Mój smu­tek roz­bi­ja się o skały niez­ro­zumienia niczym okręt w cza­sie sztor­mu i opa­dam z wol­na w prze­paść niemyśle­nia jak ka­leki sta­tek na dno...


mój-smu­tek-roz­bi­ja ę-o skały-niez­ro­zumienia-niczym-okręt-w cza­sie-sztor­mu-i opa­dam-z wol­na-w prze­paść-niemyś­nia
uśmiechnięta anielicamójsmu­tekroz­bi­ja sięo skałyniez­ro­zumienianiczymokrętw cza­siesztor­mui opa­damz wol­naw prze­paśćniemyśle­niajak ka­lekista­tekna dnomój smu­teksmu­tek roz­bi­ja sięroz­bi­ja się o skałyo skały niez­ro­zumienianiez­ro­zumienia niczymniczym okrętokręt w cza­siew cza­sie sztor­musztor­mu i opa­dami opa­dam z wol­naz wol­na w prze­paśćw prze­paść niemyśle­nianiemyśle­nia jak ka­lekijak ka­leki sta­teksta­tek na dnomój smu­tek roz­bi­ja sięsmu­tek roz­bi­ja się o skałyroz­bi­ja się o skały niez­ro­zumieniao skały niez­ro­zumienia niczymniez­ro­zumienia niczym okrętniczym okręt w cza­sieokręt w cza­sie sztor­muw cza­sie sztor­mu i opa­damsztor­mu i opa­dam z wol­nai opa­dam z wol­na w prze­paśćz wol­na w prze­paść niemyśle­niaw prze­paść niemyśle­nia jak ka­lekiniemyśle­nia jak ka­leki sta­tekjak ka­leki sta­tek na dno

Smu­tek w oczy mi zagląda Smu­tek szy­je ser­ce me Ciem­ne światło, jas­na noc Prze­paść już chcą myśli me Pa­ni No­wako­wa płaczli­wym głosem rzecze strapiona: Nie ma na świecie piękniej­szej bu­zi, od bu­zi śpiące­go dziecka. I żaden uśmiech nie roz­to­pi tak ser­ca, jak je­go uśmiech. A naj­większy smu­tek, to smu­tek w je­go oczach...Szy­bo­wać jak ptak poczuć wol­ność, jak we śnie marzył pe­wien liść Pod­much zer­wał liść a ten, ku górze się wzbił ma­giczna chwila Zdep­ta­ny lis­tek nieg­dyś całością drze­wa smu­tek od­czu­wał Cza­sem odechciewa się żyć, bo smu­tek nie ma lat. Może być dziec­kiem, które cze­ka na przy­tule­nie i miłe słowa, młodym, który prag­nie ak­ceptac­ji i do­cenienia, star­szym, który pot­rze­buje zain­te­reso­wania i uśmie­chu. Smu­tek nie pat­rzy na wiek, urodę czy po­zycję społeczną...on po pros­tu by­wa i tak jak ra­dość jest wpi­sany w życie.Ser­cem przy­ciągnę po strumieniach i spa­le słowa już wymarłe ob­darte pus­te bez znaczenia na­dam roz­mową nową barwę. Roz­biorę smu­tek z bezsilności ułożę sny w spo­koj­nej ciszy roz­każę w górę biec miłości i może wte­dy ją usłyszysz.