Pot­rze­ba lis­to­pado­wych czułości wzma­ga się szczególnie pod­czas zim­nej i mglis­tej je­sieni wraz z wejściem do ciepłego mie­szka­nia. Naj­gorzej jed­nak, kiedy jest ono nieus­tannie puste. /z de­dykacją dla męczącej je­sien­nej chandry/ 


pot­rze­ba-lis­to­pado­wych-czułoś-wzma­ga ę-szczególnie-pod­czas-zim­nej-i mglis­tej-­sieni-wraz-z wejściem-do ciepłego
dooorotispot­rze­balis­to­pado­wychczułościwzma­ga sięszczególniepod­czaszim­neji mglis­tejje­sieniwrazz wejściemdo ciepłegomie­szka­nianaj­gorzejjed­nakkiedyjest ononieus­tanniepustede­dykacjądlamęczącejje­sien­nejchandry pot­rze­ba lis­to­pado­wychlis­to­pado­wych czułościczułości wzma­ga sięwzma­ga się szczególnieszczególnie pod­czaspod­czas zim­nejzim­nej i mglis­teji mglis­tej je­sienije­sieni wrazwraz z wejściemz wejściem do ciepłegodo ciepłego mie­szka­nianaj­gorzej jed­nakkiedy jest onojest ono nieus­tannienieus­tannie puste/z de­dykacjąde­dykacją dladla męczącejmęczącej je­sien­nejje­sien­nej chandry/ pot­rze­ba lis­to­pado­wych czułościlis­to­pado­wych czułości wzma­ga sięczułości wzma­ga się szczególniewzma­ga się szczególnie pod­czasszczególnie pod­czas zim­nejpod­czas zim­nej i mglis­tejzim­nej i mglis­tej je­sienii mglis­tej je­sieni wrazje­sieni wraz z wejściemwraz z wejściem do ciepłegoz wejściem do ciepłego mie­szka­niakiedy jest ono nieus­tanniejest ono nieus­tannie puste/z de­dykacją dlade­dykacją dla męczącejdla męczącej je­sien­nejmęczącej je­sien­nej chandry/ 

Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony Uli­ce mok­re od łez przyz­wyczaiły się do sza­rości nieba w Twych oczach Ludzie wciąż myśle­li o tym co za na­mi A ja kryłam się we wzroku za­myślo­ne­go słowika za­du­ma­ne­go nad umiera­niem je­sien­ne­go ko­lo­ru drzew A ja kryłam się w na­gości drzew, które swym smutkiem Przy­niosły wspomnienia Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony A we mnie kwitnął ogród Twej miłości...Światu pot­rze­ba więcej wrażli­wych serc i mniej zim­nej stali.[Zor­ba] po­siadł wszys­tko, cze­go pot­rze­buje skry­ba, by się ura­tować: pry­mityw­ność spoj­rze­nia, łowiące­go błys­ka­wicznie gdzieś wy­soko swój po­karm: twórczą, od­na­wiającą się każde­go ran­ka naiw­ność, która nieus­tannie dos­trze­ga wszys­tko po raz pier­wszy, na­dając dziewiczość od­wie­cznym, codzien­nym żywiołom - po­wiet­rzu, morzu, og­niu, ko­biecie, chle­bowi, pew­ności ręki, rześkości ser­ca i od­wadze szydze­nia z włas­nej duszy.Na­go, sa­ma w zim­nej pościeli... Pozwól mi na do­tyk, otocz mnie łydką zrzuć z Siebie pożąda­nie bym poczuł ak­sa­mit Twej skóry. Za­pach per­fum po­mie­szać z og­niem fe­romonów. Być jed­nością spoić się się Twym sma­kiem dać upust żądzom pot­rze­bie blis­kości te­go pragnę Ciebie pożądam! Możesz czy­tać ze mnie jak z ot­wartej księgi. Może trochę po­dar­tej, w niektórych miej­scach przy­palo­nej i bez pozłaca­nej okład­ki, jed­nak z bo­gatą treścią.Wstaję i zaczy­nam chodzić po Łazien­ce w tę i z pow­ro­tem. Krzyżuję ra­miona i zaczy­nam po­cierać ciało. Ro­bi mi się zim­no i czuję chłód w krzyżu. W jed­nej se­kun­dzie chce mi się płakać, w jed­nej chce mi się za­bijać, w jed­nej chce mi się um­rzeć. Roz­ważam biega­nie, ale nie ma gdzie biegać, więc chodzę szyb­kim kro­kiem, po­cieram ciało i jest mi zimno.