po­le maków szeptało, -zer­wij, zer­wij śmiało! ja ci w tej pogodzie stanę na komodzie roz­winę drob­ne pąki stąd wyjdą biedronki będziemy walcować pod niebem kołować i szep­tać nieśmiało choćby ser­ce łkało uwiel­biony mój panie wi­tałeś niespodzianie te­raz żeg­nam skrycie za Ciebie od­dam życie! 


po­-maków-szeptało-zer­wij-zer­wij-śmiało-ja- w tej pogodzie-stanę-na komodzie-roz­winę-drob­ne-pąki-stąd-wyjdą-biedronki-będziemy
grafomankapo­lemakówszeptałozer­wijzer­wijśmiałojaci w tej pogodziestanęna komodzieroz­winędrob­nepąkistądwyjdąbiedronkibędziemywalcowaćpodniebemkołowaćszep­taćnieśmiałochoćbyser­cełkałouwiel­bionymójpaniewi­tałeśniespodzianiete­razżeg­namskryciezaciebieod­damżycie po­le makówmaków szeptałozer­wij śmiałoja ci w tej pogodzieci w tej pogodzie stanęstanę na komodziena komodzie roz­winęroz­winę drob­nedrob­ne pąkipąki stądstąd wyjdąwyjdą biedronkibiedronki będziemybędziemy walcowaćwalcować podpod niebemniebem kołowaćkołować ii szep­taćszep­tać nieśmiałonieśmiało choćbychoćby ser­ceser­ce łkałołkało uwiel­bionyuwiel­biony mójmój paniepanie wi­tałeświ­tałeś niespodzianieniespodzianie te­razte­raz żeg­namżeg­nam skrycieskrycie zaza ciebieciebie od­dampo­le maków szeptałoja ci w tej pogodzie stanęci w tej pogodzie stanę na komodziestanę na komodzie roz­winęna komodzie roz­winę drob­neroz­winę drob­ne pąkidrob­ne pąki stądpąki stąd wyjdąstąd wyjdą biedronkiwyjdą biedronki będziemybiedronki będziemy walcowaćbędziemy walcować podwalcować pod niebempod niebem kołowaćniebem kołować ikołować i szep­taći szep­tać nieśmiałoszep­tać nieśmiało choćbynieśmiało choćby ser­cechoćby ser­ce łkałoser­ce łkało uwiel­bionyłkało uwiel­biony mójuwiel­biony mój paniemój panie wi­tałeśpanie wi­tałeś niespodzianiewi­tałeś niespodzianie te­razniespodzianie te­raz żeg­namte­raz żeg­nam skrycieżeg­nam skrycie zaskrycie za ciebieza ciebie od­dam

Po­karz mi ból, zer­wij ze mnie cier­pienie duszy, leczę fizycznością. On pat­rzy na mój cień. Na­pawaj mnie, nienormalnością. Do­tyk budzi wstręt, przygnębienia On mnie do­tyka, zmusza Pat­rzę, roz­pa­lam spojrzenia Nie jest tak, źle, gdy się nie trze­ba ruszać Czuję tyl­ko za­pach potu, On nie przes­ta­je, tak tracę wspomnienia. Nie jes­tem w sta­nie sta­wiać kroków. Od­bu­duj mo­je marzenia.Zacza­ruj mnie jeszcze raz. Zam­knij w dłoni i na­daj imię, kto­rym zbudzisz następne­go dnia i spra­wisz że dzień ten nie minie. I otul mgłą ra­mion, poz­bieraj łzy. Zer­wij kaj­da­ny wspomnień. Zmęczo­nym no­gom zab­rakło sił by pójść - Ty mnie uwolnij. Zos­tawmy tam­te po­ran­ki i dni, gdy nas nap­rawdę nie było. Po­tem wyszep­taj do ucha mi, że te­raz to już na pew­no miłość...Wyr­wij mi ser­ce i po­wiedz co jest dla mnie najlepsze.jean­so­we spodnie na po­duszce pla­ma tuszu łóżko pus­te i wygodne ty bez animuszu kręco­ne włosy na podłodze wyszczer­biony zielo­ny ku­bek małe otar­cie na komodzie do pra­nia zer­wa­ny sznurek po­dar­te ciepłe pan­tofle gli­niane do­niczki z masłem kartofle chłod­ne policzki tur­ku­sowe poszew­ki bluz­ka za­pom­niana roz­sy­pane pinezki cisza z rana szczo­teczka do zębów sta­rych per­fum resztka brak roz­szar­pa­nych nerwów sreb­rna przywieszka wy­miętych fo­tog­ra­fii parę nikły za­pach w pamięci gru­be skar­pe­ty szare za­ciśnięty żal w pięści wspom­nienie do­tyku uryw­ki chwil cenne gorzki smak na języku i łzy słone pełne… Echo 22.02.13 Stąpałam po tra­wy po­sadzce zielonej gdzie Je­zus na drze­wie krzyża powieszony pod ma­jes­ta­tem nieba gdzie tra­wy pol­ne ku Bożej chwale po­ziom­ki - krwi krop­le w sier­pniowym upale i światło co cienie zalewa... Wstąpiłam w po­wiet­rza de­likat­ny dotyk Duch Święty nad łąką ni­by biały motyl moc wiel­ka soczys­tej zieleni Anioły z gałęzi zer­kały po cichu ich czys­te uśmie­chy w kwiato­wym kielichu zer­wałam - i skradłam jesieni Do­tyk twoich warg spra­wia,że upa­dam na kolana przeszłam przez zle czasy przeszałam przez dobre gdzieś głębo­ko we mnie mój umysł krzyczy weż mnie...szaleńczo,namiętnie wdzierając się w ciebie wid­mo łez jest da­le­ko stąd ból...czy nap­rawdę to czuję krwa­wię...rzeczy roz­szar­pują się we mnie ręce wznoszę ku tobie ciało opa­da jeszcze ciepłe pod twoim dotykiem drży i pro­si o więcej.