Przy­jechała czes­ka karuzela na sta­rej stacji się rozbija Już łabędzie jak pożółkłe zęby umoczo­ne w ka­wie placu przykręcają w jas­kra­wego słonecznym blasku Star­szy pan o lasce trzęsąc się jak galareta patrzy chrys­tu­sowym miłosierdziem na roz­jecha­nego jeża Chłopiec z czer­wo­nym karabinem za­moczo­nym w dziecięcych zbrodniach jak ter­mi­nator patrzy Na weekend ma­jowy otworzą to zlecą się dzieciaki wpadnę i ja z notatnikiem pochwy­cić jas­kra­we obrazy.


przy­jechała-czes­ka-karuzela-na-sta­rej-stacji-ę-rozbija-już-łabędzie-jak pożółkłe-zęby-umoczo­ne-w ka­wie-placu-przykręcają-w
markaprzy­jechałaczes­kakaruzelanasta­rejstacjisięrozbijajużłabędziejak pożółkłezębyumoczo­new ka­wieplacuprzykręcająjas­kra­wegosłonecznymblaskustar­szypanlascetrzęsąc sięjak galaretapatrzychrys­tu­sowymmiłosierdziemroz­jecha­negojeżachłopiecz czer­wo­nymkarabinemza­moczo­nymw dziecięcychzbrodniachjakter­mi­natornaweekendma­jowyotworzątozlecą siędzieciakiwpadnęi janotatnikiempochwy­cićjas­kra­weobrazyprzy­jechała czes­kaczes­ka karuzelakaruzela nana sta­rejsta­rej stacjistacji sięsię rozbijarozbija jużjuż łabędziełabędzie jak pożółkłejak pożółkłe zębyzęby umoczo­neumoczo­ne w ka­wiew ka­wie placuplacu przykręcająprzykręcają ww jas­kra­wegojas­kra­wego słonecznymsłonecznym blaskublasku star­szystar­szy panpan oo lascelasce trzęsąc siętrzęsąc się jak galaretajak galareta patrzypatrzy chrys­tu­sowymchrys­tu­sowym miłosierdziemmiłosierdziem nana roz­jecha­negoroz­jecha­nego jeżajeża chłopiecchłopiec z czer­wo­nymz czer­wo­nym karabinemkarabinem za­moczo­nymza­moczo­nym w dziecięcychw dziecięcych zbrodniachzbrodniach jakjak ter­mi­natorpatrzy nana weekendweekend ma­jowyma­jowy otworzązlecą się dzieciakidzieciaki wpadnęwpadnę i jai ja zz notatnikiemnotatnikiem pochwy­cićpochwy­cić jas­kra­wejas­kra­we obrazyprzy­jechała czes­ka karuzelaczes­ka karuzela nakaruzela na sta­rejna sta­rej stacjista­rej stacji sięstacji się rozbijasię rozbija jużrozbija już łabędziejuż łabędzie jak pożółkłełabędzie jak pożółkłe zębyjak pożółkłe zęby umoczo­nezęby umoczo­ne w ka­wieumoczo­ne w ka­wie placuw ka­wie placu przykręcająplacu przykręcają wprzykręcają w jas­kra­wegow jas­kra­wego słonecznymjas­kra­wego słonecznym blaskusłonecznym blasku star­szyblasku star­szy panstar­szy pan opan o lasceo lasce trzęsąc sięlasce trzęsąc się jak galaretatrzęsąc się jak galareta patrzyjak galareta patrzy chrys­tu­sowympatrzy chrys­tu­sowym miłosierdziemchrys­tu­sowym miłosierdziem namiłosierdziem na roz­jecha­negona roz­jecha­nego jeżaroz­jecha­nego jeża chłopiecjeża chłopiec z czer­wo­nymchłopiec z czer­wo­nym karabinemz czer­wo­nym karabinem za­moczo­nymkarabinem za­moczo­nym w dziecięcychza­moczo­nym w dziecięcych zbrodniachw dziecięcych zbrodniach jakzbrodniach jak ter­mi­natorjak ter­mi­nator patrzyter­mi­nator patrzy napatrzy na weekendna weekend ma­jowyweekend ma­jowy otworząotworzą to zlecą sięzlecą się dzieciaki wpadnędzieciaki wpadnę i jawpadnę i ja zi ja z notatnikiemz notatnikiem pochwy­cićnotatnikiem pochwy­cić jas­kra­wepochwy­cić jas­kra­we obrazy

