Obej­mijmy słońce cias­nym kręgiem ramion Mówiłam Od­dychaj­my miodem jas­ne­go powietrza - Gęste­go pra­wie jak nasza krew - Uk­ry­ci w do­linie lata Pójdziesz tam ze mną? Pytałam gdzie wtu­limy się w zielo­ne fut­ro łąki Zaśniemy snem chmur­nym, dusznym i spokojnym By zbudzić się Pod nis­kim niebem zrzu­cającym nam gwiaz­dy na twarz Od­po­wie­działeś uśmiechem Deszcz upadł na kolana Tęcza powstała I już Ot­warta przed na­mi droga Tyl­ko po­daj mi dłoń Chodźmy 


obej­mijmy-słoń-cias­nym-kręgiem-ramion-mówiłam-od­dychaj­my-miodem-jas­ne­go-powietrza-gęste­go-pra­wie-jak nasza-krew-uk­ry­
gold fishyobej­mijmysłońcecias­nymkręgiemramionmówiłamod­dychaj­mymiodemjas­ne­gopowietrzagęste­gopra­wiejak naszakrewuk­ry­ciw do­linielatapójdziesztamze mnąpytałamgdziewtu­limy sięw zielo­nefut­rołąkizaśniemysnemchmur­nymdusznymi spokojnymbyzbudzićsiępodnis­kimniebemzrzu­cającymnamgwiaz­dyna twarzod­po­wie­działeśuśmiechemdeszczupadłna kolanatęczapowstałajużot­wartaprzedna­midrogatyl­kopo­dajmi dłońchodźmy obej­mijmy słońcesłońce cias­nymcias­nym kręgiemkręgiem ramionramion mówiłammówiłam od­dychaj­myod­dychaj­my miodemmiodem jas­ne­gojas­ne­go powietrzapowietrzagęste­gogęste­go pra­wiepra­wie jak naszajak nasza krewkrewuk­ry­ciuk­ry­ci w do­liniew do­linie latalata pójdzieszpójdziesz tamtam ze mnąpytałam gdziegdzie wtu­limy sięwtu­limy się w zielo­new zielo­ne fut­rofut­ro łąkiłąki zaśniemyzaśniemy snemsnem chmur­nymdusznym i spokojnymi spokojnym byby zbudzićzbudzić sięsię podpod nis­kimnis­kim niebemniebem zrzu­cającymzrzu­cającym namnam gwiaz­dygwiaz­dy na twarzna twarz od­po­wie­działeśod­po­wie­działeś uśmiechemuśmiechem deszczdeszcz upadłupadł na kolanana kolana tęczatęcza powstałapowstała ii jużjuż ot­wartaot­warta przedprzed na­mina­mi drogadroga tyl­kotyl­ko po­dajpo­daj mi dłońmi dłoń chodźmy obej­mijmy słońce cias­nymsłońce cias­nym kręgiemcias­nym kręgiem ramionkręgiem ramion mówiłamramion mówiłam od­dychaj­mymówiłam od­dychaj­my miodemod­dychaj­my miodem jas­ne­gomiodem jas­ne­go powietrzajas­ne­go powietrzagęste­go pra­wiegęste­go pra­wie jak naszapra­wie jak nasza krewjak nasza krewuk­ry­ci w do­linieuk­ry­ci w do­linie lataw do­linie lata pójdzieszlata pójdziesz tampójdziesz tam ze mnąpytałam gdzie wtu­limy sięgdzie wtu­limy się w zielo­newtu­limy się w zielo­ne fut­row zielo­ne fut­ro łąkifut­ro łąki zaśniemyłąki zaśniemy snemzaśniemy snem chmur­nymdusznym i spokojnym byi spokojnym by zbudzićby zbudzić sięzbudzić się podsię pod nis­kimpod nis­kim niebemnis­kim niebem zrzu­cającymniebem zrzu­cającym namzrzu­cającym nam gwiaz­dynam gwiaz­dy na twarzgwiaz­dy na twarz od­po­wie­działeśna twarz od­po­wie­działeś uśmiechemod­po­wie­działeś uśmiechem deszczuśmiechem deszcz upadłdeszcz upadł na kolanaupadł na kolana tęczana kolana tęcza powstałatęcza powstała ipowstała i jużi już ot­wartajuż ot­warta przedot­warta przed na­miprzed na­mi drogana­mi droga tyl­kodroga tyl­ko po­dajtyl­ko po­daj mi dłońpo­daj mi dłoń chodźmy 

W pew­nym mo­men­cie zaczy­nasz za bar­dzo czuć, że czas mi­ja, że ucieka, że nie da się go do­gonić. Od zaw­sze wie­działeś, że są godzi­ny, że za każdym ra­zem mi­ja ko­lej­na. Ale, uwierz mój przy­jacielu, to, co te­raz czuję to coś zu­pełnie in­ne­go. To strach przed niez­na­nym, to strach przed końcem. Końcem, które­go nie zap­la­nowałam so­bie, nie wy­myśliłam, bez­czel­nym i nieubłaganym. Końcem ta­kim, jak wszystkie...Bal­dachim z chmur ok­ry­wa ziemię Za­raz anioły zapłaczą rzewnie W stru­mieniu łez uk­ry­wają twarz Z góry żywiołem za­leją świat Zbie­rzcie się pod­nieb­ni nefile Zat­rzy­mają świat cho­ciaż na chwilę Skrzydłem ni­cości wskażcie drogę Do krainy mle­kiem i miodem płynącej Gdzie mógłbym się skryć przed wiatrem Który szar­pie myśli jak in­ny żaden Otul­cie mnie ciepłem miłości Wie­dzionej głosem nieskończoności Pew­ne­go dnia pop­roszę gwiaz­dy bym obudził się tam, gdzie chmu­ry będą już da­leko za mną. Tam, gdzie prob­le­my rozpływają się jak cyt­ry­nowe cu­kier­ki. Wy­soko, tam mnie znajdziesz...Po­mogę Ci tyl­ko po­daj mi dłoń. Pójdziemy ra­zem przez świat, a strach nie będzie już ta­kich roz­miarów jak te­raz, bo będziemy ra­zem. Po­daj mi dłoń, a za­pom­nisz o świecie, który na Ciebie na­ciera. Ra­zem jest le­piej. Słońce jest piękniej­sze, a gwiaz­dy święcą ja­koś tak jaśniej. Bo ra­zem.. Ra­zem pot­ra­fimy zro­bić wszys­tko. I na­wet po­konać nasze słabości. Chcesz tego? Wybory im­pre­zy... gdzie pta­ki milkną. Ile ci płacą za twoją żydo­filię hunwejbinie. Bo nie wierzę, że jes­teś ta­kim ma­lowa­nym głup­cem za darmo tam - gdzie roz­gniata się perły bez korony by bo­daj... nie potoczyły przed świnie. Z tej kałuży*... będą niezłe chu­de jaja.  Gdy pochy­lisz na­de mną twe us­ta po­całun­ka­mi nabrzmiałe, us­ta mo­je ulecą jak dwa skrzy­dełka ze strachu białe, krew mo­ja się zer­wie, aby uciekać da­leko, daleko i o twarz mi uderzy płonącą czer­woną rzeką. Oczy mo­je, które pod wzro­kiem twym słod­kim się niebią, oczy mo­je umrą, a po­wieki je cicho pogrzebią. Pierś mo­ja w objęciu twej ręki sto­pi się jak­by śnieg, i cała zniknę jak obłok, na którym za moc­ny wicher legł.- M.P-J