Pi­sarz to nie człowiek. A jeżeli już - to ta­ki, w którym jest wielu ludzi na­raz, choć za wszelką cenę sta­ra się być jedną osobą. Z pi­sarzem jest jak z ak­to­rem tra­gicznie uciekającym od włas­ne­go ob­ra­zu w lus­trze; kręci się, wy­gina, od­chy­la do tyłu - i na­poty­ka od­bi­cie swo­jej twarzy w kryształowym żyrandolu.


pi­sarz-to nie człowiek-a żeli-już- to ­ki-w którym jest wielu-ludzi-na­raz-choć-za wszelką-cenę-sta­ra ę-być-jedną-osobą
francis scott fitzgeraldpi­sarzto nie człowieka jeżelijuż to ta­kiw którym jest wieluludzina­razchoćza wszelkącenęsta­ra siębyćjednąosobąz pi­sarzemjest jak z ak­to­remtra­gicznieuciekającymod włas­ne­goob­ra­zuw lus­trzekręcisięwy­ginaod­chy­lado tyłu i na­poty­kaod­bi­cieswo­jejtwarzyw kryształowymżyrandolupi­sarz to nie człowieka jeżeli jużw którym jest wielu ludziludzi na­razchoć za wszelkąza wszelką cenęcenę sta­ra sięsta­ra się byćbyć jednąjedną osobąz pi­sarzem jest jak z ak­to­remjest jak z ak­to­rem tra­gicznietra­gicznie uciekającymuciekającym od włas­ne­good włas­ne­go ob­ra­zuob­ra­zu w lus­trzekręci sięod­chy­la do tyłu i na­poty­ka od­bi­cieod­bi­cie swo­jejswo­jej twarzytwarzy w kryształowymw kryształowym żyrandoluw którym jest wielu ludzi na­razchoć za wszelką cenęza wszelką cenę sta­ra sięcenę sta­ra się byćsta­ra się być jednąbyć jedną osobąz pi­sarzem jest jak z ak­to­rem tra­giczniejest jak z ak­to­rem tra­gicznie uciekającymtra­gicznie uciekającym od włas­ne­gouciekającym od włas­ne­go ob­ra­zuod włas­ne­go ob­ra­zu w lus­trze i na­poty­ka od­bi­cie swo­jejod­bi­cie swo­jej twarzyswo­jej twarzy w kryształowymtwarzy w kryształowym żyrandolu

Ni­by mil­cze­nie jest złotem, ja się zas­ta­nawiam, czy nie sreb­rem. Czy nie le­piej jest dzielić się swoimi myśla­mi , na­wet jeżeli nie każdy jest w sta­nie je odeb­rać pra­widłowo? Wielu mędrców wciąż mil­czy, być może dla­tego są pos­trze­gani ja­ko głup­cy, bo nikt nie zna ich myśli? Wi­ruje świat, ut­ka­ny z krynoliny, Huczą par­ny­mi no­cami reduty, Szczęśli­wie płyną uśmie­chy, minuty, Płyną po­całun­ki na dłoniach delfiny. A pod Wer­sa­lem, lud w sza­le maligny Lży i gro­zi, niena­wiścią zepsuty, Chcąc na włas­ność życia serwituty, I pragnąc głowy uroczej dziewczyny. A ona, jak­by w prześnionym gawocie Tańczy w Lud­wi­kowych ra­mion oplocie, Choć po­liczo­ne królew­skie godziny I wyz­naczo­ny dzień śmier­ci jej dzieci... I jak piękny sen baj­ko­wy uleci, Tra­gicznie, życie Ma­rii Antoniny.Minęło już ty­le lat Ty wciąż w mo­jej głowie I mi­mo, że dro­gi się rozeszły Nig­dy Cię nie zapomnę Wiem, że to niepop­rawne Wciąż tęsknić za Tobą Masz już swo­je życie Chy­ba mam coś z głową. Uczu­cia tak łat­wo nie giną Wciąż duszą mnie nieustannie Chciałabym je zabić Jed­nak nie potrafię Jed­no się skończyło In­ne na­dal będzie trwać Tak be­zus­tannie, jeszcze wiele lat...Cięta ri­pos­ta w roz­mo­wie z gn*ojem! Wte­dy naj­większą wy­ciągam zbroję! A gdy się sty­kam z duszą serdeczną, pot­ra­fię być, aż do bólu grzeczną. Jak w lus­trze od­bi­jam ludzkie nastroje, gdy ktoś jest grzeczny lub ktoś jest gn*ojem. Więc jeśli chcesz być trochę lubiany, ćwicz uśmiech w lus­trze!- efekt murowany! Nie jest miano­wicie prawdą, że — w miarę jak przechodzi­my od pla­nety do mo­jej włas­nej ręki — po­myłka sta­je się co­raz bar­dziej i bar­dziej niep­rawdo­podob­na. Ale w pew­nym pun­kcie jest ona już nie do pomyślenia.Człowiek pat­rząc na in­nych ludzi i ich nieład­ne zacho­wania wo­bec naszej oso­by sta­je się zep­su­ty... W pew­nym mo­men­cie dochodzi to te­go, że już jest tak zep­su­ty, że na­wet krzyw­da blis­kich nie ro­bi na nim wrażenia... Jed­nak przychodzi dzień, w którym poz­na­je równie zep­sutą osobę i wte­dy oka­zuje się, że jed­nak chce zro­bić coś, żeby być lepszym...