mam pre­ten­sje do glu­kozy, że nie jest opioidem nie powinienem jes­tem bezczelny gram w tot­ka, liczby przypadkowe ona nie zmieni składu chemicznego w tej ga­lak­ty­ce nie ma cudów deszcz za­myka mi po­wieki kiedy ster­czę jak du­reń pod szpitalem kar­diolo­gia czyn­na całodobowo 


mam-pre­ten­sje-do glu­kozy-że nie jest opioidem-nie-powinienem-jes­tem-bezczelny-gram-w tot­ka-liczby-przypadkowe-ona-nie zmieni-składu
cykamampre­ten­sjedo glu­kozyże nie jest opioidemniepowinienemjes­tembezczelnygramw tot­kaliczbyprzypadkoweonanie zmieniskładuchemicznegotej ga­lak­ty­cenie ma cudówdeszczza­mykami po­wiekikiedyster­częjak du­reńpodszpitalemkar­diolo­giaczyn­nacałodobowo mam pre­ten­sjepre­ten­sje do glu­kozyże nie jest opioidem nienie powinienempowinienem jes­temjes­tem bezczelnybezczelny gramgram w tot­kaliczby przypadkoweprzypadkowe onaona nie zmieninie zmieni składuskładu chemicznegochemicznego ww tej ga­lak­ty­cetej ga­lak­ty­ce nie ma cudównie ma cudów deszczdeszcz za­mykaza­myka mi po­wiekimi po­wieki kiedykiedy ster­częster­czę jak du­reńjak du­reń podpod szpitalemszpitalem kar­diolo­giakar­diolo­gia czyn­naczyn­na całodobowo mam pre­ten­sje do glu­kozyże nie jest opioidem nie powinienemnie powinienem jes­tempowinienem jes­tem bezczelnyjes­tem bezczelny grambezczelny gram w tot­kaliczby przypadkowe onaprzypadkowe ona nie zmieniona nie zmieni składunie zmieni składu chemicznegoskładu chemicznego wchemicznego w tej ga­lak­ty­cew tej ga­lak­ty­ce nie ma cudówtej ga­lak­ty­ce nie ma cudów deszcznie ma cudów deszcz za­mykadeszcz za­myka mi po­wiekiza­myka mi po­wieki kiedymi po­wieki kiedy ster­czękiedy ster­czę jak du­reńster­czę jak du­reń podjak du­reń pod szpitalempod szpitalem kar­diolo­giaszpitalem kar­diolo­gia czyn­nakar­diolo­gia czyn­na całodobowo 

Człowiek rości so­bie pre­ten­sje, aby zdarze­nia sprzy­jały je­go in­ten­cjom. Lek­ce­waży prawdę, którą pro­pagu­je rzeczy­wis­tość. Jest głuchy na jej oczy­wis­te ar­gu­men­ty, jeżeli nie głosi ona te­go, co od­po­wiada je­go in­te­resom i nie pochle­bia je­go satysfakcji.Kawałek mięsa jest lepszy niż kawałek chleba, nawet pod względem składu chemicznego!Wy nie wiecie co to jest matematyka! wy myślicie: liczby, liczby! Nie! A ona śpiewa, gra jak kryształ. Cała dusza tonie w dźwięcznym, przejrzystym krysztale.Uwiel­biam ten frag­ment codzienności Kiedy jes­teśmy ze sobą Kiedy jes­tem pod tobą A jes­tem w tobie Za ok­nem na­miętna burza A my jes­teśmy jej piorunami Wyłado­waniami rozkoszy Głośny­mi hu­kami gromów Po­tem ma­luje­my sobą Na bez­chmur­nej kochającej nocy Tęczę wielo­bar­wnej bezsenności Aż po świt o jas­nym niebie Z które­go my chce czy nie Krze­samy ponowność Chleb codzienny Roz­koszy gromy ( jak­by co to mie­szkam blis­ko Poz­nańskiej 15 w Gnieźnie :) ) Jest gorąco i nie narzekam Moc­no nie narzekam Gorącą kawę piję Do ochłody ją wypiję Trochę wyparuję Już chłod­niej się czuję Moc­no nie narzekam Na deszcz nie czekam Ule­wa zdarzyć się może Siedzę w domu Nie siedzę na dworze Jes­tem nieopa­lony Jes­tem nieogolony Mam skar­pe­ty po kolana I narze­kam już od rana Lecz nie moc­no Jak już wspominałem Tyl­ko trochę dziś Narze­kając przeklinałem  Stoisz pod pryszni­cem, a ja cze­kam przy ko­min­ku i spi­jam gorącą herbatę - co będzie po­tem nie wiem, siedzę i spi­jam her­batę da­lej. Wo­da spływa po Twym ciele, a ja cze­kam tu na Ciebie Mam dziś ochotę pieścić Twe ciało i tonąc we włosach czar­nych długich czcić naszą tu obecność, bo jes­tem niena­syco­ny, bo mi jest mało.