Przyszedł ra­nek, a ona obudziła się w pus­tym łóżku, po­zos­ta­wiona sa­ma so­bie. Jej poukłada­ny świat roz­padł się na mi­lion kawałków 


przyszedł-ra­nek-a ona-obudziła ę-w pus­tym-łóżku-po­zos­­wiona-­-so­bie-jej-poukłada­ny-świat-roz­padł ę-na mi­lion
les_rois_du_mondeprzyszedłra­neka onaobudziła sięw pus­tymłóżkupo­zos­ta­wionasa­maso­biejejpoukłada­nyświatroz­padł sięna mi­lionkawałków przyszedł ra­neka ona obudziła sięobudziła się w pus­tymw pus­tym łóżkupo­zos­ta­wiona sa­masa­ma so­biejej poukłada­nypoukłada­ny światświat roz­padł sięroz­padł się na mi­lionna mi­lion kawałków a ona obudziła się w pus­tymobudziła się w pus­tym łóżkupo­zos­ta­wiona sa­ma so­biejej poukłada­ny światpoukłada­ny świat roz­padł sięświat roz­padł się na mi­lionroz­padł się na mi­lion kawałków a ona obudziła się w pus­tym łóżkujej poukłada­ny świat roz­padł siępoukłada­ny świat roz­padł się na mi­lionświat roz­padł się na mi­lion kawałków jej poukłada­ny świat roz­padł się na mi­lionpoukłada­ny świat roz­padł się na mi­lion kawałków 

Roz­mo­wa z Bo­giem to bar­dziej roz­mo­wa ze sa­mym sobą, poukłada­nie so­bie różnych rzeczy, gdy cza­sy są ciężkie i nie ma roz­wiąza­nia A czy B.To rachu­nek su­mienia, rachu­nek zdol­ności do życia, a także rachu­nek miłości do ludzi, na których ci zależy.Roz­padła się na mi­lion kawałków, gdy w Je­go ramionach od­kryła czym jest roz­kosz orgazmu Sa­mot­ność ma smak ka­wy i pa­piero­sa w pus­tym mieszkaniu, Pachnie zwiet­rzałym za­pachem dru­giej oso­by w pus­tym łózku, Słychać ją echem od­bi­jającym się od ścian ty­kające­go zegara, Czu­jesz jej od­dech na kar­ku gdy płaczesz i je­dynym towarzystwem, Jes­teś Ty, po­zos­ta­wiony sam sobie.słowo to igła zos­ta­wiona na poduszce zra­ni two­je sny zos­ta­wiona w ulu­bionej książce zra­ni twoją wyobraźnię zos­ta­wiona w ot­wartej dłoni zra­ni two­je serce słowo to igła tyl­ko ta­ka przez którą nie da się przew­lec nici Sie­działa na łóżku i jeszcze raz Przy­po­mi­nała so­bie je­go obietnice Miał jej nie skrzyw­dzić i nie zra­nić... Spra­wić, by nig­dy nie cierpiała Lecz złamał tą obiet­ni­ce, Za­led­wie tydzień temu... I nag­le uświado­miła so­bie dzień, w którym złożył jej tą obietnice... Uśmie­chnęła się lek­ko, po czym zaśmiała His­te­rycznym śmiechem. -Pri­ma Ap­ri­lis-Po­wie­działa do siebie-Uważaj, bo się po­my­lisz...-Do­dała po chwili -To był nap­rawdę ok­rut­ny żart Pat­rick-Szepnęła do pus­te­go pokoju A po jej po­liczku zno­wu spłynęła łza głupia, mała dziew­czyn­ka, która da­lej uwiel­bia pat­rzyć na roz­gwieżdżone niebo z nadzieją, że kiedyś się w końcu poukłada, tak jak­by ona te­go chciała...