Nie mu­siałam cię szu­kać Ojcze. Od zaw­sze no­siłeś mnie w ramionach jak małe dziec­ko. Trochę potulne, trochę nies­forne, niezdarne. Pro­wadziłeś za pa­lec jak przedszkolaka, ba­wiłeś kiedy płakałam po­kazując słońce. Pa­miętasz gdy po raz pier­wszy uj­rzałam tęczę? Cie­szy­liśmy się oboje, i na­wet te­raz kiedy przy­pomnę so­bie tam­ten dzień, uśmiech pow­ra­ca mi na twarzy. Zu­pełnie jak wte­dy gdy idę do ciebie widząc ot­warte dłonie. --- wier­sz z se­rii:


nie-mu­siałam-ę-szu­kać-ojcze-od-zaw­sze-no­łeś-mnie-w ramionach-jak-łe-dziec­ko-trochę potulne-trochę-nies­forne-niezdarne
emilia szumiłoniemu­siałamcięszu­kaćojczeodzaw­szeno­siłeśmniew ramionachjakmałedziec­kotrochę potulnetrochęnies­forneniezdarnepro­wadziłeśza pa­lecjak przedszkolakaba­wiłeśkiedypłakałampo­kazującsłońcepa­miętaszgdypo razpier­wszyuj­rzałamtęczęcie­szy­liśmy sięobojena­wette­razprzy­pomnęso­bietam­tendzieńuśmiechpow­ra­cami na twarzyzu­pełniejak wte­dyidędo ciebiewidzącot­wartedłoniewier­szz se­riilis­tydo bogaautoremi­liaszumiłona­pisa­ny17122008nie mu­siałammu­siałam cięcię szu­kaćszu­kać ojczeod zaw­szezaw­sze no­siłeśno­siłeś mniemnie w ramionachw ramionach jakjak małemałe dziec­kotrochę nies­fornepro­wadziłeś za pa­lecza pa­lec jak przedszkolakaba­wiłeś kiedykiedy płakałampłakałam po­kazującpo­kazując słońcepa­miętasz gdygdy po razpo raz pier­wszypier­wszy uj­rzałamuj­rzałam tęczęcie­szy­liśmy się obojei na­wetna­wet te­razte­raz kiedykiedy przy­pomnęprzy­pomnę so­bieso­bie tam­tentam­ten dzieńuśmiech pow­ra­capow­ra­ca mi na twarzyzu­pełnie jak wte­dyjak wte­dy gdygdy idęidę do ciebiedo ciebie widzącwidząc ot­warteot­warte dłoniewier­szwier­sz z se­riilis­ty do bogaemi­lia szumiłoszumiło na­pisa­nynie mu­siałam cięmu­siałam cię szu­kaćcię szu­kać ojczeod zaw­sze no­siłeśzaw­sze no­siłeś mnieno­siłeś mnie w ramionachmnie w ramionach jakw ramionach jak małejak małe dziec­kopro­wadziłeś za pa­lec jak przedszkolakaba­wiłeś kiedy płakałamkiedy płakałam po­kazującpłakałam po­kazując słońcepa­miętasz gdy po razgdy po raz pier­wszypo raz pier­wszy uj­rzałampier­wszy uj­rzałam tęczęi na­wet te­razna­wet te­raz kiedyte­raz kiedy przy­pomnękiedy przy­pomnę so­bieprzy­pomnę so­bie tam­tenso­bie tam­ten dzieńuśmiech pow­ra­ca mi na twarzyzu­pełnie jak wte­dy gdyjak wte­dy gdy idęgdy idę do ciebieidę do ciebie widzącdo ciebie widząc ot­wartewidząc ot­warte dłoniewier­sz z se­riiemi­lia szumiło na­pisa­ny

autor: Emi­lia Szumiło 08.05.2016 r. Ojcze Stoję przed Tobą z uniżonym czołem. W rękach trzy­mam al­bum. Wiesz o co proszę. Obiecałeś mi, więc zaufałam. Wciąż ufam. Białą chus­teczką wy­tarłam twarz, sta­lowe oczy. Gdy­bym tak mogła przek­roczyć bramę og­ro­du. Wiem. Jes­tem im pot­rze­ba. Jes­teś z na­mi. Są nasze. Tak sa­mo Two­je jak mo­je. Obo­je kocha­my. Ten ogród... nasz wy­marzo­ny, pachnie już te­raz, każde­go dnia. Jest piękny. --- z se­rii Gdy Cie pier­wszy raz zobaczyłem Gdy CIę pier­wszy raz dotnknołem Od ra­zu osłupiałem OD ra­zu zbaraniałem Dot­know­szy twych ust Zacze­piłem zęba­mi o Twój BIUST Kąsałem Cię w uszko MO­JA TY DUSZYCZKO trzy­maj­cie mnie za ręce! o ludzie wielcy!! pro­wadźcie przez krainę znaną tyl­ko wam! wróciłam stoję w pro­gach domu wpat­rzo­na w śla­dy waszych stóp i władam piórem na rozkazy by spra­wić wam choć jedną łzę radości --- wier­sz z przed lat, adek­watny do dzi­siej­szych zdarzeń autor: Emi­lia Szumiło da­ta na­pisa­nia: 2007-01-02 Te­raz dzieje się grzechów odpust. Do­piero ra­no, ra­no sie odezwiesz, te­raz Cię cicho błagam - Weź mnie! Jak­by pier­wszy raz żądzy miał być upust Zwie­dzaj mo­je ciało jak­by lądem było. niez­na­nym ni To­bie ni mnie. Od­kryj miej­sca gdzie jest Ci miło, kosztuj mnie, na­wet we śnie. Te­raz ja wspi­nam się po Tobie jak­byś góra był, nie sobą. Zas­ta­nawiasz się co zrobię? Zdobędę szczyt, to będzie Twą nagrodą.Smut­no mi, gdy wiem, co Twe ser­ce czu­je do mnie, a Ty nie pot­ra­fisz po­wie­dzieć wprost Jak naz­wać ten stan, gdy wszys­tko wy­pada Ci z rąk, wszys­tko, co jest dla Ciebie naj­ważniej­sze, co ut­rzy­muje Cię przy życiu i za co mógłbyś je od­dać? Jak naz­wać pro­ces, który zachodzi między Na­mi, a które­mu ja nie umiem zapobiec? Jak Cię zat­rzy­mać? Jak mil­czeć, by nie bo­lało? Jak mówić, by nieść ukojenie? Bez­radność? Bez­radność, to za małe słowo.