naj­bar­dziej lu­bię gdy ciemną nocą przychodzisz do mnie niczym tajemnica gdy w czułych objęciach uk­ry­ta za­sypiam i chwy­tam kur­czo­wo i trzy­mam się życia w tej cud­nej roz­koszy w twych oczu pieszczocie ma­leńka tak leżę pod tar­czą księżyca 


naj­bar­dziej-lu­bię-gdy-ciemną-nocą-przychodzisz-do mnie-niczym-tajemnica-gdy-w czułych-objęciach-uk­ry­-za­sypiam-i-chwy­tam
deszcznaj­bar­dziejlu­bięgdyciemnąnocąprzychodziszdo mnieniczymtajemnicaw czułychobjęciachuk­ry­taza­sypiamchwy­tamkur­czo­woi trzy­mam siężyciatej cud­nejroz­koszyw twychoczupieszczociema­leńkatakleżępodtar­cząksiężyca naj­bar­dziej lu­bięlu­bię gdygdy ciemnąciemną nocąnocą przychodziszprzychodzisz do mniedo mnie niczymniczym tajemnicatajemnica gdygdy w czułychw czułych objęciachobjęciach uk­ry­tauk­ry­ta za­sypiamza­sypiam ii chwy­tamchwy­tam kur­czo­wokur­czo­wo i trzy­mam sięi trzy­mam się życiażycia ww tej cud­nejtej cud­nej roz­koszyroz­koszy w twychw twych oczuoczu pieszczociepieszczocie ma­leńkama­leńka taktak leżęleżę podpod tar­czątar­czą księżyca naj­bar­dziej lu­bię gdylu­bię gdy ciemnągdy ciemną nocąciemną nocą przychodzisznocą przychodzisz do mnieprzychodzisz do mnie niczymdo mnie niczym tajemnicaniczym tajemnica gdytajemnica gdy w czułychgdy w czułych objęciachw czułych objęciach uk­ry­taobjęciach uk­ry­ta za­sypiamuk­ry­ta za­sypiam iza­sypiam i chwy­tami chwy­tam kur­czo­wochwy­tam kur­czo­wo i trzy­mam siękur­czo­wo i trzy­mam się życiai trzy­mam się życia wżycia w tej cud­nejw tej cud­nej roz­koszytej cud­nej roz­koszy w twychroz­koszy w twych oczuw twych oczu pieszczocieoczu pieszczocie ma­leńkapieszczocie ma­leńka takma­leńka tak leżętak leżę podleżę pod tar­cząpod tar­czą księżyca 

Ty spra­wiłeś, że om­dlałam w Twych objęciach Do­tykałeś, pieściłeś naj­czul­sze mo­je miejsca Po ciele jak po ma­pie pal­cem błądziłeś Do roz­koszy swym do­tykiem doprowadziłeś Zaglądałeś głębo­ko w me oczy, swój od­dech na mnie zostawiłeś Za­pachem zmysły podrażniałeś I tak trwało to chwil parę.. Wpuściłam Cię do środ­ka.. tak czule Czy pa­miętasz to w ogóle ? Jak w uniesieniu, w twych objęciach.. Jak mi łzy z po­liczka zcałowałeś ? I przy­tulo­nej spo­koj­nie zasnąć dałeś..? Cza­sem naj­dzie ta­ka chwila Muszę usiąść do paszkwila Muszę usiąść i zrymować Żeby kur­cze nie zwariować Cza­sy dzi­siaj ta­kie dziwne Życie stało się naiwne Muszę usiąść i zwrotkować Żeby kur­cze nie zwariować A gdy so­bie tak rymuję A gdy so­bie tak zwrotkuję To zaczy­nam tak główkować Może mądrzej jest zwariować Gdy­byś mnie tak por­wał W świat wiel­kiej namiętności Roz­budził we mnie to poczu­cie lekkości Gdy­byś tak wpro­wadził W świat wiel­kiego pożąda­nia Wyr­wał ze szponów zakłamania Gdy­byś mnie dopadł Do­konał zespolenia Budząc fa­le og­romne­go podniecenia Gdy­byś tak roz­pa­lił I zmu­sił do wiel­kiej miłości Zat­ra­cając część włas­nej godności Gdy­byś tak pozostawił Tak w tej chwi­li od niechcenia Czy miała bym dużo do stracenia Nic mnie bar­dziej nie mar­twi, jak wi­dok ludzi dręczących się wza­jem, nie mogę zwłaszcza znieść, gdy ludzie młodzi w roz­kwi­cie sa­mym życia będący, naj­wrażliw­si na wszel­kie ra­dości, psują so­bie te kil­ka dni we­sela, ja­kie mają przed sobą, gry­masa­mi, a do­piero, gdy mi­nie to cze­go nie sposób po­weto­wać, prze­konują się, że by­li marnotrawcami.Można spaść ze schodów także wte­dy, gdy się cały czas kur­czo­wo trzy­ma poręczy.Roz­mo­wa z Bo­giem to bar­dziej roz­mo­wa ze sa­mym sobą, poukłada­nie so­bie różnych rzeczy, gdy cza­sy są ciężkie i nie ma roz­wiąza­nia A czy B.To rachu­nek su­mienia, rachu­nek zdol­ności do życia, a także rachu­nek miłości do ludzi, na których ci zależy.