Nie dla zjed­nocze­nia z Ziemią, nie dla spogląda­nia na Słońce, nic nie ro­bić, nie oglądać się za plecy, tyl­ko biec przed siebie. Lochy tam na wzgórzu, Słońce w jed­nej z cel, Słońce żeg­na się z nami, me­dyk głosi na­dejście Nocy, zbliża się Noc. Księżyc spływa krwią, czer­wo­ne światło Nocy, za­mor­do­wany leży we krwi Dzień, we włas­nej krwi, siłą zdo­byta korona, nas­tała Noc, jed­no kończy się, dru­giego nad­szedł czas, ko­rona we krwi na głowie Królo­wej Nocy.


nie-dla-zjed­nocze­nia-z ziemią-nie-dla-spogląda­nia-na słoń-nic-nie ro­bić-nie-oglądać ę-za plecy-tyl­ko-biec-przed-siebie-lochy
aidanniedlazjed­nocze­niaz ziemiąniespogląda­niana słońcenicnie ro­bićoglądać sięza plecytyl­kobiecprzedsiebielochytamna wzgórzusłońcew jed­nejz celżeg­na sięz namime­dykgłosina­dejścienocyzbliża sięnocksiężycspływakrwiączer­wo­neświatłoza­mor­do­wanyleżywe krwidzieńwe włas­nejkrwisiłązdo­bytakoronanas­tałanocjed­nokończysiędru­giegonad­szedłczasko­ronanagłowiekrólo­wejnocynie dladla zjed­nocze­niazjed­nocze­nia z ziemiąnie dladla spogląda­niaspogląda­nia na słońcenic nie ro­bićnie oglądać sięoglądać się za plecytyl­ko biecbiec przedprzed siebielochy tamtam na wzgórzusłońce w jed­nejw jed­nej z celsłońce żeg­na siężeg­na się z namime­dyk głosigłosi na­dejściena­dejście nocyzbliża się nocksiężyc spływaspływa krwiączer­wo­ne światłoświatło nocyza­mor­do­wany leżyleży we krwiwe krwi dzieńwe włas­nej krwisiłą zdo­bytazdo­byta koronanas­tała nocjed­no kończykończy siędru­giego nad­szedłnad­szedł czasko­rona we krwiwe krwi nana głowiegłowie królo­wejkrólo­wej nocynie dla zjed­nocze­niadla zjed­nocze­nia z ziemiąnie dla spogląda­niadla spogląda­nia na słońcenie oglądać się za plecytyl­ko biec przedbiec przed siebielochy tam na wzgórzusłońce w jed­nej z celsłońce żeg­na się z namime­dyk głosi na­dejściegłosi na­dejście nocyksiężyc spływa krwiączer­wo­ne światło nocyza­mor­do­wany leży we krwileży we krwi dzieńsiłą zdo­byta koronajed­no kończy siędru­giego nad­szedł czasko­rona we krwi nawe krwi na głowiena głowie królo­wejgłowie królo­wej nocy

Wreszcie się przyz­nałam. Przed sobą. Do­rosłam i nie boję się po­wie­dzieć, że szu­kam miłości, sil­nej, sta­bil­nej i głębo­kiej. Nie żad­nych ro­mansów i miłos­tek. Nie czas również, w moim wieku, kochać się w wyob­rażeniach. Z doświad­cze­nia wiem, że one te­go nie od­wza­jem­nią. Cho­ciaż ludzie z krwi i kości także nie muszą.Wal­czę z dziurami w naszej łata­nej wiele ra­zy pościeli pełnej ziaren grochu. Żebyś jak królewnę o po­ran­ku ze złych czarów budził. Roz­pros­tuję nogi by swo­bodę krwi zmrożonej nadać. I szu­kać pójdę za góry i lasy Te­go długo i szczęśliwie. Znajdź mo­rał płynący z baśni O naszych ty­siącu nocy By w jed­nej, dzi­siej­szej Cały zam­knąć czas.Dla mnie to nic. No­we mil­le­nium, no­wy wiek czy no­wy rok. Dla mnie to jeszcze ko­lej­ny dzień, ko­lej­na noc. Słońce, księżyc, gwiaz­dy po­zos­taną te same.Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same.Każdy ko­lej­ny dzień Związa­ny z wiarą Każda noc Jed­nym wiel­kim czuwaniem Przechodząc z kąta w kąt Poz­na­jemy przes­trzeń między meblami Przepływając na dru­gi brzeg Spogląda­my w głębinę A życie tocząc się powoli Jed­nak szyb­ko nas doświadcza Gdy się rodzi­my jes­teśmy jak źdźbło Po wielu la­tach wy­ras­ta z nas dąb I każdy dąży do jednego By zjed­nać się z Bo­giem na wieczność na­ciąga­na sys­te­matycznie elas­tyczna skóra przeb­ra­nej rzeczywistości co by zgu­bić rachubę now­sze no­we pogania in­no­wacją z naz­wy za­miast zbliżać oddala gdzie ob­cym bywa z krwi jed­nej człowiek tam zmo­ra ów czasów prze­bieg informacji błys­ka­wicy mgnienie lecz twarzą w twarz co mówią nie wiesz zas­tanów się ludzkości