Po­dała Mu walizkę pełną za­kurzo­nych szpargałów, których nie zdążyła wyczyścić, bo odkładała na potem. A On uśmie­chając się miłosiernie, ujął jej dłoń i po­wiódł za sobą jak córkę.


po­dała-mu walizkę-pełną-za­kurzo­nych-szpargałów-których-nie zdążyła-wyczyść-bo-odkładała-na potem-a-on uśmie­chając ę
credulabellispo­dałamu walizkępełnąza­kurzo­nychszpargałówktórychnie zdążyławyczyścićboodkładałana potemon uśmie­chając sięmiłosiernieująłjejdłońpo­wiódłza sobąjakcórkępo­dała mu walizkęmu walizkę pełnąpełną za­kurzo­nychza­kurzo­nych szpargałówktórych nie zdążyłanie zdążyła wyczyścićbo odkładałaodkładała na potemon uśmie­chając się miłosiernieujął jejjej dłońdłoń ii po­wiódłpo­wiódł za sobąza sobą jakjak córkępo­dała mu walizkę pełnąmu walizkę pełną za­kurzo­nychpełną za­kurzo­nych szpargałówktórych nie zdążyła wyczyścićbo odkładała na potema on uśmie­chając się miłosiernieujął jej dłońjej dłoń idłoń i po­wiódłi po­wiódł za sobąpo­wiódł za sobą jakza sobą jak córkę

Uśmie­cham się do moich smut­nych myśli, Uśmie­cham się do sza­rych, nud­nych spraw I wra­ca smak - smak ciepłych słońcem wiśni, Co zos­tał hen, za morzem czar­nych kaw... Do marzeń mych, co się na wiet­rze chwieją Co dzień, z nadzieją, pier­wsza uśmie­cham się! Myślała, ze pęknie jej ser­ce, gdy wy­powie­działa te słowa, że się nie pod­niesie... Nie zro­biła te­go od ra­zu. Że nie ma dla ko­go już żyć... Te­raz wie, że ma. Że za­pom­ni, jak to jest się uśmie­chać... Uśmie­cha się nadal. Że zwątpi w to, co rodzi­ce wpa­jali jej od lat... A ona da­lej tak sa­mo moc­no wie­rzy w dru­giego człowieka. A ser­ce? ...ser­ce jej pękło.W mo­jej głowie, Ja­wi się obraz, Pla­ma jasna, Na czar­nych myślach, Lato, Czuję ciepło, Trzy­mam jej dłoń, Zmęczo­ne popołudnie, Pozwól mi proszę raz jeszcze, Poczuć na mo­jej twarzy, Pro­mienie te­go sier­pniowe­go słońca, Ten wie­czo­ry wiatr.Prze­budziła go pieśń którą mo­noton­nie wyb­rzmiewał złoty budzik. Hi­giena pocze­kała, iro­nicznie uśmie­chając się do głodu, A on znów po­pat­rzył w okno i po­raz os­tatni zrozumiał przy­należącą do niego miłość i nieświado­my smu­tek w oczach jej ofiar. Krok do tyłu i za­pomi­nając o chwili odi­zolo­wał się od jakże nieza­pom­nianych wspomnień.Ktoś powiedział -Pa­nie proszą panów. Ja, w zwiew­nej, białej sukni biegnę do Ciebie; pa­dam Ci w ramiona i roz­poczy­na się taniec. Nag­le, cóż to? To już nie par­kiet pełen ludzi lecz łąka pełna kwiatów, a wśród nich my dwoje. Lecz nag­le jak ośle­piający piorun zja­wia się ONA. Bie­rze twą dłoń i po­ciąga lekko. Ty, jak urzeczo­ny, idziesz za nią. Ja krzyczę, błagam, płaczę, lecz was już nie ma. I zno­wu jes­tem sama, za­gu­biona wśród tłumu za­kocha­nych... ® by Mrs Vercetti mówisz że ci smutno ja też zap­la­tam smu­tek w warkocze czeszę pod włos cza­sem mie­rzwię dłonią uśmie­chając się do wspomnień znów czuję two­je usta i skrzydła owadzie na udach...