Po­piela­te chmu­ry prze­mie­rzały świat Ten nad moją głową. Każdy od­dech był co raz cięższy. Je­go za­pach wędro­wał w powietrzu. Czułam go tak moc­no, tak in­tensyw­nie. Oczy zachodziły mgłą. Chciałam by był. By był.


po­piela­te-chmu­ry-prze­mie­rzały-świat-ten-nad-moją-głową-każdy-od­dech-był-co raz-ęższy-je­go-za­pach-wędro­wał
martynarpo­piela­techmu­ryprze­mie­rzałyświattennadmojągłowąkażdyod­dechbyłco razcięższyje­goza­pachwędro­wałw powietrzuczułamgo takmoc­notakin­tensyw­nieoczyzachodziłymgłąchciałamby byłbybyłpo­piela­te chmu­rychmu­ry prze­mie­rzałyprze­mie­rzały światświat tenten nadnad mojąmoją głowąkażdy od­dechod­dech byłbył co razco raz cięższyje­go za­pachza­pach wędro­wałwędro­wał w powietrzuczułam go takgo tak moc­notak in­tensyw­nieoczy zachodziłyzachodziły mgłąchciałam by byłby byłpo­piela­te chmu­ry prze­mie­rzałychmu­ry prze­mie­rzały światprze­mie­rzały świat tenświat ten nadten nad mojąnad moją głowąkażdy od­dech byłod­dech był co razbył co raz cięższyje­go za­pach wędro­wałza­pach wędro­wał w powietrzuczułam go tak moc­nooczy zachodziły mgłą

Był jak spa­dająca gwiazda... Był jak diament... Był jak sen, z które­go nie chciałam się obudzić... Był cudowny... Był na chwilę... Szko­da tyl­ko, że BYŁ a nie JEST...Był dzień co zmienił obraz świata pięknem wspaniałym. Był dzień co dał mi wreszcie czego nie miałem. Był dzień co mnie nauczył kochać co oczy zasnuł mgłą. Tą mgłą to byłaś Ty, Maleńka! Miłością mą.On tu był. Czuję za­pach je­go perfum. Zaw­sze tak pięknie pachniał i przy­nosił róże. Ta­kie czer­wo­ne, jak to wi­no, które pi­liśmy tam­tej nocy. Po­pat­rz mi w oczy. Widzisz? Tańczy­liśmy przy akom­pa­niamen­cie ciszy. To On był mo­ja muzyką. Drażnił słuch swym de­likat­nym szep­tem. Po­wodo­wał, że świat zaczy­nał wirować. Gdy umilkł - błagałam o więcej. Droczył się ze mną za każdym razem. Dop­ro­wadzał do szaleństwa. Kar­mił szczęściem. Sta­nowił moją oazę.Wszystko spało, jakby wszechświat był pomyłką; dryfując niezdecydowanie, był bezkształtną chorągwią rozpostartą nad nieistniejącym garnizonem. Nicość rozdzierała się w wyniosłym i naprężonym powietrzu, a ramy okienne wstrząsały szybami, tak aby dało się słyszeć ich spięcie. Milcząca noc w głębi wszystkiego była grobem boga (i dusza cierpiała z żalu nad Bogiem).Whi­te myślał inaczej. Jeśli z kimś roz­ma­wiał, był miły, up­rzej­my i nie da­wał do myśle­nia, na­tomiast tak na prawdę w je­go duszy pa­nowało cham­stwo, gniew, a je­go słow­nik prze­pełniony był po brze­gi wul­ga­ryz­ma­mi. Miał dwie stro­ny, a jedną z nich próbo­wał za wszelką cenę uk­ryć, lecz nie dał rady. Mark Whi­te - 13-07-2014 Każdy za­pew­ne kiedy­kol­wiek ko­goś okłamał. Ko­goś skrzyw­dził, cho­ciażby nieświado­mie. Ko­muś wy­raził to, co czu­je. Z kimś się zap­rzy­jaźnił. Każdy przez ko­goś płakał. Był urażony czyimś zda­niem. Każdy o ko­goś się mar­twił. Po­wie­rzył ko­muś ta­jem­nicę. Po­pełnił w życiu ja­kiś błąd. Przy­naj­mniej raz każdy był szczęśli­wy. Cza­sem był to o je­den raz za dużo, ale żyje się da­lej. Cza­sem ze złama­nym ser­cem, przek­reśloną nadzieją, czy fałszywą przyjaźnią.