Nikt nig­dy się nie nudzi w barze. To nie to, co w kościele, gdzie zos­ta­je się sam na sam z własną duszą.


nikt-nig­dy ę-nie nudzi-w barze-to nie to-co w kościele-gdzie-zos­­ ę-sam-na sam-z własną-duszą
luis bunuelniktnig­dy sięnie nudziw barzeto nie toco w kościelegdziezos­ta­je sięsamna samz własnądusząnikt nig­dy sięnig­dy się nie nudzinie nudzi w barzegdzie zos­ta­je sięzos­ta­je się samsam na samna sam z własnąz własną dusząnikt nig­dy się nie nudzinig­dy się nie nudzi w barzegdzie zos­ta­je się samzos­ta­je się sam na samsam na sam z własnąna sam z własną dusząnikt nig­dy się nie nudzi w barzegdzie zos­ta­je się sam na samzos­ta­je się sam na sam z własnąsam na sam z własną duszągdzie zos­ta­je się sam na sam z własnązos­ta­je się sam na sam z własną duszą

Nikt nigdy nie nudzi się w barze. To nie to, co w kościele, gdzie zostaje się sam na sam z własną duszą.Tu gdzie życie się kończy a śmierć zaczyna, Tu gdzie sa­mot­ność człowieka wzywa. Tu gdzie ser­ce do przo­du się wy­rywa, Tu gdzie zła myśl prze­wagę zdo­bywa. Tu gdzie sta­jesz sam na sam z przeznaczeniem, Tu gdzie jest gra­nica, potępienia ze zbawieniem. Tu gdzie strach pa­nuje nad wolnością Tu gdzie związek bu­dujesz z samotnością Całe życie jest jak ogląda­nie mi­gaw­ki, po­myślał. Tyl­ko zaw­sze wygląda tak, jak­by człowiek przyszedł o dziesięć mi­nut spóźniony i nikt nie chce mu opo­wie­dzieć o co chodzi, więc mu­si się sam wszys­tkiego do­myślać. I nig­dy, ale to nig­dy nie zdarza się okaz­ja, żeby zos­tać na dru­gi pokaz.Poległem na ołtarzu roz­koszy na co­kole miłości w Twych objęciach Zasnąłem w ra­ju gdzie dusza bez­tros­ko plątała się między twym lewym a pra­wym ramieniem Za­kuty sil­nym uścis­kiem i wol­ny jak nig­dy wcześniej roz­pa­lony Twą rozkoszą wzbiłem się Po­leciałem tam gdzie słońce roz­sta­wia swe promienie tam gdzie ptac­two króluje gdzie nogą nie stąpasz Upadłem jak nies­forny Ikar z prze­kona­niem że mogę wszys­tko lecz sam niewiele znaczę Kto sam z sobą się nudzi, niech pomyśli czym dopiero jest dla innych.Pytam ja, czy może kochać kogoś ten, kto sam siebie nie cierpi? Czy może żyć w zgodzie z innymi, kto sam ze sobą jest niezgodny? Czy może być komuś miły, kto sam dla siebie jest przykry i uciążliwy? Myślę, że tak nie będzie twierdził nikt, chyba że od samej Głupoty byłby głupszy.