Pozwól mi milczeć, Chcę jedynie, Pat­rzeć na Ciebie, Lub po­wol­nie szukać, Twoich ust bladych, W ciem­ności nocy, Która mi Cię odbierze.


pozwól-mi milczeć-chcę-jedynie-pat­rzeć-na ciebie-lub-po­wol­nie-szukać-twoich-ust-bladych-w-ciem­noś-nocy-która-mi cię-odbierze
angel des penseurspozwólmi milczećchcęjedyniepat­rzećna ciebielubpo­wol­nieszukaćtwoichustbladychciem­nościnocyktórami cięodbierzepozwól mi milczećchcę jedyniepat­rzeć na ciebielub po­wol­niepo­wol­nie szukaćtwoich ustust bladychw ciem­nościciem­ności nocyktóra mi cięmi cię odbierzelub po­wol­nie szukaćtwoich ust bladychw ciem­ności nocyktóra mi cię odbierze

Nie naw­ra­caj mnie, Bo wiesz że Cię nie usłucham. Nie myśl o mnie, Bo wiesz że Cię zlekceważę. Nie prze­bywaj przy mnie, Bo wiesz że Cię zranię. Nie rób nicze­go dla mnie, Bo wiesz że te­go nie docenię. Po pro­su pozwól mi: Być przy Tobie, Myśleć o Tobie, Prze­mawiać do Ciebie, I czy­nić dla Ciebie dobro. Jed­nak mam jedną prośbę. Nie porzuć mnie. Bo wte­dy stoczę się w krainę ciem­ności i bólu.Let­nim dniem, w kapeluszu wi­tam cię przy pociągu. Ma­lino­wym pocałunkiem zat­rzy­mam cię przy sobie. Wiatr zer­wał się te­go ranka gdy pat­rzyłeś mi w oczy. Nie mówi się o tym, co działo się pod po­wieką nocy. Naj­piękniej­szy jest dzień rozświet­lo­ny twoim uśmiechem. I chcę się kochać, tak bar­dzo chcę się kochać! Gdy widzi się ciebie, pat­rzące­go na mnie, nie widzące­go ni­kogo innego.  Chcę z Ciebie zrzu­cić mok­re ub­ra­nie i pieścić twe speszo­ne, niedoświad­czo­ne ciało. Chce tonąć w twoich kaszta­nowych, lśniących włosach i pic z twych krwis­to czer­wo­nych ust. Chcę kraść te dzi­kie spojrzenia. Chcę byś od­dała mi się i poczuła ten słod­ki smak rozkoszy.Kiedyś pro­wadzi­liśmy ta­kie roz­mo­wy, szep­cząc so­bie prawdę z ust do ust, w po­wol­nych uścis­kach po­miłos­nych; a dzi­siaj - dzi­siaj wszys­tko na zim­no, pięć metrów ciem­nej pus­tki po­między na­mi, ona na­wet nie może na mnie spoj­rzeć, ja zaś zas­ta­nawiam się nad kłamstwami.Słodycz za­nurze­niem ust przyg­ry­zam bezczelnie szep­tem słonym oplatam krzyk­liwą niena­wiścią i miłością w chci­wym żarze i mroźnym od­da­leniu chłodem w prag­nieniu do­tyka­nia stóp sprag­niona krop­li ciała jed­ności wypełnienia skrzydła rozpościeram za­haczając o księżyc szukając led­wo widoczna noc z dniem kołysze miłość mądra w roz­wiązłej nocy cho­wa swe ob­licze pod pióropuszem rzęs okurzo­nych cieniem w za­ciem­nieniu od­wie­dzam piekło szu­kając skraw­ka Ciebie by znów za­piąć po os­tatni guzik roz­koszy ust żywych miękkich od miłości