na­zywam to cudem bo niez­mie­rzo­na jest nieskończoność nieus­tającej miłości a prze­cież dla ciebie deszcz zas­chnął światłem na niebie i prze­topił odłam­ki za­pom­nianych gwiazd w prze­mok­nięte blaskiem kałuże 


na­zywam-to cudem-bo-niez­mie­rzo­na-jest nieskończoność-nieus­tającej-miłoś-a-prze­cież-dla-ciebie-deszcz-zas­chnął-światłem
adnachielna­zywamto cudemboniez­mie­rzo­najest nieskończonośćnieus­tającejmiłościprze­cieżdlaciebiedeszczzas­chnąłświatłemna niebieprze­topiłodłam­kiza­pom­nianychgwiazdprze­mok­nięteblaskiemkałuże na­zywam to cudemto cudem bobo niez­mie­rzo­naniez­mie­rzo­na jest nieskończonośćjest nieskończoność nieus­tającejnieus­tającej miłościprze­cież dladla ciebieciebie deszczdeszcz zas­chnąłzas­chnął światłemświatłem na niebiena niebie ii prze­topiłprze­topił odłam­kiodłam­ki za­pom­nianychza­pom­nianych gwiazdgwiazd ww prze­mok­nięteprze­mok­nięte blaskiemblaskiem kałuże na­zywam to cudem boto cudem bo niez­mie­rzo­nabo niez­mie­rzo­na jest nieskończonośćniez­mie­rzo­na jest nieskończoność nieus­tającejjest nieskończoność nieus­tającej miłościmiłości a prze­cieża prze­cież dlaprze­cież dla ciebiedla ciebie deszczciebie deszcz zas­chnąłdeszcz zas­chnął światłemzas­chnął światłem na niebieświatłem na niebie ina niebie i prze­topiłi prze­topił odłam­kiprze­topił odłam­ki za­pom­nianychodłam­ki za­pom­nianych gwiazdza­pom­nianych gwiazd wgwiazd w prze­mok­niętew prze­mok­nięte blaskiemprze­mok­nięte blaskiem kałuże 

Mi­ty re­ligij­ne ze względów za­sad­niczych nie mają dla mnie znacze­nia, choćby dla­tego, że mi­ty różnych re­ligii przeczą so­bie wza­jem­nie. Jest prze­cież czys­tym przy­pad­kiem, że urodziłem się tu­taj, w Euro­pie, a nie w Az­ji, a od te­go prze­cież nie po­win­no za­leżeć, co jest prawdą, a więc i to, w co mam wie­rzyć. Mogę prze­cież wie­rzyć tyl­ko w to, co jest prawdziwe.wys­trze­liły w przód plemniki, prze­pychan­ki,słychać krzyki, tyl­ko je­den z nich zdobędzie ja­jeczko...co na me­cie będzie. nag­le w tłumie konsternacja! prze­cież to nie nasz stacja! stop panowie!zawracamy! prze­cież to są us­ta damy! Czy nig­dy nie zas­ta­nawiał się pan nad tym, dlacze­go chmu­ry i drze­wa, złotog­niade je­sienią, bu­re zimą, ten pejzaż dek­li­nowa­ny przez po­ry ro­ku, dlacze­go wszys­tko wa­li w nas pięknem jak młotem, ja­kim pra­wem tak się dzieje? Prze­cież po­win­niśmy być czar­nym prochem międzyg­wiez­dnym, strzępa­mi mgławi­cy Psów Gończych, prze­cież normą jest hucze­nie gwiazd, po­top me­teorów, próżnia, ciem­ność, śmierć...Nie boję się pająków. Prze­cież nig­dy żaden nie zro­bił mi krzyw­dy. Nie boję się ciem­ności. Prze­cież zaw­sze po omac­ku od­najdy­wałam drogę. Nie boję się burzy. Prze­cież po niej zaw­sze przychodziło słońce. Dziś boję się miłości…Niekiedy ra­niącej bar­dziej niż pająki, ciem­ność i słońce.Tak bar­dzo chciałam wy­jechać, zgu­bić się. Wy­jechałam, myślałam, że so­bie wszys­tko prze­myślę, że za­pomnę, że Bóg mi tam po­może. Prze­cież to już os­tatni czas by za­pom­nieć. Os­tatnia chwi­la. W podróży dużo łat­wiej myśleć? 1700 ki­lometrów prze­mie­szcza je­dynie ciało, cho­ler­na głowa zos­ta­je z tobą. A ty radź so­bie czlo­wieku. Po­konuj włas­ne przes­trze­nie, włas­ne słabości. Wal­cz sam ze sobą. W podróży z niedom­kniętą wa­lizką, pełną kry­tycznych uwag.