O bo­gini olim­pu, tyś jak róża w ogrodzie stworzo­na do wszech miłos­nych spazmów nie je­den ogrodnik liczyłby two­je płat­ki w swoim wazonie gdy­by nie ten roz­la­ny puchar goryczy czy pa­miętasz ? onej kar­ma­zyno­wej no­cy księżyc zaj­rzał do two­jego łoża i od­szedł zasmucony oho, blis­ko północ wszys­tkie Ju­lie legły w uścis­kach Romeów nie śpisz ? aha, jeszcze liczysz w wyob­raźni dotyki uhu, znów sa­mot­na noc.


o bo­gini-olim­pu-tyś-jak róża-w ogrodzie-stworzo­na-do wszech-miłos­nych-spazmów-nie-­den-ogrodnik-liczyłby-two­-płat­ki-w swoim
satyr_o bo­giniolim­putyśjak różaw ogrodziestworzo­nado wszechmiłos­nychspazmównieje­denogrodnikliczyłbytwo­jepłat­kiw swoimwazoniegdy­bynie tenroz­la­nypuchargoryczyczypa­miętasz onejkar­ma­zyno­wejno­cyksiężyczaj­rzałdo two­jegołożai od­szedłzasmuconyohoblis­kopółnocwszys­tkieju­lieległyw uścis­kachromeówśpisz ahajeszczeliczyszw wyob­raźnidotykiuhuznówsa­mot­nanoco bo­gini olim­putyś jak różajak róża w ogrodziew ogrodzie stworzo­nastworzo­na do wszechdo wszech miłos­nychmiłos­nych spazmówspazmów nienie je­denje­den ogrodnikogrodnik liczyłbyliczyłby two­jetwo­je płat­kipłat­ki w swoimw swoim wazoniewazonie gdy­bygdy­by nie tennie ten roz­la­nyroz­la­ny pucharpuchar goryczygoryczy czyczy pa­miętasz onej kar­ma­zyno­wejkar­ma­zyno­wej no­cyno­cy księżycksiężyc zaj­rzałzaj­rzał do two­jegodo two­jego łożałoża i od­szedłi od­szedł zasmuconyzasmucony ohoblis­ko północpółnoc wszys­tkiewszys­tkie ju­lieju­lie ległyległy w uścis­kachw uścis­kach romeówromeów nienie śpiszjeszcze liczyszliczysz w wyob­raźniw wyob­raźni dotykidotyki uhuznów sa­mot­nasa­mot­na noctyś jak róża w ogrodziejak róża w ogrodzie stworzo­naw ogrodzie stworzo­na do wszechstworzo­na do wszech miłos­nychdo wszech miłos­nych spazmówmiłos­nych spazmów niespazmów nie je­dennie je­den ogrodnikje­den ogrodnik liczyłbyogrodnik liczyłby two­jeliczyłby two­je płat­kitwo­je płat­ki w swoimpłat­ki w swoim wazoniew swoim wazonie gdy­bywazonie gdy­by nie tengdy­by nie ten roz­la­nynie ten roz­la­ny pucharroz­la­ny puchar goryczypuchar goryczy czygoryczy czy pa­miętasz onej kar­ma­zyno­wej no­cykar­ma­zyno­wej no­cy księżycno­cy księżyc zaj­rzałksiężyc zaj­rzał do two­jegozaj­rzał do two­jego łożado two­jego łoża i od­szedłłoża i od­szedł zasmuconyi od­szedł zasmucony ohoblis­ko północ wszys­tkiepółnoc wszys­tkie ju­liewszys­tkie ju­lie ległyju­lie legły w uścis­kachległy w uścis­kach romeóww uścis­kach romeów nieromeów nie śpiszjeszcze liczysz w wyob­raźniliczysz w wyob­raźni dotykiw wyob­raźni dotyki uhuznów sa­mot­na noc

Kiedyś pro­wadzi­liśmy ta­kie roz­mo­wy, szep­cząc so­bie prawdę z ust do ust, w po­wol­nych uścis­kach po­miłos­nych; a dzi­siaj - dzi­siaj wszys­tko na zim­no, pięć metrów ciem­nej pus­tki po­między na­mi, ona na­wet nie może na mnie spoj­rzeć, ja zaś zas­ta­nawiam się nad kłamstwami.Co­fasz się w przeszłość i znów jes­teś mały i bez­pie­czny, bez­pie­czny tak zu­pełnie, tak bez reszty, jak dziec­ko w obec­ności ta­ty. Wciąż masz go przed ocza­mi - stoi w ciem­nych drzwiach, cichy strażnik two­jego dzieciństwa - i śpisz snem is­to­ty naiw­nej, niewin­nej, niedoj­rzałej. A kiedy do­ras­tasz, do­ciera do ciebie, że bez­pie­czeństwo to było złudą, jeszcze jed­nym dziecięcym wyob­rażeniem, tak jak roz­miar two­jego podwórka za domem.znów cię pożeram, ja, modliszka łagod­nie pod­da­jesz się bezbronny ( pan­cerz ochron­ny daw­no spadł ) znam wszys­tkie me­tody miłos­nych tortur, a ty po pros­tu roz­bra­jasz mnie swoją miłością...Niet­rudno wyob­ra­zić so­bie wszys­tkie przedziw­ne skut­ki, ja­kie pot­ra­fią wy­wołać mo­ce wyob­raźni i niezachwianej uf­ności, zwłaszcza kiedy ok­reślają sto­sunek między leczącym a leczo­nym. Uz­dro­wienia przy­pisy­wane wpływo­wi pew­nych re­lik­wii są w is­to­cie za­led­wie dziełem in­spi­rowa­nej ni­mi wyob­raźni i uf­nej wiary. Znachorzy i fi­lozo­fowie wiedzą dob­rze, że gdy­by kos­teczki świętych za­mienić na zu­pełnie in­ne, cho­ry zaz­na jed­na­kowo dob­roczyn­nych działań, póki wie­rzyć będzie, iż chodzi o naj­praw­dziw­szą relikwię.Pa­miętasz ten mo­ment, kiedy ja­ko dziec­ko, w wieku koło sied­miu lat, ma­lujesz ob­ra­zek i niebo to niebies­ki pa­sek u góry kar­tki? I wte­dy przychodzi ten mo­ment roz­cza­rowa­nia, kiedy nau­czy­ciel mówi ci, że tak nap­rawdę niebo zaj­mu­je cała wolną przes­trzeń na ry­sun­ku. I to jest ta chwi­la, kiedy życie zaczy­na być co­raz bar­dziej skom­pli­kowa­ne i nieco nud­niej­sze, po­nieważ za­malo­wywa­nie kar­tki na niebies­ko jest raczej nużącym zajęciem.Roz­ko­jarzo­ny strach, zaj­rzał ko­lej­nym dniom znów w oczy... Dziew­częcy uśmiech, ze­garek, śmiech, jak zwyk­le tak uroczy. I krop­le deszczu tyl­ko , przeszkadzają motylkom.