Opuściły mnie siły gdy padłam w Twe ramiona od­dając każde drżenie by było bliżej Ciebie Zakręcił mną świat lekką od beztroski bym urosła w Twych objęciach i na no­wo zakwitła 


opuśły-mnie-ły-gdy-padłam-w-twe-ramiona-od­dając-każde-drżenie-by-było-bliżej-ciebie-zakręł-mną-świat-lekką-od beztroski-bym-urosła-w
sprajtkaopuściłymniesiłygdypadłamtweramionaod­dająckażdedrżeniebybyłobliżejciebiezakręciłmnąświatlekkąod beztroskibymurosłatwychobjęciachna no­wozakwitła opuściły mniemnie siłysiły gdygdy padłampadłam ww twetwe ramionaramiona od­dającod­dając każdekażde drżeniedrżenie byby byłobyło bliżejbliżej ciebieciebie zakręciłzakręcił mnąmną światświat lekkąlekką od beztroskiod beztroski bymbym urosłaurosła ww twychtwych objęciachobjęciach ii na no­wona no­wo zakwitła opuściły mnie siłymnie siły gdysiły gdy padłamgdy padłam wpadłam w twew twe ramionatwe ramiona od­dającramiona od­dając każdeod­dając każde drżeniekażde drżenie bydrżenie by byłoby było bliżejbyło bliżej ciebiebliżej ciebie zakręciłciebie zakręcił mnązakręcił mną światmną świat lekkąświat lekką od beztroskilekką od beztroski bymod beztroski bym urosłabym urosła wurosła w twychw twych objęciachtwych objęciach iobjęciach i na no­woi na no­wo zakwitła 

Wciąż pragnę Ciebie, I twych bez­wstyd­nych spojrzeń, Kiedy leżysz nago, Tuż obok mnie. Ty wiesz jak bar­dzo Ciebie pożądam, Twe­go ciała, twych ust, I nie od­dam cię za żad­ne skarby, Nig­dy już. Chy­ba so­bie ciebie wyśniłem, Gdyż jes­teś idealna, Ta­ka słod­ka i piękna, Niemalże nierealna.Za­mykam oczy uczę się Ciebie dotykiem... każdy łuk Twe­go ciała każde zagięcie poz­nać chcę przed świtem nim znikniesz jak Księżyc odchodzi ustępując miej­sca Jutrzence tak bym chciała poz­nać Cię bliżej lecz od­chodzisz zawsze gdy za­padnę w sen... masz chab­ro­we oczy... Nieznajomy, ścis­kam Twoją dłoń, zostań, kocham Cię! A ja wciąż szu­kam Two­jego spoj­rze­nia w oczach mi­jających mnie osób. Wycze­kuję te­go co niereal­ne. Chcę abyś się mną zaopieko­wał, tak jak opieku­jesz sie swoimi pac­jenta­mi. Cza­sem myśle so­bie, że dla Ciebie go­towa bym była wylądo­wać w szpi­talu żebyś się mną zajął. I żebym mogła znów za­topić się w błęki­cie oczu Twych i Twoim uśmie­chu. I w końcu od­ważyć sie. Od­ważyć się żyć bez Ciebie...Ciągle szu­kam, ciągle błądzę, lecz ku praw­dzie co­raz bliżej. Czas mam, więc na pew­no zdążę. Gdy się do­wiem to napiszę. Bóg dał ro­zum mi otwarty abym mogła się dowiedzieć ja­ki sens ma mo­je życie, po co jes­tem na tym świecie. Było ze mną już niedobrze, wręcz kry­tycznie, blis­ko śmierci. Wierzę, że nie bez powodu pos­ta­nowił mnie oszczędzić. Wiem na­razie, że świat płaski i że Bo­giem nie Jehowa, lecz is­tnieje, wiem na pew­no ... Ona mnie na prawdę kocha! Po­tokiem Twych słów płynę Wraz z prądem pochłonięta Ich wil­gotnym dotykiem Pogłaskana Tak nag­le przez każde z osobna Wyb­ra­na spośród tłumu W ich objęciach tonę I w Twym szep­cie kojącym Ser­ce dla Ciebie bijące Tonące w Two­jej piersi Szem­rzącej mną w Tobie O miłości ob­la­na cudem Rozpływaj się w naszych ciałach Złączo­nych przys­pie­szo­nym oddechem Z na­giej pier­si ula­tuje westchnienie Wspólne­go jęku Po­wol­ny szum ciał ogar­nia zmysły I gu­bi się jaźń w dwóch słowach Ty spra­wiłeś, że om­dlałam w Twych objęciach Do­tykałeś, pieściłeś naj­czul­sze mo­je miejsca Po ciele jak po ma­pie pal­cem błądziłeś Do roz­koszy swym do­tykiem doprowadziłeś Zaglądałeś głębo­ko w me oczy, swój od­dech na mnie zostawiłeś Za­pachem zmysły podrażniałeś I tak trwało to chwil parę.. Wpuściłam Cię do środ­ka.. tak czule Czy pa­miętasz to w ogóle ? Jak w uniesieniu, w twych objęciach.. Jak mi łzy z po­liczka zcałowałeś ? I przy­tulo­nej spo­koj­nie zasnąć dałeś..?