Roz­ko­jarzo­ny strach, zaj­rzał ko­lej­nym dniom znów w oczy... Dziew­częcy uśmiech, ze­garek, śmiech, jak zwyk­le tak uroczy. I krop­le deszczu tyl­ko , przeszkadzają motylkom.  


roz­ko­jarzo­ny-strach-zaj­rzał-ko­lej­nym-dniom-znów-w oczy-dziew­częcy-uśmiech-ze­garek-śmiech-jak zwyk­-tak-uroczy-i-krop­
nie umiem pisać więc jestemroz­ko­jarzo­nystrachzaj­rzałko­lej­nymdniomznóww oczydziew­częcyuśmiechze­garekśmiechjak zwyk­letakuroczykrop­ledeszczutyl­ko przeszkadzająmotylkom roz­ko­jarzo­ny strachzaj­rzał ko­lej­nymko­lej­nym dniomdniom znówznów w oczyw oczy dziew­częcydziew­częcy uśmiechjak zwyk­le taktak uroczyi krop­lekrop­le deszczudeszczu tyl­ko przeszkadzają motylkomzaj­rzał ko­lej­nym dniomko­lej­nym dniom znówdniom znów w oczyznów w oczy dziew­częcyw oczy dziew­częcy uśmiechjak zwyk­le tak uroczyi krop­le deszczukrop­le deszczu tyl­ko

Mój miły masz ta­kie wiel­kie czar­ne oczy jak strach I uśmiech jak księżyc pośrod­ku tej nocy - Spójrz! mówię - Gwiaz­dy drżą A ty się śmiejesz Mój miły jes­teśmy tak blisko od gwiazd dzieli nas tyl­ko cien­ki su­fit rozsądku kruchy jak szkło Wiem, że mi od­piszesz li­nijkę al­bo wca­le, po­zos­ta­jesz bo­wiem w ta­kim psychicznym sta­nie, jak­byś na roz­wartej dłoni, w której zda­wało się To­bie, że ścis­kasz dyament, uj­rzał tyl­ko łzę deszczu.Nikt mnie nie zra­nił tak jak on, ale już daw­no w głębi duszy mu wy­baczyłam. nie widzieliśmy się kil­ka lat, a właśnie dziś nasze spoj­rze­nia znów się spot­kały. i znów py­tam Bo­ga skąd miał ty­le wyob­raźni na tak piękne oczy? (poszłam da­lej, ni­by Cię nie poznałam) głupia, mała dziew­czyn­ka, która da­lej uwiel­bia pat­rzyć na roz­gwieżdżone niebo z nadzieją, że kiedyś się w końcu poukłada, tak jak­by ona te­go chciała...roz­proszo­ne promienie jesiennego słońca na zamglonych słoneczni­kowych polach i my dwoje na nowo znów spacerujemy tak banalnie z głowami po­nad żółty­mi kwiatami i problemami pocho­wany­mi w kieszeniach twój uśmiech na tle sza­rego nieba i czar­ne oczy jak os­tatnie klucze ptaków nad naszy­mi głowami ale problemy uwierają w kieszeniach W grom­kim deszczu zmyj cier­pki pos­mak słow z mych ust, w słon­nym stru­mieniu ob­myj mi oczy z resztek różowych oku­larów... nig­dy więcej nie włożę ich znów.