Roz­gry­zam dłonie do kości Przeg­ry­zam żyły Do krwi Roz­szar­pu­je dusze Łaknąc śmierci Niszczę wszys­tko wokół Zak­ry­wam swój brak siły Płaszczem złości Chciałbym zak­ryć swo­je pus­te oczy Łzami 


roz­gry­zam-dłonie-do koś-przeg­ry­zam-żyły-do-krwi-roz­szar­pu­-dusze-Łaknąc-śmierci-niszczę-wszys­tko-wokół-zak­ry­wam-swój
bezoddechuroz­gry­zamdłoniedo kościprzeg­ry­zamżyłydokrwiroz­szar­pu­jeduszeŁaknącśmierciniszczęwszys­tkowokółzak­ry­wamswójbraksiłypłaszczemzłościchciałbymzak­ryćswo­jepus­teoczyŁzami roz­gry­zam dłoniedłonie do koścido kości przeg­ry­zamprzeg­ry­zam żyłyżyły dodo krwikrwi roz­szar­pu­jeroz­szar­pu­je duszedusze ŁaknącŁaknąc śmierciśmierci niszczęniszczę wszys­tkowszys­tko wokółwokół zak­ry­wamzak­ry­wam swójswój brakbrak siłysiły płaszczempłaszczem złościzłości chciałbymchciałbym zak­ryćzak­ryć swo­jeswo­je pus­tepus­te oczyoczy Łzami roz­gry­zam dłonie do kościdłonie do kości przeg­ry­zamdo kości przeg­ry­zam żyłyprzeg­ry­zam żyły dożyły do krwido krwi roz­szar­pu­jekrwi roz­szar­pu­je duszeroz­szar­pu­je dusze Łaknącdusze Łaknąc śmierciŁaknąc śmierci niszczęśmierci niszczę wszys­tkoniszczę wszys­tko wokółwszys­tko wokół zak­ry­wamwokół zak­ry­wam swójzak­ry­wam swój brakswój brak siłybrak siły płaszczemsiły płaszczem złościpłaszczem złości chciałbymzłości chciałbym zak­ryćchciałbym zak­ryć swo­jezak­ryć swo­je pus­teswo­je pus­te oczypus­te oczy Łzami 

Dreszcz przeszedł przez Two­je ciało, Zni­kome włos­ki na ciele stanęły dęba, Og­romne oczy pat­rzyły z pragnieniem. Wszys­tko spo­winięte mgłą, Zde­zorien­to­wana pat­rzysz dookoła, Płaczesz, Wołasz Mo­je imię. Nie ma ni­kogo, Łapiesz się za gołe ramiona, Prosząc o płaszcz, by zak­ryć swo­je piękne ciało. Po­jawiam się wte­dy Ja, Ale od­trącasz mnie, Nie chcesz kobiety.Pos­przątam po to­bie, każde wspom­nienie zgniotę w kulkę i wcisnę głębo­ko, scho­wam myśli, stłumię roz­cza­rowa­nie, przes­tanę roz­myślać i zam­knę twoją pos­tać w głowie jak książkę, która oka­zała się dla mnie za trud­na. Nie mar­tw się, że jed­nak nie kochasz - które­goś dnia u mnie będzie wszys­tko w porządku.Przet­warzam da­ne jak komputer, mi­mo wszys­tkich tych rzeczy, pa­mietam wszys­tko, jak­byś puścił film i od­tworzył na szybko, wszys­tko przepływa wam przez pal­ce, ja za­pamietu­je każdy parcel, życie to jak kosz, usu­wasz ,tworzysz, do­dajesz wszys­tko na swój koszt, nikt za błedy two­je nie od­po­wie, nikt ich tez nie naprawi, weź pli­ki i roz­pla­nuj wszys­tko tak by kosz usunąc z dys­ku umysłu.Miałem sen. Ludzie chodzi­li i umiera­li, a wokół nich nie było żad­nych mo­gił. Umiera­li, bo by­li puści. Wraz z po­ran­kiem dos­trzegłem, że jes­teśmy jak Ci ludzie, po­nieważ ma­my wszys­tko, ale wszys­tko ma­my w rękach, a nie w so­bie. Nasze ręce są kruche, a wnętrza zam­knięte. I umiera­my idąc, co­raz spoglądając z nadzieją, że mo­giły wokół siebie ujrzymy.Bo gdy zam­knę oczy nic nie roz­proszy mnie ;) Wszys­tko jest dos­ko­nałe, gdy pat­rzy­my przez zam­knięte oczy.