miedź rozlana po poduszce spływa oczy w su­fit utkwione zielone roześmiane nie spodzi­wały się śmierci a on tylko zam­knął ci oczy piękna wyszedł z sy­pial­ni z pis­to­letem w dłoni i mod­litwą na ustach 


miedź-rozlana-po-poduszce-spływa-oczy-w su­fit-utkwione-zielone-roześmiane-nie-spodzi­wały ę-śmierci-a-on tylko-zam­knął-oczy-piękna
angel des penseursmiedźrozlanapopoduszcespływaoczyw su­fitutkwionezieloneroześmianeniespodzi­wały sięśmiercion tylkozam­knąłpięknawyszedłsy­pial­nipis­to­letemw dłonimod­litwąna ustach miedź rozlanarozlana popo poduszcepoduszce spływaspływa oczyoczy w su­fitw su­fit utkwioneutkwione zielonezielone roześmianeroześmiane nienie spodzi­wały sięspodzi­wały się śmiercion tylko zam­knąłzam­knął cici oczyoczy pięknapiękna wyszedłwyszedł zz sy­pial­nisy­pial­ni zz pis­to­letempis­to­letem w dłoniw dłoni ii mod­litwąmod­litwą na ustach miedź rozlana porozlana po poduszcepo poduszce spływapoduszce spływa oczyspływa oczy w su­fitoczy w su­fit utkwionew su­fit utkwione zieloneutkwione zielone roześmianezielone roześmiane nieroześmiane nie spodzi­wały sięnie spodzi­wały się śmierciśmierci a on tylkoa on tylko zam­knąłon tylko zam­knął cizam­knął ci oczyci oczy pięknaoczy piękna wyszedłpiękna wyszedł zwyszedł z sy­pial­niz sy­pial­ni zsy­pial­ni z pis­to­letemz pis­to­letem w dłonipis­to­letem w dłoni iw dłoni i mod­litwąi mod­litwą na ustach 

Pstryk - ożyła za­pałka jas­nym płomieniem, Ciche wes­tchnienie dy­mu wkra­dające­go się w usta, Bla­da dłoń trzy­mająca pa­piero­sa i mar­twe oczy utkwione w na­pis 'Pa­lenie za­bija' brzmiący te­go wie­czo­ru jak obietnica.de­likat­ność jedwabistości za­pach jędrności miękkość złocis­ty meszek namiętności dreszcz przeleciał zachłysnął się załomotał dot­knął dłoni spiesząc na spotkanie czekanie ociąganie przewlekanie zagłębianie oczy zamglone głęboko zawirowanie a ręce w udręce spełnienia szukają wreszcie przestają i łkają *** Dział: Erotyki *** Zbig­niew Małecki Roz­gry­zam dłonie do kości Przeg­ry­zam żyły Do krwi Roz­szar­pu­je dusze Łaknąc śmierci Niszczę wszys­tko wokół Zak­ry­wam swój brak siły Płaszczem złości Chciałbym zak­ryć swo­je pus­te oczy Łzami Dziś każdy, kto pisze, rzeźbi czy maluje, ma oczy utkwione w warsztacie sąsiada.Podnoszenie oczek patrzymy w oczy zuchwale i pilnie. Wszystko w spojrzeniu, jak na niemym filmie. Siedzimy tak daleko, choć tak bardzo blisko, i tylko oczy, oczy mówią sobie wszystko.Od­dech pro­mieni słońca na moich ustach rozchylam... Za­pach poranka spływa po włosach, po karku Do­tyk stęsknionych dłoni roz­ry­wa moją ko­biecość na strzępy Krwa­wię słowami Bla­da krew ścieka po wnętrzu ud  i wsiąka w jedwab