naj­bar­dziej lu­bię gdy księżyc gaśnie a oczy twoje dwa sza­re świetliki uf­nie na moim ramieniu siedzą cze­kają szepczą dziecięcą niewinnością po­tem z prędkością światła pod wpływem -- - kil­ku let­kich smaków truskawek - kil­ku let­kich mruków kocich - kil­ku let­kich muśnięć jedwabiu doj­rze­wasz agresywnie (świet­li­ki od­la­tują w tył głowy wiją się larwy) rym twe­go imienia w za­mian oferują (wraz z brzos­kwi­niowym wstydem) by wkrótce uf­nie na moim ramieniu - usiadły - - pocze­kały - - zaszep­tały nieświado­mie - świet­li­ki sza­re całkiem za zasłoną Morfeusza 


naj­bar­dziej-lu­bię-gdy-księżyc-gaśnie-a oczy-twoje-dwa-sza­re-świetliki-uf­nie-na moim-ramieniu-siedzą-cze­kają-szepczą-dziecięcą
ryan913naj­bar­dziejlu­bięgdyksiężycgaśniea oczytwojedwasza­reświetlikiuf­niena moimramieniusiedzącze­kająszepcządziecięcąniewinnościąpo­temz prędkościąświatłapodwpływemkil­kulet­kichsmakówtruskawekmrukówkocichmuśnięćjedwabiudoj­rze­waszagresywnieświet­li­kiod­la­tująw tyłgłowywiją sięlarwyrymtwe­goimieniaw za­mianoferująwrazz brzos­kwi­niowymwstydembywkrótceusiadłypocze­kałyzaszep­tałynieświado­mieświet­li­kicałkiemza zasłonąmorfeusza naj­bar­dziej lu­bięlu­bię gdygdy księżycksiężyc gaśniegaśnie a oczya oczy twojetwoje dwadwa sza­resza­re świetlikiświetliki uf­nieuf­nie na moimna moim ramieniuramieniu siedząsiedzą cze­kającze­kają szepcząszepczą dziecięcądziecięcą niewinnościąniewinnością po­tempo­tem z prędkościąz prędkością światłaświatła podpod wpływemwpływemkil­kukil­ku let­kichlet­kich smakówsmaków truskawektruskawekkil­kukil­ku let­kichlet­kich mrukówmruków kocichkocichkil­kukil­ku let­kichlet­kich muśnięćmuśnięć jedwabiujedwabiu doj­rze­waszdoj­rze­wasz agresywnieagresywnie (świet­li­ki(świet­li­ki od­la­tująod­la­tują w tyłw tył głowygłowy wiją sięwiją się larwy)larwy) rymrym twe­gotwe­go imieniaimienia w za­mianw za­mian oferująoferują (wraz(wraz z brzos­kwi­niowymz brzos­kwi­niowym wstydem)wstydem) byby wkrótcewkrótce uf­nieuf­nie na moimna moim ramieniuramieniuusiadłyusiadłypocze­kałypocze­kałyzaszep­tałyzaszep­tały nieświado­mienieświado­mieświet­li­kiświet­li­ki sza­resza­re całkiemcałkiem za zasłonąza zasłoną morfeusza naj­bar­dziej lu­bię gdylu­bię gdy księżycgdy księżyc gaśnieksiężyc gaśnie a oczygaśnie a oczy twojea oczy twoje dwatwoje dwa sza­redwa sza­re świetlikisza­re świetliki uf­nieświetliki uf­nie na moimuf­nie na moim ramieniuna moim ramieniu siedząramieniu siedzą cze­kająsiedzą cze­kają szepczącze­kają szepczą dziecięcąszepczą dziecięcą niewinnościądziecięcą niewinnością po­temniewinnością po­tem z prędkościąpo­tem z prędkością światłaz prędkością światła podświatła pod wpływempod wpływemkil­ku let­kichkil­ku let­kich smakówlet­kich smaków truskaweksmaków truskawekkil­ku let­kichkil­ku let­kich mrukówlet­kich mruków kocichmruków kocichkil­ku let­kichkil­ku let­kich muśnięćlet­kich muśnięć jedwabiumuśnięć jedwabiu doj­rze­waszjedwabiu doj­rze­wasz agresywniedoj­rze­wasz agresywnie (świet­li­kiagresywnie (świet­li­ki od­la­tują(świet­li­ki od­la­tują w tyłod­la­tują w tył głowyw tył głowy wiją sięgłowy wiją się larwy)wiją się larwy) rymlarwy) rym twe­gorym twe­go imieniatwe­go imienia w za­mianimienia w za­mian oferująw za­mian oferują (wrazoferują (wraz z brzos­kwi­niowym(wraz z brzos­kwi­niowym wstydem)z brzos­kwi­niowym wstydem) bywstydem) by wkrótceby wkrótce uf­niewkrótce uf­nie na moimuf­nie na moim ramieniuna moim ramieniuusiadłypocze­kałyzaszep­tały nieświado­miezaszep­tały nieświado­mieświet­li­ki sza­reświet­li­ki sza­re całkiemsza­re całkiem za zasłonącałkiem za zasłoną morfeusza 

a jeśli to choćby na moment se­kundę podzielić na sobie najczystszą najprawdziwszą od­gar­niasz włosy by poczuć puls na szyi przys­pie­sze­nia sma­ku­jesz ustami kil­ka muśnięć na ramieniu szep­tem zaufania li­cuje­my chwile słowa tracą znaczenie gdy sta­jesz się nad wyraz (...) po­padam we wszel­kie niedokończenia  Marzysz o rzeczach wiel­kich, to ci przy­naj­mniej poz­wo­li zro­bić kil­ka małych.Nic mnie bar­dziej nie mar­twi, jak wi­dok ludzi dręczących się wza­jem, nie mogę zwłaszcza znieść, gdy ludzie młodzi w roz­kwi­cie sa­mym życia będący, naj­wrażliw­si na wszel­kie ra­dości, psują so­bie te kil­ka dni we­sela, ja­kie mają przed sobą, gry­masa­mi, a do­piero, gdy mi­nie to cze­go nie sposób po­weto­wać, prze­konują się, że by­li marnotrawcami.Mo­ja mała, smut­na wyob­raźnia. Rzu­ca się na mnie dokład­nie wte­dy, kiedy po­win­na poz­wo­lić mi być spo­kojną. Jak mały, pucha­ty ko­tek, dra­pie swy­mi słod­ki­mi pa­zur­ka­mi naj­bar­dziej czułe miej­sca, a ja nie mogę zab­ra­niać jej się ba­wić. To tyl­ko kil­ka małych ran, pow­tarzam w kółko. Małych, płyt­kich, nic niez­naczących. Za­goją się. Szyb­ko się zagoją.Każdy autor sztuk ko­micznych wie, że większość wi­dow­ni śmieje się, gdy kil­ku widzów zacznie recho­tać. Cały prob­lem spro­wadza się za­tem do te­go, jak tych kil­ka osób zmu­sić do śmiechu.21:19 Siedzę na plaży jed­ne­go z Lanza­roc­kich wyb­rzeży przed sobą mając czerń nieba i ocean, za sobą os­tatnie ko­lory które po­zos­ta­wilo zachodzące między wzgórza­mi słońce. Pat­rząc w pra­wo wid­nieją światła mias­ta bijące z Fuer­ta­ven­tu­ry, a do te­go spo­koj­ne dźwięki kojące zmysły i księżyc op­sy­pany jas­ny­mi gwiaz­da­mi... W ta­kich chwi­lach do­ceniamy to co naj­piękniej­sze - życie.