyną ich po­rażekich po­rażek jest właśniepo­rażek jest właśnie ciągłejest właśnie ciągłe za­pat­rze­nieciągłe za­pat­rze­nie w dół

Nie ma dziw­nych ludzi. Są tyl­ko ludzie, którzy pat­rzą na świat inaczej niż my.Pot­rze­ba mi smut­nych twarzy, wie­cznie złama­nych serc i łza­wych oczu. Pot­rze­ba mi ludzi, którzy kocha­li, kochają al­bo już nie pot­ra­fią. Pot­rze­ba mi tych, którzy po­ruszają we mnie to, dzięki cze­mu ten płas­ki świat wy­daje się trochę głębszy. Pot­rze­ba mi cier­pienia, bólu mi pot­rze­ba, miłości ta­kiej na­miętnej i Ciebie. Bo bez Ciebie to mnie nie ma.Nie ma ludzi wred­nych. Są ludzie szczerzy - którzy inaczej nie pot­ra­fią, nie lu­bią kłamać i uk­ry­wać swe­go zda­nia -, ocze­kujący pok­lasku - dla wi­dow­ni -, a także ta­cy, co wyżywają sie web­ralnie na in­nych, bo nie pot­ra­fią po­radzić so­bie z wewnętrzny­mi demonami.Dziec­ko z za­par­tym tchem przygląda się pra­cy rzeźbia­rza. Po długim cza­sie dos­trze­ga jak z bez­kształtnej kłody drew­na wyłania się lis. Po­dek­scy­towa­nie sięga ze­nitu. Wle­pia swo­je ro­zen­tuzjaz­mo­wane oczy w bo­hate­ra i py­ta: W no­cy gdy sie­dzisz w rze­komo pus­tym mieszkaniu, Stąpają dusze, po Two­jej podłodze, chodzące w wyb­lakłym ubraniu. Zat­rzy­mują się nieświado­me, że już nie żyją i pat­rzą na Ciebie, Z nadzieją, że usłyszysz ich niemy krzyk, Z nadzieją, że poczu­jesz ich lo­dowa­ty dotyk, Że na­pot­kasz ich wzrok błagający o światłość, Do której nie mogą dotrzeć.Za­pat­rze­ni Są czy ich nie ma? Styg­nie herbata w której pływa ka­wałek cyt­ry­ny leniwy… Czas, które­go dla nich nie ma… Są tyl­ko Oni Je­go dłonie, Usta Oczy Jej... Za­pat­rze­ni w dzieła sztuki… I ta zimna, chłod­na herbata (jej uśmiech, pocałunek) w której pływa ka­wałek cyt­ry­ny leniwy… Czas, które­go brak… Za­pat­rze­ni Są czy ich nie ma ? Bo chce­my zamykać…