Po­niekąd cza­sem te­go pot­rze­buję, roz­paść się na ka­wałki, ro­zer­wać na strzępy, ale mi­mo wszys­tko nie dać się podzielić.


po­niekąd-cza­sem-te­go-pot­rze­buję-roz­paść ę-na ka­wałki-ro­zer­wać-na strzępy-ale-mi­mo-wszys­tko-nie dać ę-podzielić
myarczipo­niekądcza­semte­gopot­rze­bujęroz­paść sięna ka­wałkiro­zer­waćna strzępyalemi­mowszys­tkonie dać siępodzielićpo­niekąd cza­semcza­sem te­gote­go pot­rze­bujęroz­paść się na ka­wałkiro­zer­wać na strzępyale mi­momi­mo wszys­tkowszys­tko nie dać sięnie dać się podzielićpo­niekąd cza­sem te­gocza­sem te­go pot­rze­bujęale mi­mo wszys­tkomi­mo wszys­tko nie dać sięwszys­tko nie dać się podzielićpo­niekąd cza­sem te­go pot­rze­bujęale mi­mo wszys­tko nie dać sięmi­mo wszys­tko nie dać się podzielićale mi­mo wszys­tko nie dać się podzielić

Pot­rze­buje roz­mo­wy, wspar­cia, pot­rze­buje ra­mion, kocha­nych oczu.. pot­rze­buje, spo­koju, pot­rze­ba mi zain­te­reso­wania ,tros­ki... te­raz chwil­ke... ale ty nie masz cza­su, ale ciebie wkurzam.... Tak krótko to trwa. Tak szyb­ko się kończy. Nie mam cza­su w trak­cie czuć, muszę szyb­ko za­pamięty­wać, aby po­tem móc już w sa­mot­ności wszys­tko po­woli so­bie przy­pomi­nać i każdą chwilę wydłużać we wspom­nieniach o odczuwanie. Roz­kosz, czułość, tros­ka, przy­jaźń te­go pot­rze­buję, te­go pragnę za tym tęsknię do bólu, do gra­nic wytrzymałości. Nie pot­rze­buję spełnienia i miłości, jeśli istnieje.Wi­tam Pa­na.. Os­tatnio się mnie Pan py­tał cze­go pot­rze­buję.. Pos­ta­nowiłam pa­nu wyznać.. Pot­rze­buję roz­mo­wy.. Dru­giej oso­by.. Ciepłego uśmiechu Per­liste­go śmiechu Je­go oczu I je­go uścis­ku.. Ka­kałka i kocyka Długiej roz­mo­wy telefonicznej I dużo śmiechu Pot­rze­buję czuć się kocha­na i być kochana Pot­rze­buję słońca, który oświet­li mój dzień i księżyca, który będzie świecił mi nocą. Pot­rze­buję Pana.. Tak, właśnie pana..Cza­sem to wszys­tko, cze­go ludzie pot­rze­bują. Wiedzy.To nie ta­kie pros­te cho­wać Ten cały zamęt w środ­ku. Siedzę zam­knieta w swo­jej głowie pa­miętając wszys­tko to co po­wie­dzialeś ta cisza to to, co mnie za­bija w chwi­li gdy pot­rze­buje tak bar­dzo Twe­go głosu... roz­pa­dam się, ale mam py­tanie Czy to zbrod­nia, czy ja prze­sadzam? Czy jes­tem skałą, różą, pięścią? Czy od­dechem na końcu pocałunku? I chy­ba wciąż uświada­miam so­bie ja­kie to wszys­tko sta­je się is­totne. Roz­mo­wa, po­tok słów, uczu­cia, mówienia o uczu­ciach i wzrok... cza­sem przeszy­wający, cza­sem szcze­ry i bo­les­ny, cza­sem są to po pros­tu ciepłe oczy, które pomagają.