Przes­tałem wi­tać się wraz z nocą i żeg­nać z po­ran­kiem, choć z blas­kiem księżyca wciąż roz­ma­wiam w czte­ry oczy, a słoneczne pro­mienie nadziei przes­tały tępić os­trze per­cep­cji. Uczu­cia zas­tygły wraz z nieosiągal­nym ho­ryzon­tem, pa­radok­salnie, niszcząc tym sa­mym wiązkę lo­giki w moich śle­pych oczach. Wi­docznie cza­sem trze­ba za­bić coś w so­bie, by oca­lić siebie.


przes­łem-wi­ć ę-wraz-z nocą-i żeg­nać-z po­ran­kiem-choć-z blas­kiem-księżyca-wciąż-roz­­wiam-w czte­ry-oczy-a słoneczne
myarcziprzes­tałemwi­tać sięwrazz nocąi żeg­naćz po­ran­kiemchoćz blas­kiemksiężycawciążroz­ma­wiamw czte­ryoczya słonecznepro­mienienadzieiprzes­tałytępićos­trzeper­cep­cjiuczu­cia zas­tygłyz nieosiągal­nymho­ryzon­tempa­radok­salnieniszcząctymsa­mymwiązkęlo­gikiw moichśle­pychoczachwi­docznie cza­semtrze­baza­bićcośw so­bieby oca­lićsiebieprzes­tałem wi­tać sięwi­tać się wrazwraz z nocąz nocą i żeg­naći żeg­nać z po­ran­kiemchoć z blas­kiemz blas­kiem księżycaksiężyca wciążwciąż roz­ma­wiamroz­ma­wiam w czte­ryw czte­ry oczya słoneczne pro­mieniepro­mienie nadzieinadziei przes­tałyprzes­tały tępićtępić os­trzeos­trze per­cep­cjiuczu­cia zas­tygły wrazwraz z nieosiągal­nymz nieosiągal­nym ho­ryzon­temniszcząc tymtym sa­mymsa­mym wiązkęwiązkę lo­gikilo­giki w moichw moich śle­pychśle­pych oczachwi­docznie cza­sem trze­batrze­ba za­bićza­bić coścoś w so­bieby oca­lić siebieprzes­tałem wi­tać się wrazwi­tać się wraz z nocąwraz z nocą i żeg­naćz nocą i żeg­nać z po­ran­kiemchoć z blas­kiem księżycaz blas­kiem księżyca wciążksiężyca wciąż roz­ma­wiamwciąż roz­ma­wiam w czte­ryroz­ma­wiam w czte­ry oczya słoneczne pro­mienie nadzieipro­mienie nadziei przes­tałynadziei przes­tały tępićprzes­tały tępić os­trzetępić os­trze per­cep­cjiuczu­cia zas­tygły wraz z nieosiągal­nymwraz z nieosiągal­nym ho­ryzon­temniszcząc tym sa­mymtym sa­mym wiązkęsa­mym wiązkę lo­gikiwiązkę lo­giki w moichlo­giki w moich śle­pychw moich śle­pych oczachwi­docznie cza­sem trze­ba za­bićtrze­ba za­bić cośza­bić coś w so­bie

I chy­ba wciąż uświada­miam so­bie ja­kie to wszys­tko sta­je się is­totne. Roz­mo­wa, po­tok słów, uczu­cia, mówienia o uczu­ciach i wzrok... cza­sem przeszy­wający, cza­sem szcze­ry i bo­les­ny, cza­sem są to po pros­tu ciepłe oczy, które pomagają.Pa­radok­salnie; ciężko jest mi roz­pa­lić is­kierkę nadziei w To­bie, kiedy sam stoję w płomieniach.Umiera się w kręgu zna­jomych twarzy. Trze­ba go przek­roczyć, trze­ba go roz­bić i opuścić. Ale po je­go opuszcze­niu przes­ta­je się istnieć.Mu­simy nau­czyć się żyć i kochać siebie nawza­jem, za­nim będzie za późno. Mu­simy przes­tać! Mu­simy przes­tać się up­rzedzać, mu­simy przes­tać niena­widzić, przes­tać żyć w strachu przed włas­ny­mi sąsiadami.Upi­jać się co noc pa­mięć za­tapiać w  gorzkiej cie­czy Żeg­nać się z Tobą w myślach mętnych wieczorem I wi­tać po­ran­kiem niez­mien­ne i niewyleczone wspomnienia `To spoj­rze­nie, które przyćmiewa wszys­tkie in­ne. Jest cza­rujące, pełne blas­ku, i miłości. Oczy pochłaniające wszys­tkie słoneczne pro­mienie, i mi­liony gwiazd.