naj­większą wagę mają łzy cichym odgłosem wypłakane które nie spłyną po twarzy w ser­cu głębo­ko schowane... To ten mo­ment gdy łzy przes­tają płynąć, a ka­mień na ser­cu ciągle zalega...


naj­większą-wagę-mają-łzy-cichym-odgłosem-wypłakane-które-nie spłyną-po twarzy-w-ser­cu-głębo­ko-schowane-to-ten-mo­ment-gdy-łzy
papużkanaj­większąwagęmająłzycichymodgłosemwypłakanektórenie spłynąpo twarzyser­cugłębo­koschowanetotenmo­mentgdyprzes­tająpłynąćka­mieńna ser­cuciąglezaleganaj­większą wagęwagę mająmają łzyłzy cichymcichym odgłosemodgłosem wypłakanewypłakane którektóre nie spłynąnie spłyną po twarzypo twarzy ww ser­cuser­cu głębo­kogłębo­ko schowaneten mo­mentmo­ment gdygdy łzyłzy przes­tająprzes­tają płynąćka­mień na ser­cuna ser­cu ciągleciągle zaleganaj­większą wagę mająwagę mają łzymają łzy cichymłzy cichym odgłosemcichym odgłosem wypłakaneodgłosem wypłakane którewypłakane które nie spłynąktóre nie spłyną po twarzynie spłyną po twarzy wpo twarzy w ser­cuw ser­cu głębo­koser­cu głębo­ko schowaneschowane to tenten mo­ment gdymo­ment gdy łzygdy łzy przes­tająłzy przes­tają płynąća ka­mień na ser­cuka­mień na ser­cu ciąglena ser­cu ciągle zalega

Do pu­dełeczka scho­waj mo­je łzy. Łzy bólu, tros­ki i cier­pienia. Kryształowe małe łzy, prze­lane sa­mot­ny­mi wie­czo­rami. W złotym pu­dełeczku umieść te łzy, niech Ci przy­pomi­nają ile wy­cier­piałam. Te łzy nie zni­kają - one po­zos­tają, tak jak ból, który na zaw­sze zos­ta­wił ślad w moim ser­cu .. Tak łzy - pa­miątka mo­jego cierpienia.Cza­sem budząc wspom­nienia człowiek ma ochotę wyr­wać ser­ce ściśnięte z żalu, by przes­tały płyną łzy.Cień dnia zanika, Z każdą godziną ciemniej. Je­go oczy przes­tają świecić, Je­go włosy blakną, A ce­ra już nie błyszczy... On gaśnie. A Ona te­go nie widzi I śle­po w Niego zapatrzona Ro­ni łzy nad mlekiem.Ona próbo­wała za­pom­nieć,ale ser­ce nie słuchało...Nie udało się jej, tak po pros­tu Go wy­mazać z pa­mięci ...cza­sami siadała w kącie i spływały jej łzy...Przy­pomi­nała so­bie je­go za­pach per­fum ...który tak kochała....je­go oczy,które tak uwiel­biała...uśmiech...który spra­wiał że jej ser­ce się ra­dowało...je­go ra­miona ..w które tak kochała wpa­dać ..Kochała go nadal...Płacze dzien­nie całe noce. Już są mok­re wszys­tkie koce. Płaczę ciągle i nic nie dają. Łzy, które jak deszcz z ciekają. Ból jest tak wiel­ki, że nie z łagodzony. Roz­wa­la się w ser­cu na wszys­tkie strony. I kłuje i du­si i męczy nieznośnie. Trze­ba pocze­kać aż op­ty­mizm urośnie. Lecz on nie ma w pla­nach rosnąć wcale. Zgniję w tym gównie i w piek­le się spale..Łzy lu­bią płynąć cicho po krawędzi nocy.