Nie jest miano­wicie prawdą, że — w miarę jak przechodzi­my od pla­nety do mo­jej włas­nej ręki — po­myłka sta­je się co­raz bar­dziej i bar­dziej niep­rawdo­podob­na. Ale w pew­nym pun­kcie jest ona już nie do pomyślenia.


nie-jest miano­wicie-prawdą-że  w miarę-jak przechodzi­my-od pla­nety-do mo­jej-włas­nej-ręki- po­myłka-sta­ ę-co­raz
w » ludwig wittgenstein » o pewnościniejest miano­wicieprawdąże — w miaręjak przechodzi­myod pla­netydo mo­jejwłas­nejręki— po­myłkasta­je sięco­razbar­dzieji bar­dziejniep­rawdo­podob­naale w pew­nympun­kciejest onajużnie do pomyślenianie jest miano­wiciejest miano­wicie prawdąże — w miarę jak przechodzi­myjak przechodzi­my od pla­netyod pla­nety do mo­jejdo mo­jej włas­nejwłas­nej rękiręki — po­myłka— po­myłka sta­je sięsta­je się co­razco­raz bar­dziejbar­dziej i bar­dzieji bar­dziej niep­rawdo­podob­naale w pew­nym pun­kciepun­kcie jest onajest ona jużjuż nie do pomyślenianie jest miano­wicie prawdąże — w miarę jak przechodzi­my od pla­netyjak przechodzi­my od pla­nety do mo­jejod pla­nety do mo­jej włas­nejdo mo­jej włas­nej rękiwłas­nej ręki — po­myłkaręki — po­myłka sta­je się— po­myłka sta­je się co­razsta­je się co­raz bar­dziejco­raz bar­dziej i bar­dziejbar­dziej i bar­dziej niep­rawdo­podob­naale w pew­nym pun­kcie jest onapun­kcie jest ona jużjest ona już nie do pomyślenia

Jest co­raz bar­dziej normalne Tyl­ko to co jest bar­dziej nachalne Naj­lep­sze jest to co się sprzeda Chu­jowe to co sprze­dać się nie da Każdy to widzi, w środ­ku miasta Sta­tua z gówna wyrasta Za­nurzyć się w da­tach, godzi­nach, czyn­nościach. Reali­zować pun­kt po pun­kcie. Nie poz­wo­lić, by coś mnie dot­knęło jeszcze bar­dziej. Uod­pornić się. Zesztywnieć.Im bar­dziej chce, tym bar­dziej mi nie wychodzi... Co­raz bar­dziej to wszys­tko niszczę, niż scalam...Nie ma miłości obus­tron­nej. Nie ma wte­dy szcze­rości. Jest to krępujące. Nie ma miłości ab­so­lut­nej i wza­jem­nej. Wte­dy ktoś się wy­cofu­je. Cze­goś nie może znieść. To chy­ba czys­ty egoizm. Chce się kochać bar­dziej niż być kocha­nym. Włas­ne uczu­cie ma coś z włas­nej miłości, czy­jeś uczu­cie jest jak gdy­by wtar­gnięciem we własną miłość.Człowiekiem bar­dziej doświad­czo­nym nie jest ten, który ma więcej lat, ale ten, który bar­dziej czuł smak życia.W pa­radzie smut­ku idę wol­no chcąc zro­zumieć coś cze­go mi nie wolno. Oczy suche, już wys­chnięte, z każdym mrug­nięciem co­raz bar­dziej ślepnę. Ser­ce scho­wane, dusza błądząca. Co­raz bar­dziej, co­raz ciszej, aż do os­tatniego od­dechu cierpiąca.