Może i my jes­teśmy tyl­ko cza­sami, to znaczy: raz mniej, niekiedy pra­wie zni­kamy, rozpływa­my się, a po­tem nagłym skur­czem, nagłym wy­siłkiem, sca­lając na chwilę roz­pa­dające się ro­jowis­ko pa­mięci... Na dzień sta­jemy się...


może-i my jes­teśmy-tyl­ko-cza­sami-to znaczy-raz-mniej-niekiedy-pra­wie-zni­kamy-rozpływa­my-ę-a po­tem-nagłym-skur­czem-nagłym
stanisław lemmożei my jes­teśmytyl­kocza­samito znaczyrazmniejniekiedypra­wiezni­kamyrozpływa­mysięa po­temnagłymskur­czemwy­siłkiemsca­lającna chwilęroz­pa­dające sięro­jowis­kopa­mięcina dzieństa­jemysięmoże i my jes­teśmyi my jes­teśmy tyl­kotyl­ko cza­samiraz mniejniekiedy pra­wiepra­wie zni­kamyrozpływa­my sięa po­tem nagłymnagłym skur­czemnagłym wy­siłkiemsca­lając na chwilęna chwilę roz­pa­dające sięroz­pa­dające się ro­jowis­koro­jowis­ko pa­mięcipa­mięci na dzieńna dzień sta­jemysta­jemy sięmoże i my jes­teśmy tyl­koi my jes­teśmy tyl­ko cza­saminiekiedy pra­wie zni­kamya po­tem nagłym skur­czemsca­lając na chwilę roz­pa­dające sięna chwilę roz­pa­dające się ro­jowis­koroz­pa­dające się ro­jowis­ko pa­mięciro­jowis­ko pa­mięci na dzieńpa­mięci na dzień sta­jemyna dzień sta­jemy się

Często w dzi­siej­szych cza­sach szu­kamy oso­by w sieci za­miast po­dejść i po­roz­ma­wiać w real­nym świecie, szczególnie, że się z tą osobą przep­ra­cowało kil­ka godzin. Później się łudzi­my nadzieją, że mi­mo wszys­tko ją gdzieś spot­ka­my, ale naj­częściej zos­ta­je to w for­mie pier­wotnej. Zos­ta­je dla niej pew­ne miej­sce w umyśle, za­rezer­wo­wane spec­jalnie dla niej. Ko­niec końców, wra­camy do miej­sca w którym i tak jes­teśmy sami.Po półno­cy, no­wy dzień się zaczy­na. Ja­ki będzie, wie chy­ba tyl­ko mój anioł stróż, z którym cza­sem lu­bię so­bie pogadać. Cza­sami mnie słucha i uśmie­cha się do mnie, wspólnie pla­nuje­my no­wy dzień. Bar­dzo lu­bię uśmie­chy mo­jego anioła stróża, wówczas mogę wie­rzyć, a włas­ci­wie wiem, że dzień będzie dobry. Te­raz uśmie­cha się. Mogę iść spać, bo wiem, ze dzień który już się zaczął, będzie dobry.Za­raz, mo­ment gdzie idziesz? Zos­ta­wisz mnie te­raz samą? Tu w pus­tym domu? Ah tak za­pom­niałam my tyl­ko uda­jemy rodzinę na noc wra­casz do niej.... Jes­tem tyl­ko roz­rywką gdy Ci się nudzi...Szczęście nie jest prze­cież sta­nem wie­cznym. Zresztą też i nie ok­re­sowym. Szczęście to po pros­tu ta­ki skur­cz ser­ca, które­go doz­na­je się cza­sami, kiedy człowieka prze­pełnia ta­ka ra­dość, że wprost trud­no ją znieść. Zni­ka równie szyb­ko jak się po­jawia. I nie ma go, dopóki nie na­dej­dzie zno­wu, by spra­wić, że człowiek uz­na życie za naj­wspa­nial­szy dar.A może by tak prościej? Połamać mi tyl­ko kości. W gips i by się zrosło I wyszło z pa­mięci naj­da­lej wiosną. Al­bo jeszcze inaczej. Zamęczyć mnie przez pracę. Może cho­ciaż nie zauważę Jak bar­dzo jes­tem ob­darta z marzeń. Że jak? Wiem. Nie może być prosto. Ra­ny le­piej sma­kują na ostro I le­piej żeby się nie goiło. A no­we za­daje wciąż sta­ra miłość.Bo dla mnie liczyło się, jak zacząć, a nie jak skończyć. Może dla­tego, że wielu rzeczy nie kończyłam. Prze­rywałam zna­jomości, ury­wałam roz­mo­wy. Nie mówiłam na­wet