-Miłość to cho­roba ze sta­nem za­pal­nym myśli, drżeniem rąk, przyśpie­szo­nym tętnem, ogólną mig­reną i... bólem ser­ca. Ale oni tyl­ko wzruszają ra­miona­mi i z da­leka słychać szept: -Kocham Cię bar­dzo... ~ Mrs Vercetti 


miłość-to cho­roba-ze sta­nem-za­pal­nym-myśli-drżeniem-rąk-przyśpie­szo­nym-tętnem-ogólną-mig­reną-i-bólem ser­ca
mrs vercettimiłośćto cho­robaze sta­nemza­pal­nymmyślidrżeniemrąkprzyśpie­szo­nymtętnemogólnąmig­renąbólem ser­caale onityl­kowzruszająra­miona­mii z da­lekasłychaćszeptkochamciębar­dzo~ mrsvercetti miłość to cho­robato cho­roba ze sta­nemze sta­nem za­pal­nymza­pal­nym myślidrżeniem rąkprzyśpie­szo­nym tętnemogólną mig­renąmig­reną ii bólem ser­caale oni tyl­kotyl­ko wzruszająwzruszają ra­miona­mira­miona­mi i z da­lekai z da­leka słychaćsłychać szeptkocham cięcię bar­dzobar­dzo ~ mrs~ mrs vercetti miłość to cho­roba ze sta­nemto cho­roba ze sta­nem za­pal­nymze sta­nem za­pal­nym myśliogólną mig­reną imig­reną i bólem ser­caale oni tyl­ko wzruszajątyl­ko wzruszają ra­miona­miwzruszają ra­miona­mi i z da­lekara­miona­mi i z da­leka słychaći z da­leka słychać szeptkocham cię bar­dzocię bar­dzo ~ mrsbar­dzo ~ mrs vercetti 

Nieroz­pozna­na wys­po rozkoszy, Kocham Cię! Ta­jem­nicza na­miet­ności duszy, Kocham Cię! Myśli mo­ja nieu­chwyt­na w locie, Kocham Cię! Ser­ce mo­jego oceanu roztargnienia, Kocham Cię! Nadziejo blis­ka tym co umierają, Kocham Cię! Uk­ry­ta duszo mo­jej świadomości, Kocham Cię! Mu­zo mo­jego życia bez trwogi, Kocham Cię! Kocham Cię stok­roć bar­dziej niźli ko­gokol­wiek do tej po­ry kochać byłam w stanie.Bar­dzo chciałam zos­tać matką i sta­rałam się o to przez rok. Ale cho­ciaż te­raz przeżywam z sy­nem nap­rawdę wspa­niałe chwi­le, początki były bar­dzo trud­ne. Mi­mo że przeczy­tałam niez­liczo­ne ilości książek na te­mat ma­cie­rzyństwa, żad­na z nich nie przy­goto­wała mnie na to, że poród to rzeźnia, a pier­wsze dwa miesiące po nim są praw­dziwą masakrą.Bóg pachniał bryzą, i sieka­nymi mig­dałami, krop­la­mi ro­sy w og­rodzie o po­ran­ku, i świeżo po­ciętym drew­nem, i słomą, i bar­dzo zieloną trawą po ulew­nym deszczu. Po­połud­niami pachniał stro­nica­mi świeżo wyd­ru­kowa­nej książki, i na­tural­nym jo­gur­tem mlecznym, a gorącym lwem, kiedy za­padała noc. I brzos­kwi­nią, miękką, białą, bez te­go niemiłego wrażenia, które czu­je się w zębach, gdy się ją ug­ry­zie zbyt mocno.Jak in­ni kawę lub herbatę, Mleczysław tyl­ko mle­ko pija. Jesienią, zimą, wiosną, latem. Pod­chodzi z tej spec­jalnej rasy, która nie tęskni do kiełbasy, ale na milę, z bar­dzo daleka, pot­ra­fi wyczuć mi­seczkę mleka. Bar­dzo mu zaw­sze mle­ko smakuje, za­pew­nić wszys­tkich mogę - i na­wet po no­cach się oblizuje pat­rząc na Mleczną Drogę. ® by Mrs Vercetti W pew­nym mo­men­cie zaczy­nasz za bar­dzo czuć, że czas mi­ja, że ucieka, że nie da się go do­gonić. Od zaw­sze wie­działeś, że są godzi­ny, że za każdym ra­zem mi­ja ko­lej­na. Ale, uwierz mój przy­jacielu, to, co te­raz czuję to coś zu­pełnie in­ne­go. To strach przed niez­na­nym, to strach przed końcem. Końcem, które­go nie zap­la­nowałam so­bie, nie wy­myśliłam, bez­czel­nym i nieubłaganym. Końcem ta­kim, jak wszystkie...