nie mo­ge czekać bo wiesz, życie jest jak­by kruche troszkę jak ulu­biona por­ce­lana ma­my troszkę jak za­mek z pias­ku troszkę jak piek­na miłość więc wiesz nie mo­ge czekac spieszę sie na miłość do mo­jej ulu­bionej por­ce­lano­wo pias­ko­wiej miłości zwanej tytuł 


nie mo­ge-czekać-bo-wiesz-życie-jest jak­by-kruche-troszkę-jak ulu­biona-por­­lana-­my-troszkę-jak za­mek-z pias­ku-troszkę
amisfitnie mo­geczekaćbowieszżyciejest jak­bykruchetroszkęjak ulu­bionapor­ce­lanama­myjak za­mekz pias­kujak piek­namiłośćwięcwieszniemo­geczekacspieszęsiena miłośćdomo­jejulu­bionejpor­ce­lano­wopias­ko­wiejmiłościzwanejtytuł nie mo­ge czekaćczekać bobo wieszżycie jest jak­byjest jak­by kruchekruche troszkętroszkę jak ulu­bionajak ulu­biona por­ce­lanapor­ce­lana ma­myma­my troszkętroszkę jak za­mekjak za­mek z pias­kuz pias­ku troszkętroszkę jak piek­najak piek­na miłośćmiłość więcwięc wieszwiesz nienie mo­gemo­ge czekacczekac spieszęspieszę siesie na miłośćna miłość dodo mo­jejmo­jej ulu­bionejulu­bionej por­ce­lano­wopor­ce­lano­wo pias­ko­wiejpias­ko­wiej miłościmiłości zwanejzwanej tytuł nie mo­ge czekać boczekać bo wieszżycie jest jak­by kruchejest jak­by kruche troszkękruche troszkę jak ulu­bionatroszkę jak ulu­biona por­ce­lanajak ulu­biona por­ce­lana ma­mypor­ce­lana ma­my troszkęma­my troszkę jak za­mektroszkę jak za­mek z pias­kujak za­mek z pias­ku troszkęz pias­ku troszkę jak piek­natroszkę jak piek­na miłośćjak piek­na miłość więcmiłość więc wieszwięc wiesz niewiesz nie mo­genie mo­ge czekacmo­ge czekac spieszęczekac spieszę siespieszę sie na miłośćsie na miłość dona miłość do mo­jejdo mo­jej ulu­bionejmo­jej ulu­bionej por­ce­lano­woulu­bionej por­ce­lano­wo pias­ko­wiejpor­ce­lano­wo pias­ko­wiej miłościpias­ko­wiej miłości zwanejmiłości zwanej tytuł 

`Są ta­kie chwi­le, że mam wrażenie, że wszys­cy się ode mnie odwracają.. Ulu­biona piosen­ka nie działa tak us­po­kajająco jak zwykle.. Ulu­biona cze­kola­da nie jest tak trus­kawko­wa jak zawsze.. A ulu­biony ty nie jes­teś sobą ! Ile no­cy pot­rze­ba, by nab­rać odwagi? Twier­dzisz za­tem, że wiesz, możesz i tak chcesz. Masz pra­wo. Wy­ciągasz nitkę z mo­jej ulu­bionej su­kien­ki. Widziałam og­romny wy­siłek, kiedy łamałaś ob­ca­sy moich ulu­bionych czer­wo­nych szpi­lek. Nie do­tyka mnie ani dłoń ani two­je słowo, przyjacielu.Chciałam mieć ciebie na wyłączność. Jak za­pach ulu­bionych perfum. Ale trzy­małam cię zbyt mocno. I wy­paliłam dziurę w sercu. Nie ma cię dla mnie i nie było. Prag­nieniem stworzyłam twój obraz. I wy­kar­miłam twoją miłość, której sma­ku nig­dy nie poznasz. Chciałam zat­rzy­mać so­bie ciebie, jak szcze­nię porzu­cone w rowie... Za­pom­niałam jed­nak, ty nie wiesz, że już nie za­kocham się w Tobie...Dos­trze­gam ko­bietę w sta­rej kamienicy, Jej oczy smut­ne ut­kwione w pełne fiole­towych bzów ulice. Wygląda tak jak­by cze­kała na ko­goś ale chy­ba wie, że on nig­dy nie przyjdzie. Z jej pus­tych oczu, po por­ce­lano­wej cerze up­strzo­nej bólem, lecą łzy dop­ra­wione tęsknotą. Wiesz kto to taki? To sa­mot­ność - cicha śmierć.Czekać godzinę - to długo - jeśli miłość ma się tuż przed sobą. Czekać wieczność całą - to krótko - jeśli miłość jest w końcu nagrodą.Przychodząc do waszej ulu­bionej res­taurac­ji zaw­sze pro­siła o zieloną her­batę, bo ta­ki właśnie ko­lor miały Two­je oczy. Z nadzieją pod­no­siła wzrok spod por­ce­lano­wej fi­liżan­ki i przez unoszącą się parę próbo­wała dos­trzec Ciebie po dru­giej stro­nie sto­lika. Żyła resztka­mi nadziei, cho­ciaż była niemal pew­na, że krzesło obok już zaw­sze będzie puste...