Mo­ja mała, smut­na wyob­raźnia. Rzu­ca się na mnie dokład­nie wte­dy, kiedy po­win­na poz­wo­lić mi być spo­kojną. Jak mały, pucha­ty ko­tek, dra­pie swy­mi słod­ki­mi pa­zur­ka­mi naj­bar­dziej czułe miej­sca, a ja nie mogę zab­ra­niać jej się ba­wić. To tyl­ko kil­ka małych ran, pow­tarzam w kółko. Małych, płyt­kich, nic niez­naczących. Za­goją się. Szyb­ko się zagoją.


mo­ja-ła-smut­na-wyob­raźnia-rzu­ca ę-na mnie-dokład­nie-wte­dy-kiedy-po­win­na-poz­wo­lić-mi być-spo­kojną-jak ły-pucha­ty
arisamo­jamałasmut­nawyob­raźniarzu­ca sięna mniedokład­niewte­dykiedypo­win­napoz­wo­lićmi byćspo­kojnąjak małypucha­tyko­tekdra­pieswy­misłod­ki­mipa­zur­ka­minaj­bar­dziejczułemiej­scaa ja nie mogęzab­ra­niaćjej sięba­wićto tyl­kokil­kamałychranpow­tarzamw kółkomałych płyt­kichnicniez­naczącychza­goją sięszyb­ko sięzagojąmo­ja małasmut­na wyob­raźniarzu­ca się na mniena mnie dokład­niedokład­nie wte­dykiedy po­win­napo­win­na poz­wo­lićpoz­wo­lić mi byćmi być spo­kojnąpucha­ty ko­tekdra­pie swy­miswy­mi słod­ki­misłod­ki­mi pa­zur­ka­mipa­zur­ka­mi naj­bar­dziejnaj­bar­dziej czułeczułe miej­scaa ja nie mogę zab­ra­niaćzab­ra­niać jej sięjej się ba­wićto tyl­ko kil­kakil­ka małychmałych ranpow­tarzam w kółkonic niez­naczącychszyb­ko się zagojąrzu­ca się na mnie dokład­niena mnie dokład­nie wte­dykiedy po­win­na poz­wo­lićpo­win­na poz­wo­lić mi byćpoz­wo­lić mi być spo­kojnądra­pie swy­mi słod­ki­miswy­mi słod­ki­mi pa­zur­ka­misłod­ki­mi pa­zur­ka­mi naj­bar­dziejpa­zur­ka­mi naj­bar­dziej czułenaj­bar­dziej czułe miej­scaa ja nie mogę zab­ra­niać jej sięzab­ra­niać jej się ba­wićto tyl­ko kil­ka małychkil­ka małych ran

Marzysz o rzeczach wiel­kich, to ci przy­naj­mniej poz­wo­li zro­bić kil­ka małych.za­mykam się w prześcieradle od końcówek włosów po bar­wione pal­ce u stóp każdą dziurę sta­ram się zakryć za­mienić w jak naj­mniej­szą postać wte­dy kiedy naj­bar­dziej tęsknię chcę być naj­bliżej wspomnień wy­puszczam z siebie powietrze które zgro­madziłam na wszel­ki wy­padek kiedy byłeś uśmie­cham się tak jak zaw­sze te­go chciałeś będę tak trwać póki nie zab­raknie mi  powietrza do wzięcia głębo­kiego oddechu ob­ce­go już po­wiet­rza zza przykrycia ob­cej rzeczywistości zim­ne­go życia bez ciebie Dla mnie po­lityczny prze­kaz za­bija mu­zykę. Sztu­ka jest po to, żeby za­pom­nieć o po­lity­ce, o tych wszys­tkich gównach. Na pew­no nie będę ba­wiła się w po­litykę. A już naj­bar­dziej mnie wkurza wpiep­rza­nie Bo­ga i re­ligii do sztu­ki. Mu­zyka po­win­na być da­leka od ta­kich rzeczy. No­sow­skiej ktoś zarzu­cił, że wyp­ru­wa fla­ki przed pub­licznością. I bar­dzo dob­rze, to jej włas­ne fla­ki, przy­naj­mniej ma o nich pojęcie....To jest tak jak wte­dy kiedy mu­sisz się obudzić i stra­cić swo­je sny. I wiesz że od tej po­ry nic nie będzie tak jak tam w snach, kiedy śpisz i dzieje się to cze­go naj­bar­dziej pragniesz....Nic mnie bar­dziej nie mar­twi, jak wi­dok ludzi dręczących się wza­jem, nie mogę zwłaszcza znieść, gdy ludzie młodzi w roz­kwi­cie sa­mym życia będący, naj­wrażliw­si na wszel­kie ra­dości, psują so­bie te kil­ka dni we­sela, ja­kie mają przed sobą, gry­masa­mi, a do­piero, gdy mi­nie to cze­go nie sposób po­weto­wać, prze­konują się, że by­li marnotrawcami.