Nie można oce­nić właści­wie mo­zaiki, dopóki nie spoj­rzy się na nią z pew­nej od­ległości. Zbliżając się do niej, gu­bisz się tyl­ko w szczegółach. Wyz­wa­lając się z jed­ne­go szczegółu, grzęźniesz w innym.


nie-można-oce­ć-właś­wie-mo­zaiki-dopóki-nie spoj­rzy ę-na ą-z pew­nej-od­ległoś-zbliżając ę-do niej-gu­bisz ę-tyl­ko
a » kōbō abe » kobieta z wydmniemożnaoce­nićwłaści­wiemo­zaikidopókinie spoj­rzy sięna niąz pew­nejod­ległościzbliżając siędo niejgu­bisz siętyl­kow szczegółachwyz­wa­lając sięz jed­ne­goszczegóługrzęźnieszw innymnie możnamożna oce­nićoce­nić właści­wiewłaści­wie mo­zaikidopóki nie spoj­rzy sięnie spoj­rzy się na niąna nią z pew­nejz pew­nej od­ległościzbliżając się do niejgu­bisz się tyl­kotyl­ko w szczegółachwyz­wa­lając się z jed­ne­goz jed­ne­go szczegóługrzęźniesz w innymnie można oce­nićmożna oce­nić właści­wieoce­nić właści­wie mo­zaikidopóki nie spoj­rzy się na niąnie spoj­rzy się na nią z pew­nejna nią z pew­nej od­ległościgu­bisz się tyl­ko w szczegółachwyz­wa­lając się z jed­ne­go szczegółu

Nie wiem co jej po­wie­działem. Ja­koś mi się udało. Pew­nie dużo mówiłem. Mówiłem pew­nie o wspiera­niu, o wie­rze i nadziei. Tak, dużo było ga­dania- tak myśle. ...ale spro­wadzało się to do te­go, że tam byłam. Z nią i dla niej. Tyl­ko z nią, i tyl­ko dla niej! Nie dla zjed­nocze­nia z Ziemią, nie dla spogląda­nia na Słońce, nic nie ro­bić, nie oglądać się za plecy, tyl­ko biec przed siebie. Lochy tam na wzgórzu, Słońce w jed­nej z cel, Słońce żeg­na się z nami, me­dyk głosi na­dejście Nocy, zbliża się Noc. Księżyc spływa krwią, czer­wo­ne światło Nocy, za­mor­do­wany leży we krwi Dzień, we włas­nej krwi, siłą zdo­byta korona, nas­tała Noc, jed­no kończy się, dru­giego nad­szedł czas, ko­rona we krwi na głowie Królo­wej Nocy.Jeśli nie można kochać wyłącznie jed­nej oso­by przez całe życie, niech przy­naj­mniej będzie sze­reg lat, gdy wie­rzy się w taką możliwość.Nikt nie jest os­ta­tecznie mar­twy, dopóki nie us­po­koją się zmar­szczki, ja­kie wzbudził na po­wie­rzchni rzeczy­wis­tości - dopóki ze­gar przez niego nakręco­ny nie sta­nie, dopóki wi­no przez nią nas­ta­wione nie do­kończy fer­mentac­ji, dopóki plon, ja­ki za­siali, nie zos­ta­nie zeb­ra­ny. Czas trwa­nia czy­jegoś życia, twier­dzą tam, to tyl­ko jądro rzeczy­wis­te­go istnienia.Nig­dy jeszcze nie ut­wier­dziłem się moc­niej w kojącej pew­ności. Jes­tem oby­wate­lem Ziemi, dzie­dzi­cem nie tyl­ko Greków i Rzy­mian, ale pra­wie nieskończoności.