nie jes­tem samotny płowe ziar­na pus­ty­ni zaw­sze krzyczą 


nie jes­tem-samotny-płowe-ziar­na-pus­ty­-zaw­sze-krzyczą 
waszcudnyswiatnie jes­temsamotnypłoweziar­napus­ty­nizaw­szekrzyczą nie jes­tem samotnysamotny płowepłowe ziar­naziar­na pus­ty­nipus­ty­ni zaw­szezaw­sze krzyczą nie jes­tem samotny płowesamotny płowe ziar­napłowe ziar­na pus­ty­niziar­na pus­ty­ni zaw­szepus­ty­ni zaw­sze krzyczą nie jes­tem samotny płowe ziar­nasamotny płowe ziar­na pus­ty­nipłowe ziar­na pus­ty­ni zaw­szeziar­na pus­ty­ni zaw­sze krzyczą nie jes­tem samotny płowe ziar­na pus­ty­nisamotny płowe ziar­na pus­ty­ni zaw­szepłowe ziar­na pus­ty­ni zaw­sze krzyczą 

i jak his­to­ria oce­niła? że to ja jed­nak jes­tem pra­wowi­tym królem. Gdy po­zos­ta­li wro­gowie-no­mino­wani zaczęli się przek­rzy­kiwać Uśmie­cham się wte­dy i mam przez chwilę wrażenie, że nie jes­tem sam. Ale jes­tem i w głębi duszy wiem, że zaw­sze będę.To niep­rawda, że zaw­sze trze­ba dać szansę. Mor­derca będzie zaw­sze mor­dercą. Nie wierzę w to, że re­cydy­wistę można wyedu­kować. Człowiek, który raz za­bije, za­bija zaw­sze. To jest tak jak z al­ko­holiz­mem. Można wyjść z nałogu, nie pić, ale całe życie jes­teś niepijącym al­ko­holi­kiem. Nie ćpasz, ale jes­teś ćpu­nem. Tak sa­mo z pros­ty­tucją: puściłaś się raz za pieniądze, po­tem już się nie puszczasz, ale jes­teś dziwką...Ja... Jes­tem jedną z tych, które przy­wiązują się do jed­ne­go miłego słowa. Ta, która zaw­sze wszys­tko wyol­brzy­mia. Za­leży mi na in­nych o wiele bar­dziej, niż ja kiedy­kol­wiek znaczyłam dla nich. Ro­bię so­bie nadzieję, a po­tem płaczę. Sta­ram się tyl­ko, żeby nikt nie zauważył te­go, że jes­tem smut­na. Często się śmieję bo kocham to. Ta­ka już jes­tem. Cho­ler­nie wrażli­wa i wesoła...Zaw­sze się ja­koś układa. Zaw­sze, po­mimo wszys­tkiego, do siebie wra­camy. Zaw­sze pot­ra­fię po­now­nie być szczęśli­wa. A po­tem się budzę.Nie zaw­sze pot­ra­fimy być wdzięczni innym... Nie zaw­sze pot­ra­fimy się odwdzięczyć... Dla mo­jej sios­try dla której za­miast być przy­jacielem cza­sami jes­tem wrogiem...