Jaś wędrow­niczek Znów dziś spot­kał mnie On wie jak ukoić Jak odeg­nać myśli złe Jaś wędrowniczek Ba­wić dziś się chce On zna mnie najlepiej Wie co lu­bię, cze­go nie Jaś wędrowniczek Opo­wiada ciągle mi Jak ko­loro­wo z nim Mogę w życie iść Jaś wędrowniczek Już ucieka stąd Zos­ta­wiając w głowie tylko Myśl, że był to błąd...Czer­wo­ne jas­kra­we słońce zasypia... Na śnieżnym horyzoncie po­woli, roz­kosznie so­bie dogasa... Stoję przed lus­trem, sama, ro­zeb­ra­na w górę od pasa i przyglądam się półna­giej sobie. Marzę o tym abym nie była tyl­ko ja, ale my dwie, obie, które na śnieżnym horyzoncie w gorącej na­miętności, jak ono... usną sobie...Kiedy coś się dzieje, budzi się w nas is­kra, która łączy nas z tym wy­darze­niem, łączy z in­ny­mi ludźmi, i tak połączo­nych rozświet­la od wewnątrz, niczym lam­pki na choin­ce, pos­kręca­ne, ale wciąż połączo­ne z prze­wodem. Niektóre gasną, in­ne mi­goczą, jeszcze in­ne pro­mienieją jas­nym moc­nym światłem, ale wszys­tkie są na jed­nym kablu.Zacznę od oczu Twoich Tak... Zacznę od nich Bo są jak niebo, pełne gwiazd błyszczących. Są jak kryształy wojny Mieniące się ogniem Is­kra ich roz­pa­la mnie I ga­si spokojnie. I ciągle us­ta twe gonię, Pochwy­cić je choćby Na wiel­kości maczku Drobną chwilę pragnę. Zas­ma­kować go­ryczy miłości Ero­tyz­mu jej natury Burzliwą falą zmyć wszystko Co dawne. Podąrzaj za mną, Jak nić Ariadny Będą mo­je dłonie. Jak Pe­nelo­py serce Wier­nie stoję Na brze­gu kli­fu tęsknoty Ja... Cze­kająca na Odyseusza By zbu­dować naszą Itakę.Obej­mijmy słońce cias­nym kręgiem ramion Mówiłam Od­dychaj­my miodem jas­ne­go powietrza - Gęste­go pra­wie jak nasza krew - Uk­ry­ci w do­linie lata Pójdziesz tam ze mną? Pytałam gdzie wtu­limy się w zielo­ne fut­ro łąki Zaśniemy snem chmur­nym, dusznym i spokojnym By zbudzić się Pod nis­kim niebem zrzu­cającym nam gwiaz­dy na twarz Od­po­wie­działeś uśmiechem Deszcz upadł na kolana Tęcza powstała I już Ot­warta przed na­mi droga Tyl­ko po­daj mi dłoń Chodźmy leżę na sto­le owi­nięty zielo­nym ko­cem z froty kłopo­ty kłopoty zeszklo­ne oczy w czar­ne okna chce mi się wyć do księżyca al­bo zabić te­go Ku­busia Puchat­ka na Kubku wy­pełnionym do połowy kawą ka­wa o pier­wszej w nocy roz­gwiaz­dy chodzą parami kot­let so­jowy sma­kuje jak mok­ra tektura pa­piero­sy jak pa­lona słoma na­pady arytmii pral­ka jak ja cię kochałem to mi się wie­rzyć nie chce