Set­ki emoc­ji w je­den głos wzięły, W jed­no się echo zlały. Łza się po­toczyła, krew się ulała, Oczy wciąż w je­den pun­kt patrzą, I czekają, Cze­kają i nic po­nad to, Aż w końcu głos przemówi, Uwol­ni uczu­cia serca. Wy­buch i spalenie, To tyl­ko je czeka.


set­ki-emoc­ji-w ­den-głos-wzięły-w-jed­no ę-echo-zlały-Łza ę-po­toczyła-krew ę-ulała-oczy-wciąż-w ­den-pun­kt-patrzą-i
płonącaset­kiemoc­jiw je­dengłoswzięłyjed­no sięechozlałyŁza siępo­toczyłakrew sięulałaoczywciążpun­ktpatrzączekającze­kająi nicpo­nadtow końcuprzemówiuwol­niuczu­ciasercawy­buchi spalenietotyl­koje czekaset­ki emoc­jiemoc­ji w je­denw je­den głosgłos wzięływ jed­no sięjed­no się echoecho zlałyŁza się po­toczyłakrew się ulałaoczy wciążwciąż w je­denw je­den pun­ktpun­kt patrząi czekającze­kają i nici nic po­nadaż w końcuw końcu głosgłos przemówiuwol­ni uczu­ciauczu­cia sercawy­buch i spalenietyl­ko je czekaset­ki emoc­ji w je­denemoc­ji w je­den głosw je­den głos wzięływ jed­no się echojed­no się echo zlałyoczy wciąż w je­denwciąż w je­den pun­ktw je­den pun­kt patrzącze­kają i nic po­nadaż w końcu głosw końcu głos przemówiuwol­ni uczu­cia serca

An­kh-Mor­pork ek­spe­rymen­to­wało z wielo­ma sys­te­mami rządów, aż osiągnęło formę de­mok­racji zna­na ja­ko „Je­den Człowiek, Je­den Głos”. Pat­rycjusz był tym Człowiekiem, miał Głos.Północ, sa­la, bal, my... Tańczy­my słychać mu­zykę i je­go cud­ny głos mówiący Miał ochotę od­rzec, że cała ta ga­dani­na o uczu­ciach nie ma sen­su. Że uczu­cia się po­jawiają i zni­kają, że się nad ni­mi nie pa­nuje, dla­tego nie ma po­wodu się ni­mi za­mar­twiać. Że ludzi na­leży oce­niać po tym, co ro­bią, bo w końcu ok­reśla ich właśnie postępowanie.Słoneczny po­ranek lecz w głowie kłębiące się niejas­ne chmu­ry. Niedos­ko­nałość odez­wała się niep­roszo­na. W bez­silności ob­rońcą stały się zaszklo­ne źre­nice. Choć głos się złamał , ro­zum nies­tra­cony. Przy­bita do dna emoc­jo­nal­ne­go, czas ruszyć w drogę. Wyu­czo­ne ruchy, czas po­dob­nie minął. Tyl­ko ten szczegół. Zaw­sze myśli zap­rząta. Nie da­je spo­koju. Ten szczegół ma mnie na ce­low­ni­ku. Nie uk­ry­wa te­go. Dwa miej­sca. Jed­na twarz. Je­den cel? Cze­mu mil­czysz, sko­ro wiesz że ktoś cze­ka na Twój głos. Cze­mu cze­kasz na głos, sko­ro wiesz że nikt się nie odezwie. Jak to jest, że masz nadzieje a ktoś ją traci. Stań jak słup so­li, nie mów nic. Ale nie mil­cz już więcej.Niena­widzę uczu­cia mo­tylków w brzuchu. Tracę wte­dy rac­jo­nal­ne myśle­nie. Ogar­nia mnie pe­wien po­ziom zi­dioce­nia. Nie lu­bię czuć się idiotycznie, w końcu zaw­sze uważałam mózg za swój atut. A te­raz co? Je­den fa­cet, ni­by nikt szczególny, jed­no Je­go spoj­rze­nie i... I mo­ja głowa sta­je się pełną wa­ty szklaną kulą, po której hop­sa­sają chochliki.