Pat­rzy na parę ob­cych rąk, gładzi dłonią po­liczek, które­go nie zna, do­tyka czoła i wie, że tam w środ­ku straszy za­gad­ka je­go ja, plaz­ma duszy, ga­lare­ta poznania.


pat­rzy-na ę-ob­cych-rąk-gładzi-dłonią-po­liczek-które­go-nie zna-do­tyka-czoła-i wie-że tam-w środ­ku-straszy-za­gad­ka-­go-ja
jostein gaarderpat­rzyna paręob­cychrąkgładzidłoniąpo­liczekktóre­gonie znado­tykaczołai wieże tamw środ­kustraszyza­gad­kaje­gojaplaz­maduszyga­lare­tapoznaniapat­rzy na paręna parę ob­cychob­cych rąkgładzi dłoniądłonią po­liczekktóre­go nie znado­tyka czołaczoła i wieże tam w środ­kuw środ­ku straszystraszy za­gad­kaza­gad­ka je­goje­go japlaz­ma duszyga­lare­ta poznaniapat­rzy na parę ob­cychna parę ob­cych rąkgładzi dłonią po­liczekdo­tyka czoła i wieże tam w środ­ku straszyw środ­ku straszy za­gad­kastraszy za­gad­ka je­goza­gad­ka je­go ja

na środ­ku stołek obok sztalug i rama kiedyś było płótno na nim pas­ja malarza zat­rzy­mała ka­wałek snu zab­rakło na życie płótno zna­lazło in­ny dom ma­larz często siada przed pustą ramą pat­rzy niewidzący­mi oczyma cze­kając na snu dal­szy ciąg . .. *** Dział: Sztuka *** Zbig­niew Małecki Po­karz mi ból, zer­wij ze mnie cier­pienie duszy, leczę fizycznością. On pat­rzy na mój cień. Na­pawaj mnie, nienormalnością. Do­tyk budzi wstręt, przygnębienia On mnie do­tyka, zmusza Pat­rzę, roz­pa­lam spojrzenia Nie jest tak, źle, gdy się nie trze­ba ruszać Czuję tyl­ko za­pach potu, On nie przes­ta­je, tak tracę wspomnienia. Nie jes­tem w sta­nie sta­wiać kroków. Od­bu­duj mo­je marzenia.Z każdym ro­kiem pat­rzy­liśmy na świat z wyższej od­ległości ale póki stoimy na równej po­wie­rzchni nie wy­pada pat­rzeć na siebie z góry.  kiedy od­wie­dzasz mnie we śnie słyszę jak rosną mi wiersze które da­no mi za­miast skrzydeł żeby przet­rwać najgłuchszą ciszę cza­sem skrzy­pią zna­jomą melodią roz­pie­szcza­ne twoją dłonią poręcze zos­ta­wiam ci księżyc w oknie i gwiaz­dy na parapecie po­dob­no śnią się najpiękniej ci których tęskno­ta kołysze z op­ty­miz­mem powitałam niewys­pa­ne dzisiaj ta­kie ciche w tęsknocie ni­by wszys­tko jest po staremu a jed­nak ja­kiś brak nowy za­pach słów wy­daje się trochę bar­dziej zwiet­rzały lecz na­dal nim oddycham nie ma uśmie­chu spojrzenia które zaw­sze powodowałeś od tak na dzień dobry ser­cem nieus­tannie wy­pat­ruję ko­lej­nych splotów wersów twoją dłonią kreślonych by do­pełnić dzieło duszy i op­ra­wić ko­laż uczuć...za­pat­rzyłem się w oczu głębię sza­ro srebrną uj­rzałem ciebie całą na­gości królewno stoisz opar­ta dłonią na moim spojrzeniu kiedy do­tyka ciebie w każdym zagłębieniu na pier­si krągłej sut­ki ster­czą pięknie pępek ku­si powabny że aż ser­ce mięknie spoglądam tam gdzie piękno naj­większe widnieje co z te­go że ser­ce zmiękło gdy żądza twardnieje spoj­rze­nie ud dotyka ko­lana rozchyla do stóp obu przypadam bom uj­rzał motyla na ciele cudnym sku­pia się uwaga wyob­raźnia szaleje piękna jes­teś naga Ka­zimierz Winnicki (wszel­kie pra­wa zastrzeżone)