Możliwości: Miłość to szachy jakbyś zgadł, raz dobra partia a raz mat.


możliwoś-miłość-to-szachy-jakbyś-zgadł-raz-dobra-partia-a-raz-mat
włodzimierz Ścisłowskimożliwościmiłośćtoszachyjakbyśzgadłrazdobrapartiamatszachy jakbyśjakbyś zgadłraz dobradobra partiaraz matmiłość to szachyszachy jakbyś zgadłraz dobra partiapartia a raza raz matmiłość to szachy jakbyśdobra partia a razpartia a raz matmiłość to szachy jakbyś zgadłraz dobra partia a razdobra partia a raz mat

..na­pełniam głowę- os­tatnim tchnieniem..myślę o jut­rze-przeszłości nie zmienię..,rachuję słowa-raz,dwa,trzy..minę tworzę dobrą, do złej gry.., za­raz już wyjdę by pat­rzeć za siebie,biegnąc pół-kro­kiem,kroczę za Ciebie..,za Ciebie,za Matkę,Oj­ca i Sy­na..raz,dwa,trzy..trze­cia godzina.. jed­no tchnienie co trzy słowa,..za­raz myśl, pół-krok, głowa..młyn już le­ci... ,młyn już płynie..,lecz gdzie mo­wa.. eh.., o młynie..? Miłość to smu­tek i szczęście Z Miłością spot­kasz się wszędzie * Miłość to uśmiech i łzy A jed­nak Miłość to Ty* Z Miłością jest jak z pogodą... Raz świeci Słońce,a raz pa­da deszcz... A jed­nak Miłość ma w sobie... Pa­rasol na gorzki dzień...A ona będzie dla niego raz zła, a raz dob­ra, raz będzie mu siebie da­wać, a raz od­bierać, żeby zgłupiał do reszty, żeby nig­dy, w żad­nej chwi­li nie wie­dział, cze­go po niej może się spodziewać.Cieka­we, że z po­kole­nia na po­kole­nie dzieci są co­raz gor­sze, na­tomiast rodzi­ce co­raz lep­si, a więc z co­raz gor­szych dzieci wy­ras­tają co­raz lep­si rodzice.-Wszys­tko zos­tało już kiedyś powiedziane. -Może i tak, ale nie przeszkadza to w po­wie­dze­niu te­go jeszcze raz. Niektóre słowa, bądź zda­nia, aż proszą się o powtórzenie... -Na przykład? -Kocham Cię, pięknie wyglądasz, tęsknie... -I tyle? -To więcej niż Ci się wy­daje mój młody uczniu, zdarzają się sy­tuac­je kiedy człowiek chciałby to po­wie­dzieć jeszcze cho­ciaż je­den raz, ale nie ma ta­kiej możliwości.Cza­sem może zab­raknąć cier­pli­wośći. Gdy po raz siódmy mu­sisz coś tłumaczyć. Po raz siedem­nasty pop­ra­wiać coś, po raz sie­dzem­dziesiąty wysłuchi­wać niewiary­god­nych us­pra­wied­li­wień. I ra­dość, gdy po raz siedem­dziesiąty siódmy zdo­bywasz się na to, by da­rować winę.