roz­tarłeś pastele ot­wierając niebo a we mnie promienie og­rze­wają twarz jeszcze po­marzę troszkę o tym jak sączysz roz­grza­ne czerwienie os­tudź oddechem zmie­rzwione ramiona później się wyspowiadam 


roz­tarłeś-pastele-ot­wierając-niebo-a-we mnie-promienie-og­rze­wają-twarz-jeszcze-po­marzę-troszkę-o-tym-jak sączysz-roz­grza­ne
papużkaroz­tarłeśpasteleot­wierającniebowe mniepromienieog­rze­wajątwarzjeszczepo­marzętroszkętymjak sączyszroz­grza­neczerwienieos­tudźoddechemzmie­rzwioneramionapóźniej sięwyspowiadam roz­tarłeś pastelepastele ot­wierającot­wierając niebowe mnie promieniepromienie og­rze­wająog­rze­wają twarztwarz jeszczejeszcze po­marzępo­marzę troszkętroszkę oo tymtym jak sączyszjak sączysz roz­grza­neroz­grza­ne czerwienieczerwienie os­tudźos­tudź oddechemoddechem zmie­rzwionezmie­rzwione ramionaramiona później siępóźniej się wyspowiadam roz­tarłeś pastele ot­wierającpastele ot­wierając nieboniebo a we mniea we mnie promieniewe mnie promienie og­rze­wająpromienie og­rze­wają twarzog­rze­wają twarz jeszczetwarz jeszcze po­marzęjeszcze po­marzę troszkępo­marzę troszkę otroszkę o tymo tym jak sączysztym jak sączysz roz­grza­nejak sączysz roz­grza­ne czerwienieroz­grza­ne czerwienie os­tudźczerwienie os­tudź oddechemos­tudź oddechem zmie­rzwioneoddechem zmie­rzwione ramionazmie­rzwione ramiona później sięramiona później się wyspowiadam 

pat­rzy w niebo po cichu stęka po­między no­gami mo­ja ręka ciało roz­grza­ne i chce jeszcze mówie dość i mam dreszcze choć dot­knąć chcesz choć prag­niesz mnie za­pom­nij nie po­siądziesz mnie ! Stąpam de­likat­nie marze­niami po chwiej­nym już gruncie nie zat­rzy­muje się roz­chy­lam nostalgię mrużę per­wer­sję pos­trze­gam ustami wy­rażam oczami niepew­ny umysł zamieniam na ko­cie ruchy tak posłuszne skinieniom. Sta­jesz prze­de mną wy­ciągam ręce chwy­tam po­wiet­rze chce troszkę na później zat­rzas­kując je w butelce.przej­rzyście zim­ne spoj­rze­nie przeszy­wa jak lo­dowy grot a jed­nak jest w nim coś ciepłego coś co roz­grze­wa krwiobieg przy­jem­nie jest wzdychać do Ciebie i marzyć że wzdychasz tak samo choćby mroźnym su­rowym oddechem roz­grze­wa mnie myśl o Tobie Jak młoda dziew­czy­na radosna Czująca ko­biecość w swoim ciele Przyb­liżasz się do mnie Gdy ciem­ność zapada twarz cała blednie Przy­kuty do łańcucha namiętności Ury­wanym od­dycham oddechem Pie­szczot­li­wy wiatr roz­chy­la mo­je wargi Nie mogąc od­na­leźć slow Bez­silny od­da­je się chwili Mięśnie dłoni muszą być wyćwiczo­ne i dob­rze roz­grza­ne, żebym mógł się swo­bod­nie wy­razić. Żeby one mogły opo­wie­dzieć coś za mnie. Bo dłonie mają swoją mądrość, jak­by były pro­wadzo­ne. I tak jak­by pro­wadziły mnie. Wte­dy mu­zyka uwal­nia się sa­ma i żyje już włas­nym życiem. A ja po­zos­taję sam.wdzierając się w duszę, w wędrówce przez przes­trzeń bez gra­nic po­raża cię su­rowość krajobrazu two­je spaz­my roz­koszy roz­le­wają się we mnie, zagarniając jeszcze przebłys­ki świado­mości wiążą cię z życiem w końcu pod­da­jesz się na szczycie nie ma prze­bacze­nia dla samounicestwienia...