Ot­worzyłam oczy. Gorzki świt nas­ta­je. Le­niwie prze­ciągam się w łóżku. Wstaję. Idę. Patrzę. Zno­wu zim­na kawa. Brak mo­tywac­ji na za­parze­nie kolejnej. Niechęć do za­pachu chleba. Ster­ta kar­tek zdo­bi biurko. Nie zro­biłam nic. Wychodzę. Za­mykam drzwi. Trzask. Coś pękło. Wy­lała się pew­ność siebie. Idę pus­ta zupełnie. Wiat­rem po­wieje, nie wrócę. Prze­rażona ha­nieb­nie. Od­dajcie mi prawą nogę.


ot­worzyłam-oczy-gorzki świt-nas­­-le­niwie-prze­ągam ę-w łóżku-wstaję-idę-patrzę-zno­wu-zim­na-kawa-brak-mo­tywac­ji
zielarka1ot­worzyłamoczygorzki świtnas­ta­jele­niwieprze­ciągam sięw łóżkuwstajęidępatrzęzno­wuzim­nakawabrakmo­tywac­jina za­parze­niekolejnejniechęćdo za­pachuchlebaster­takar­tekzdo­bibiurkoniezro­biłamnicwychodzęza­mykamdrzwitrzaskcośpękłowy­lała siępew­nośćsiebieidępus­tazupełniewiat­rempo­wiejenie wrócęprze­rażonaha­nieb­nieod­dajciemi prawąnogęot­worzyłam oczygorzki świt nas­ta­jele­niwie prze­ciągam sięprze­ciągam się w łóżkuzno­wu zim­nazim­na kawabrak mo­tywac­jimo­tywac­ji na za­parze­niena za­parze­nie kolejnejniechęć do za­pachudo za­pachu chlebaster­ta kar­tekkar­tek zdo­bizdo­bi biurkonie zro­biłamzro­biłam nicza­mykam drzwicoś pękłowy­lała się pew­nośćpew­ność siebieidę pus­tapus­ta zupełniewiat­rem po­wiejeprze­rażona ha­nieb­nieod­dajcie mi prawąmi prawą nogęle­niwie prze­ciągam się w łóżkuzno­wu zim­na kawabrak mo­tywac­ji na za­parze­niemo­tywac­ji na za­parze­nie kolejnejniechęć do za­pachu chlebaster­ta kar­tek zdo­bikar­tek zdo­bi biurkonie zro­biłam nicwy­lała się pew­ność siebieidę pus­ta zupełnieod­dajcie mi prawą nogę

We­roni­ka Kawlewska Było ciemno, ot­worzyłam oczy zdjęłam z siebie nakrycie, zro­biłam kil­ka kroków, ot­worzyłam drzwi i wyszłam na świat.. Byłam wsłucha­na w śpiew ptaków, zwierząt, natury. Położyłam się na zielo­nej trawie, założyłam okulary. spoj­rzałam w gwiazdy i po­myślałam sobie: te­raz jest ideal­nie, nig­dy nie było lepiej. Jed­nak uro­niona, spływająca po moim po­liczku łza uświado­miła mi, że gdy­byś tu był,tak! gdy­byś tu był, wte­dy byłoby idealnie..Idę dzi­siaj płakać. Idę. Tak mam, idę cza­sem na cały dzień. By­wa, że pochłania mnie weekend. A cza­sem zaj­mie to tyl­ko 2 se­kun­dy dłużej niż zwyk­le. Idę. Po­win­nam rzec - co in­ne­go mi po­zos­tało?! - nie. Idę. Tak już mam.Idę,choć mrok widzę Idę,Bo nadzieja żywa Idę,i oddycham Jadę w dal, ob­serwując błękit Sta­da pod­nieb­nych owiec prze­ganiają puszys­te ow­czar­ki ra­zem z wiat­ru wil­ka­mi. Pat­rzę na niebiańskie łąki... Czy to Two­je oczy? Nie, to tyl­ko kwiecis­ty ho­ryzont Od­bi­ja się w mo­jej szkla­nej duszy Na chwilę zat­rzy­mam się w Twoich źrenicach w bez­ruchu Nieba gra­natem oblana Na chwilę utonę w za­pachu pieszczot dry­fując w la­biryn­cie ramion Na chwilę dot­knę ser­ca drżenie otu­lając się je­go ciepłem Na chwilę za­mykam oczy czuję przychodzisz z wiat­rem roz­le­wasz się melodią i wiem że jesteś 13.06.2016 Malusia_035  na pro­gu nocy nasłuchu­je kroków nie za­mykam drzwi nie wychodzę stoję i czekam a ty wra­casz by odejść od­chodzisz by wrócić drzwi ob­ro­towe 24.05.2016 Malusia_035