Miewam ta­kie odsłuchy, że resztki du­my Mnie łapią i wcis­kają się w gardło Stru­ny kradną, łamią mahoń I nie stać mnie na krzyk, tyl­ko skrzypię Ucie­czki pragnąc w Ciii-che Owi­nięcie się w prześcieradło, niegdyś Wy­wie­szałem czer­wo­ne w poślub­ne dni Szko­da, że z daw­nych, upadłych królestw Prze­pisuję pa­ranor­malność, letalną Zeszy­ty są nic niewar­te i ze wsty­du palą dowody Is­krzą po­laroidy przy akom­pa­niamen­cie trzasków sta­rych płyt Lecz w bu­tonier­ce trzy­mam czas na zryw 


miewam-­kie-odsłuchy-że resztki-­my-mnie-łapią-i wcis­kają ę-w gardło-stru­ny-kradną-łamią-mahoń-i-nie stać-mnie-na krzyk
smoky bluemiewamta­kieodsłuchyże resztkidu­mymniełapiąi wcis­kają sięw gardłostru­nykradnąłamiąmahońnie staćmniena krzyktyl­koskrzypięucie­czkipragnącw ciiicheowi­nięcie sięw prześcieradłoniegdyśwy­wie­szałemczer­wo­new poślub­nedniszko­daże z daw­nychupadłychkrólestwprze­pisujępa­ranor­malnośćletalnązeszy­tysą nicniewar­tei ze wsty­dupalądowodyis­krząpo­laroidyprzyakom­pa­niamen­cietrzaskówsta­rychpłytleczw bu­tonier­cetrzy­mamczasna zryw miewam ta­kieta­kie odsłuchyże resztki du­mydu­my mniemnie łapiąłapią i wcis­kają sięi wcis­kają się w gardłow gardło stru­nystru­ny kradnąłamią mahońmahoń ii nie staćnie stać mniemnie na krzyktyl­ko skrzypięskrzypię ucie­czkiucie­czki pragnącowi­nięcie się w prześcieradłoniegdyś wy­wie­szałemwy­wie­szałem czer­wo­neczer­wo­ne w poślub­new poślub­ne dnidni szko­daupadłych królestwkrólestw prze­pisujęprze­pisuję pa­ranor­malnośćletalną zeszy­tyzeszy­ty są nicsą nic niewar­teniewar­te i ze wsty­dui ze wsty­du paląpalą dowodydowody is­krząis­krzą po­laroidypo­laroidy przyprzy akom­pa­niamen­cieakom­pa­niamen­cie trzaskówtrzasków sta­rychsta­rych płytpłyt leczlecz w bu­tonier­cew bu­tonier­ce trzy­mamtrzy­mam czasczas na zryw miewam ta­kie odsłuchyże resztki du­my mniedu­my mnie łapiąmnie łapią i wcis­kają sięłapią i wcis­kają się w gardłoi wcis­kają się w gardło stru­nyw gardło stru­ny kradnąłamią mahoń imahoń i nie staći nie stać mnienie stać mnie na krzyktyl­ko skrzypię ucie­czkiskrzypię ucie­czki pragnącniegdyś wy­wie­szałem czer­wo­newy­wie­szałem czer­wo­ne w poślub­neczer­wo­ne w poślub­ne dniw poślub­ne dni szko­daupadłych królestw prze­pisujękrólestw prze­pisuję pa­ranor­malnośćletalną zeszy­ty są niczeszy­ty są nic niewar­tesą nic niewar­te i ze wsty­duniewar­te i ze wsty­du paląi ze wsty­du palą dowodypalą dowody is­krządowody is­krzą po­laroidyis­krzą po­laroidy przypo­laroidy przy akom­pa­niamen­cieprzy akom­pa­niamen­cie trzaskówakom­pa­niamen­cie trzasków sta­rychtrzasków sta­rych płytsta­rych płyt leczpłyt lecz w bu­tonier­celecz w bu­tonier­ce trzy­mamw bu­tonier­ce trzy­mam czastrzy­mam czas na zryw 

Ty­le mam ra­dości, gdy o To­bie myślę . Ty­le dni prze­myśla­nych, ty­le no­cy niep­rzes­pa­nych . Tyl­ko za­kocha­nym ta­kie myśli co w głowie szu­kają korzyści .Północ, sa­la, bal, my... Tańczy­my słychać mu­zykę i je­go cud­ny głos mówiący Nie naw­ra­caj mnie, Bo wiesz że Cię nie usłucham. Nie myśl o mnie, Bo wiesz że Cię zlekceważę. Nie prze­bywaj przy mnie, Bo wiesz że Cię zranię. Nie rób nicze­go dla mnie, Bo wiesz że te­go nie docenię. Po pro­su pozwól mi: Być przy Tobie, Myśleć o Tobie, Prze­mawiać do Ciebie, I czy­nić dla Ciebie dobro. Jed­nak mam jedną prośbę. Nie porzuć mnie. Bo wte­dy stoczę się w krainę ciem­ności i bólu.On tu był. Czuję za­pach je­go perfum. Zaw­sze tak pięknie pachniał i przy­nosił róże. Ta­kie czer­wo­ne, jak to wi­no, które pi­liśmy tam­tej nocy. Po­pat­rz mi w oczy. Widzisz? Tańczy­liśmy przy akom­pa­niamen­cie ciszy. To On był mo­ja muzyką. Drażnił słuch swym de­likat­nym szep­tem. Po­wodo­wał, że świat zaczy­nał wirować. Gdy umilkł - błagałam o więcej. Droczył się ze mną za każdym razem. Dop­ro­wadzał do szaleństwa. Kar­mił szczęściem. Sta­nowił moją oazę.Kocham cię za to jak ty kochałeś mnie, za to jak byłeś przy mnie blisko. Niena­widzę cię za nic, a jed­nocześnie za wszystko. Stoję właśnie na gra­nicy moich uczuć, wielką prze­paścią są, lecz skacze. Bo mnie to przytłaczało i wy­dawało mi się że jest nisko.Nie­szczęścia in­nych ludzi poz­ba­wiają mnie od­czu­wania włas­nych radości. Mam się znie­czu­lić?, prze­cież świata nie zmienię!, a moi blis­cy chcą mnie widzieć szczęśliwą!? Mogę się uśmie­chać, ale w środ­ku zos­ta­nie we mnie ja­kieś dziw­ne poczu­cie winy...