Se­kun­da jak godzi­na. Łza jak ule­wa deszczu, która za­piera dech. Od­dech jak kłujący w ser­ce nóż. Oczy jak szlan­ka pel­na zim­nej wo­dy. Ciało jak pus­ty wo­rek na wiet­rze. Dusza jak pies cze­kaja­cy na pow­rot Pana.


se­kun­da-jak godzi­na-Łza-jak ule­wa-deszczu-która-za­piera-dech-od­dech-jak kłujący-w ser­-nóż-oczy-jak szlan­ka-pel­na
każdyponadkażdymse­kun­dajak godzi­naŁzajak ule­wadeszczuktóraza­pieradechod­dechjak kłującyw ser­cenóżoczyjak szlan­kapel­nazim­nejwo­dyciałojak pus­tywo­rekna wiet­rzeduszajak piescze­kaja­cyna pow­rotpanase­kun­da jak godzi­naŁza jak ule­wajak ule­wa deszczuktóra za­pieraza­piera dechod­dech jak kłującyjak kłujący w ser­cew ser­ce nóżoczy jak szlan­kajak szlan­ka pel­napel­na zim­nejzim­nej wo­dyciało jak pus­tyjak pus­ty wo­rekwo­rek na wiet­rzedusza jak piesjak pies cze­kaja­cycze­kaja­cy na pow­rotna pow­rot panaŁza jak ule­wa deszczuktóra za­piera dechod­dech jak kłujący w ser­cejak kłujący w ser­ce nóżoczy jak szlan­ka pel­najak szlan­ka pel­na zim­nejpel­na zim­nej wo­dyciało jak pus­ty wo­rekjak pus­ty wo­rek na wiet­rzedusza jak pies cze­kaja­cyjak pies cze­kaja­cy na pow­rotcze­kaja­cy na pow­rot pana

Czuję jak mi życie pus­tynnieje. Jak schną rze­ki dob­rych po­mysłów, jak dmie w oczy pył ze złych decyzji.Wy­ciągam rękę do góry, chwy­tając po­wiet­rze, od­dech wiat­ru głaszcze moją lekką głowę, za­cis­kam pięść, przykładam ją do ser­ca. Wtu­lam, jak­by zam­knięte między pal­ca­mi cze­kało całe to uciekające światło. Pal­ce za­ciśnięte na ima­ginac­ji, która przes­ta­nie is­tnieć, gdy tyl­ko wy­puszczę ją z dłoni.Ty spra­wiłeś, że om­dlałam w Twych objęciach Do­tykałeś, pieściłeś naj­czul­sze mo­je miejsca Po ciele jak po ma­pie pal­cem błądziłeś Do roz­koszy swym do­tykiem doprowadziłeś Zaglądałeś głębo­ko w me oczy, swój od­dech na mnie zostawiłeś Za­pachem zmysły podrażniałeś I tak trwało to chwil parę.. Wpuściłam Cię do środ­ka.. tak czule Czy pa­miętasz to w ogóle ? Jak w uniesieniu, w twych objęciach.. Jak mi łzy z po­liczka zcałowałeś ? I przy­tulo­nej spo­koj­nie zasnąć dałeś..? Jeszcze by trze­ba po­kochać mocniej, dech jak sztan­dar roz­winąć szerzej, jaśniej, czas jak płomień pochłania, pochłonął, gaśnie.Spa­dam w dół. Ciem­no,sucho, niep­rzy­jem­nie. Ja­kaś ot­chłań ni­cości, pus­tka w pus­tce. Głucha cisza. Przes­trzeń bez śla­du życia. Tyl­ko ja. Sa­ma.Zim­no, zim­no je­dynie mnie otacza. Otu­la mnie jak często Ty, tyl­ko od Ciebie bi­je ciepło. Tu­taj jest strasznie. Jak z naj­gor­sze­go hor­ro­ru. To tyl­ko sen jed­nak mo­ja dusza jest po­dob­na. * * * inspirowane.Jak...to co trud­ne...jak Od początku To co trudne Tak Wy­bija rytm, gdy szu­mi w głowie. Kołacze w ser­cu gdy cze­goś brak, a w uszach piasek zagłusza wołania krzyk tych co życia kro­ki przed nami... Za na­mi już Nie po­maga roz­ciągnięte w ago­nii ciało te­go co według nas w górze władze na­daną ma Jak...w pus­tce zna­leźć szczęścia in­nych takt A ty w niena­wiści miłość masz Odebraną