Na początku Bóg zniszczył się sam w og­romnym wy­buchu i czas był miarą je­go roz­pa­du. Wszys­cy jes­teśmy ka­wałka­mi bos­kiego ciała, które wciąż umierają, jak wszys­tko wokół. Naszym zba­wieniem jest nieistnienie.


na początku-bóg-zniszczył ę-sam-w og­romnym-wy­buchu-i czas-był-miarą-­go-roz­pa­-wszys­cy jes­teśmy-ka­wałka­mi-bos­kiego
olga tokarczukna początkubógzniszczył sięsamw og­romnymwy­buchui czasbyłmiarąje­goroz­pa­duwszys­cy jes­teśmyka­wałka­mibos­kiegociałaktórewciążumierająjak wszys­tkowokółnaszym zba­wieniemjest nieistnieniena początku bógbóg zniszczył sięzniszczył się samsam w og­romnymw og­romnym wy­buchuwy­buchu i czasi czas byłbył miarąmiarą je­goje­go roz­pa­duwszys­cy jes­teśmy ka­wałka­mika­wałka­mi bos­kiegobos­kiego ciałaktóre wciążwciąż umierająjak wszys­tko wokółnaszym zba­wieniem jest nieistnieniena początku bóg zniszczył siębóg zniszczył się samzniszczył się sam w og­romnymsam w og­romnym wy­buchuw og­romnym wy­buchu i czaswy­buchu i czas byłi czas był miarąbył miarą je­gomiarą je­go roz­pa­duwszys­cy jes­teśmy ka­wałka­mi bos­kiegoka­wałka­mi bos­kiego ciałaktóre wciąż umierają

Miałem sen. Ludzie chodzi­li i umiera­li, a wokół nich nie było żad­nych mo­gił. Umiera­li, bo by­li puści. Wraz z po­ran­kiem dos­trzegłem, że jes­teśmy jak Ci ludzie, po­nieważ ma­my wszys­tko, ale wszys­tko ma­my w rękach, a nie w so­bie. Nasze ręce są kruche, a wnętrza zam­knięte. I umiera­my idąc, co­raz spoglądając z nadzieją, że mo­giły wokół siebie ujrzymy.Czas, to dla Ciebie mam parę słów. Wszys­tko kręci się wokół Ciebie. Zaklęci w wszechczasie. Nie zna­my początku nie poz­na­my i końca. Dzięku­je Ci że jes­teś dla mnie tak łaskawy i godzisz się na mo­je błędy dając mi szansy. Dzięku­je Ci za mą Żonę bo to dla Niej Poświęcam cały ten Czas. Tęsknie...Wszys­cy od cza­su do cza­su by­wa­my niemi­li. Wszys­cy ro­bi­my rzeczy, które bar­dzo chcieli­byśmy cofnąć. Te żale stają się częścią te­go. kim jes­teśmy, wraz ze wszys­tkim in­nym. Jeśli ktoś próbu­je to zmienić, to tak, jak­by chciał go­nić chmury.Cza­sem wszys­tko wokół jest tak de­ner­wujące, tak frus­trujące, jak wciąż kołacząca się w głowie myśl, której ni­jak nie można złapać.Przet­warzam da­ne jak komputer, mi­mo wszys­tkich tych rzeczy, pa­mietam wszys­tko, jak­byś puścił film i od­tworzył na szybko, wszys­tko przepływa wam przez pal­ce, ja za­pamietu­je każdy parcel, życie to jak kosz, usu­wasz ,tworzysz, do­dajesz wszys­tko na swój koszt, nikt za błedy two­je nie od­po­wie, nikt ich tez nie naprawi, weź pli­ki i roz­pla­nuj wszys­tko tak by kosz usunąc z dys­ku umysłu.Naj­star­szą z rzeczy is­tniejących jest Bóg; jest bo­wiem niezrodzony. Naj­piękniej­szą - świat; jest bo­wiem dziełem Boga. Naj­większą - miej­sce; wszys­tko bo­wiem w so­bie mieści. Naj­szyb­szą - myśl; pop­rzez wszys­tko bo­wiem przebiega. Naj­silniej­szą - ko­nie­czność; wszys­tkim bo­wiem rządzi Najmądrzej­szą - czas; wszys­tko bo­wiem ujawni.