On tu był. Czuję za­pach je­go perfum. Zaw­sze tak pięknie pachniał i przy­nosił róże. Ta­kie czer­wo­ne, jak to wi­no, które pi­liśmy tam­tej nocy. Po­pat­rz mi w oczy. Widzisz? Tańczy­liśmy przy akom­pa­niamen­cie ciszy. To On był mo­ja muzyką. Drażnił słuch swym de­likat­nym szep­tem. Po­wodo­wał, że świat zaczy­nał wirować. Gdy umilkł - błagałam o więcej. Droczył się ze mną za każdym razem. Dop­ro­wadzał do szaleństwa. Kar­mił szczęściem. Sta­nowił moją oazę.


on  był-czuję-za­pach-­go-perfum-zaw­sze-tak-pięknie-pachniał-i przy­nosił-róże-ta­kie-czer­wo­ne-jak to wi­no-które
spokójon tu byłczujęza­pachje­goperfumzaw­szetakpiękniepachniałi przy­nosiłróżeta­kieczer­wo­nejak to wi­noktórepi­liśmytam­tejnocypo­pat­rzmi w oczywidzisztańczy­liśmyprzyakom­pa­niamen­cieciszytoon byłmo­jamuzykądrażniłsłuchswymde­likat­nymszep­tempo­wodo­wałże światzaczy­nałwirowaćgdyumilkł błagałamo więcejdroczył sięze mnąza każdymrazemdop­ro­wadzałdo szaleństwakar­miłszczęściemsta­nowiłmojąoazęczuję za­pachza­pach je­goje­go perfumzaw­sze taktak piękniepięknie pachniałpachniał i przy­nosiłi przy­nosił różeta­kie czer­wo­nektóre pi­liśmypi­liśmy tam­tejtam­tej nocypo­pat­rz mi w oczytańczy­liśmy przyprzy akom­pa­niamen­cieakom­pa­niamen­cie ciszyon był mo­jamo­ja muzykądrażnił słuchsłuch swymswym de­likat­nymde­likat­nym szep­temże świat zaczy­nałzaczy­nał wirowaćgdy umilkł błagałam o więcejdroczył się ze mnąze mną za każdymza każdym razemdop­ro­wadzał do szaleństwakar­mił szczęściemsta­nowił mojąmoją oazęczuję za­pach je­goza­pach je­go perfumzaw­sze tak pięknietak pięknie pachniałpięknie pachniał i przy­nosiłpachniał i przy­nosił różektóre pi­liśmy tam­tejpi­liśmy tam­tej nocytańczy­liśmy przy akom­pa­niamen­cieprzy akom­pa­niamen­cie ciszyon był mo­ja muzykądrażnił słuch swymsłuch swym de­likat­nymswym de­likat­nym szep­temże świat zaczy­nał wirowaćdroczył się ze mną za każdymze mną za każdym razemsta­nowił moją oazę

Po­piela­te chmu­ry prze­mie­rzały świat Ten nad moją głową. Każdy od­dech był co raz cięższy. Je­go za­pach wędro­wał w powietrzu. Czułam go tak moc­no, tak in­tensyw­nie. Oczy zachodziły mgłą. Chciałam by był. By był.Two­je oczy tak pięknie lśnią jak pier­wsze­go dnia, gdy spot­kały się Nasze spojrzenia... By­liśmy młodzi grzeszy­liśmy urodą dziś już przy­było lat... Lecz na­dal wspa­niale z Tobą się czuję ścis­kając Twoją spra­cowaną dłoń... Dla mnie miłość ma Two­je imię Aniele bezskrzydły mój...`Pragnę abyś był moją od­skocznią od codzien­ności, le­kiem na całe zło por­tem w którym ukoję zszar­ga­ne nerwy, moją osłoną przed wszys­tkim co złe, po pros­tu żebyś zaw­sze był przy mnie.Let­nim dniem, w kapeluszu wi­tam cię przy pociągu. Ma­lino­wym pocałunkiem zat­rzy­mam cię przy sobie. Wiatr zer­wał się te­go ranka gdy pat­rzyłeś mi w oczy. Nie mówi się o tym, co działo się pod po­wieką nocy. Naj­piękniej­szy jest dzień rozświet­lo­ny twoim uśmiechem. I chcę się kochać, tak bar­dzo chcę się kochać! Gdy widzi się ciebie, pat­rzące­go na mnie, nie widzące­go ni­kogo innego.  Gdy­bym był bogaty... Ku­piłbym Ci kwiaty Bo jak ku­puję Ci różę, Ty chcesz bu­kiety duże. Gdy­bym był bogaty Wyszedłbym z mo­jej chłop­skiej chaty I pos­ta­wił Ci dom prawdziwy W ko­lorach tęczy, całkiem urodziwy. Ale ja jes­tem biedakiem. Wy­cieram noc po­dar­tym frakiem. I je­dyne co mi pozostało To pa­lić swoją fajkę Nie dużą, nie małą. Z gi­tarą w ręku prze­mie­rzam park. Pieniądze grą zarabiam. Na jedną różę. Gdy­bym był bogaty Zos­ta­wiłbym Cię na dzień na dworze. A wpuścił do­piero wtedy Jak przy­niosła byś mi różę.przy­pomi­nam so­bie każdą chwilę spędzoną z nim Każdy do­tyk, każdy pocałunek Sta­ram przy­pom­nieć so­bie za­pach tytoniu Zaw­sze był nim przesiąknięty Był tak cho­ler­nie arogancki ja­rał trawę i pił niez­liczo­ne ilości alkoholu lecz miał cu­dow­ne serce umiał kochać całym sobą jak nikt inny