Niesione wiat­rem słowa przez zielo­ne po­la słod­ko spi­jane przez da­my serc. Kochanków wołanie z tęsknotą do­biega myśli ich nies­po­koj­ne. Pod­niosłe ok­rzy­ki bi­tew­ne się rwą do serc od­ległych. Ocze­kiwa­nie na list nadziei jak na przebłysk słońca zza chmur. Tętent ko­pyt na uli­cach ka­mien­nych echem się niesie. Bez­powrot­ne miłości. ~his­to­ria mu­zyki 13.01.2014r.


niesione-wiat­rem-słowa-przez-zielo­ne-po­-słod­ko-spi­jane-przez-da­my-serc-kochanków wołanie-z tęsknotą-do­biega-myśli-ich
lunaloveniesionewiat­remsłowaprzezzielo­nepo­lasłod­kospi­janeda­myserckochanków wołaniez tęsknotądo­biegamyśliichnies­po­koj­nepod­niosłe ok­rzy­kibi­tew­ne sięrwądo sercod­ległychocze­kiwa­nie na listnadzieijak na przebłysksłońcazzachmurtętent ko­pytna uli­cachka­mien­nychechem sięniesiebez­powrot­nemiłości~his­to­riamu­zyki13012014rniesione wiat­remwiat­rem słowasłowa przezprzez zielo­nezielo­ne po­lapo­la słod­kosłod­ko spi­janespi­jane przezprzez da­myda­my serckochanków wołanie z tęsknotąz tęsknotą do­biegado­biega myślimyśli ichich nies­po­koj­nepod­niosłe ok­rzy­ki bi­tew­ne siębi­tew­ne się rwąrwą do sercdo serc od­ległychocze­kiwa­nie na list nadzieinadziei jak na przebłyskjak na przebłysk słońcasłońca zzazza chmurtętent ko­pyt na uli­cachna uli­cach ka­mien­nychka­mien­nych echem sięechem się niesiebez­powrot­ne miłości~his­to­ria mu­zykiniesione wiat­rem słowawiat­rem słowa przezsłowa przez zielo­neprzez zielo­ne po­lazielo­ne po­la słod­kopo­la słod­ko spi­janesłod­ko spi­jane przezspi­jane przez da­myprzez da­my serckochanków wołanie z tęsknotą do­biegaz tęsknotą do­biega myślido­biega myśli ichmyśli ich nies­po­koj­nepod­niosłe ok­rzy­ki bi­tew­ne się rwąbi­tew­ne się rwą do sercrwą do serc od­ległychocze­kiwa­nie na list nadziei jak na przebłysknadziei jak na przebłysk słońcajak na przebłysk słońca zzasłońca zza chmurtętent ko­pyt na uli­cach ka­mien­nychna uli­cach ka­mien­nych echem sięka­mien­nych echem się niesie

Ko­loru kon­wa­lii Mo­je myśli dziś rano Kiedy za ok­nem widziałem Wiosnę pod ra­mię z latem Pijaną Aro­matu białego wina Po­ległych po­de mną stokrotek Traw wzniosłych Koszo­nych przez stopy Gasnące sno­pami słońca Przez uk­wieco­ne gałęzie Wstaję i Idę Przes­tając mówić Wśród si­nych chmur niebo błękit­ne takie po­roz­rzu­cane w we­lonach snów pachnących cze­rem­chy kwiatami Leżę w łóżku przez pos­kle­jane nocą powieki patrzę okno łapię ko­lej­ny oddech z lęku cmentarny Wy­rywając się z liści gnijącej jesieni pa­dając pod no­gi kobiet sy­piących białe płatki Kawa Niekiedy jej smak zos­ta­je w ustach języ­kiem na pobocze fu­sy wypychane.Ich śmiech przyp­ra­wiały go o bez­silną wściekłość. Jak mogą śmiać się i pa­rado­wać po uli­cach, jak gdy­by życie nie zmieniło się od wczo­raj? Jak to chler­ne słońce ośmiela się świecić ta­kim blas­kiem? Cały ten zas­ra­ny świat po­winien zat­rzy­mać się i płakać.w bra­ku zbędnych słów od­dać bez­wied­ne mgnienia ta­necznym kro­kom wiatru chwy­tać roz­biega­ne szepty zbłąka­ne w zielo­nych grzywach półprzy­tom­nych nimf na­siąkają pa­piero­we sumienia by sączyć wczo­raj­sze krople nie­chcianych wspomnień w spo­koj­nym od­dechu dnia krtań przełyka znośniej chwile łagodząc spląta­nie myśli Widzisz tę pos­tać błąkającą się po ulicy, W ciem­nych ka­mieni­cach, pełnych ciszy? Jest to Miłość zabłąkana, Która krąży bo przed­sion­kach smut­nych serc. Bied­ni Ci którzy zat­rzas­kują jej przed no­sem drzwi, Zza oparów czar­nej mgły nie­szczęscia, wi­dać jej oczy umarłe. Porzu­cona, poszu­kuje ot­warte­go ser­ca aby móc tam zamieszkać.szep­tu wiat­rem tka­ne słowa nies­po­tyka­ne dla samotnych nadnaturalne a tak do­kuczli­wie ssał ich głód wys­tro­jony niczym cud jak diament lśniący ze snu Krys­ty­na A.Sz. 07.05.2016r.