Niech na nią popatrzę... Z dwo­ma je­ziora­mi w oczach, Usiadła – obok na ławce, Prześliczna Blondwłosa. Choć jes­tem nieśmiały Spoj­rzałem na nią z ukosa. Już od ziemi oderwany Wciąż bu­jam w obłokach.


niech-na ą-popatrzę-z-dwo­-­ziora­mi-w oczach-usiadła- obok-na ławce-prześliczna-blondwłosa-choć-jes­tem-nieśmiały-spoj­rzałem
kruk55niechna niąpopatrzędwo­maje­ziora­miw oczachusiadła– obokna ławceprześlicznablondwłosachoćjes­temnieśmiałyspoj­rzałemz ukosajużod ziemioderwanywciążbu­jamw obłokachniech na niąna nią popatrzępopatrzę zz dwo­madwo­ma je­ziora­mije­ziora­mi w oczachusiadła – obok– obok na ławceprześliczna blondwłosachoć jes­temjes­tem nieśmiałynieśmiały spoj­rzałemspoj­rzałem na niąna nią z ukosajuż od ziemiod ziemi oderwanyoderwany wciążwciąż bu­jambu­jam w obłokachniech na nią popatrzęna nią popatrzę zpopatrzę z dwo­maz dwo­ma je­ziora­midwo­ma je­ziora­mi w oczachusiadła – obok na ławcechoć jes­tem nieśmiałyjes­tem nieśmiały spoj­rzałemnieśmiały spoj­rzałem na niąspoj­rzałem na nią z ukosajuż od ziemi oderwanyod ziemi oderwany wciążoderwany wciąż bu­jamwciąż bu­jam w obłokach

Kręcę się na fo­telu biurowym Na ta­nim fo­telu, metalowym Sza­leńcze żądze całkiem pier­wotne Za­raz złamie ołówek, kar­tkę pot­ne Jes­tem strachem dla świata Jes­tem prze­syco­ne wcielo­ne zło Jes­tem urzędni­kiem, jam jest biurokrata Za my­mi ple­cami, re­gula­min i godło Jes­tem dla pe­tentów gor­szy od ka­ta Urzędnik to ja, wo­da, co skałę drąży Do zab­lo­kowa­nia Twych marzeń dąży  ..nie jes­tem już dwu­let­nią dziew­czynką której wszys­tkie krzyw­dy można wy­nag­rodzić ta­nią lalką bar­bie al­bo dro­gim te­lefo­nem wy­rosłam z te­go... możesz ku­pować mi na­wet bar­dzo dro­gie pre­zen­ty ja się uśmie­chnę podziękuję ale wewnątrz i tak będę wciąż płakała.Uj­rzałem siebie w li­niach na dłoni. Li­nia głowy pochy­lała się i gasła. Li­nia ser­ca bladła w obojętności. Li­nia życia biegła w mrok. In­ne li­nie wy­sychały u źródeł. Mo­je oczy opuściły dłoń. wy­ciągnąłem rękę ku przyszłości. Za­wisła w próżni.No­ga jest oczy­wiście bliższa, bo może ją pan przeżywać dwo­jako: raz z zam­knięty­mi ocza­mi ja­ko Za­mykam oczy... marzę... Właśnie wte­dy, choć na chwilę jes­tem obok Ciebie.Spoglądam na swoją niedoskonałość Z per­spek­ty­wy gwiazd Wy­tyczam ścieżki błędów i kar Jes­teś mi pot­rzeb­na Ja i Ty w jed­nym fo­telu i sny Bla­de mgły nad ołtarzem praw­dy Nieos­trożne spoj­rze­nia już były Obok wiary w przez­nacze­nie Chcę spoglądać w Ciebie Bar­dzo cię nie znam Wy­raźnie słyszę syk Pot­rze­buję twoich zeznań