Met­ro: pośpie­szne mi­janie się ludzi. Twarze zam­knięte, nie­czy­tel­ne. Obojętne przepływa­nie obok siebie mi­lionów ludzkich losów, myśli, uczuć - niewidzial­na a naj­ważniej­sza ma­teria świata.


met­ro-pośpie­szne-mi­janie ę-ludzi-twarze zam­knięte-nie­czy­tel­ne-obojętne przepływa­nie-obok-siebie-mi­lionów-ludzkich-losów
ryszard kapuścińskimet­ropośpie­sznemi­janie sięludzitwarze zam­kniętenie­czy­tel­neobojętne przepływa­nieoboksiebiemi­lionówludzkichlosówmyśliuczuć niewidzial­naa naj­ważniej­szama­teriaświatapośpie­szne mi­janie sięmi­janie się ludziobojętne przepływa­nie obokobok siebiesiebie mi­lionówmi­lionów ludzkichludzkich losów niewidzial­na a naj­ważniej­szaa naj­ważniej­sza ma­teriama­teria światapośpie­szne mi­janie się ludziobojętne przepływa­nie obok siebieobok siebie mi­lionówsiebie mi­lionów ludzkichmi­lionów ludzkich losów niewidzial­na a naj­ważniej­sza ma­teriaa naj­ważniej­sza ma­teria świata

Wielu ludzi pod­da­je się gdy ma nałożone jeszcze nie zam­knięte kajdany.opuściłem dom i nie sprawdzę czy mo­je drzwi zos­tały zam­knięte wiem że nie zga­siłem światła zresztą ni­by jak; naj­większe rachun­ki płaciłem za mrok nie pa­miętam też jak długo można włas­nym rozbiciem zawstydzać szklaną przeźroczys­tość w potłuczo­nym ok­nie po­myśleć że było tak wiele pięknych wad o których mu­siałem zapomnieć i te­raz ta­ki tyl­ko czar­no-biały, nud­ny, trzeźwy chłopiec odkąd przes­tałem być cieka­wy świata jes­tem za­dowo­lony z życia al­bo sta­wiam w ciemno sa­mego siebie Większość ludzi, póki ma us­ta zam­knięte, nie spra­wia wrażenia głupków.Stoję tu oczy mam zam­knięte, rękę wy­ciągniętą przed siebie. Czy jest ktoś to chwy­ci mnie za nią? Cze­kam... Czy ktoś po­może? Przy­jacielu gdzie jes­teś? Ja stoję tu i czekam.Ważne, żeby kochać ludzi. Te­raz, kiedy cały świat na­ciera na siebie ba­sebal­lo­wymi ki­jami, od­ro­bina ludzkich uczuć jest jak ro­syj­ski kawior.Księga Życia jest naj­ważniej­szą księgą, której nie można ot­worzyć ani zam­knąć wed­le włas­ne­go wy­boru. Chciałoby się wrócić na stronę, na której się kocha, ale stro­na, na której się umiera, jest już pod naszy­mi palcami.