Spo­tykam ludzi na uli­cy... Ludzi za który­mi kiedyś pew­nie po­leciałabym w ogień. Ludzi którzy kiedyś by­li dla mnie wszys­tkim i niczym. Ludzi których kiedyś kochałam, lu­biłam, wiel­biłam... niena­widziłam.A te­raz....te­raz na­wet się za ni­mi nie oglądam... Są dla mnie jak zim­ny je­sien­ny wiatr. Obojętni.


spo­tykam-ludzi-na uli­cy-ludzi za który­mi-kiedyś-pew­nie-po­leciałabym-w ogień-ludzi którzy-kiedyś-by­li-dla-mnie-wszys­tkim
narcyzekspo­tykamludzina uli­cyludzi za który­mikiedyśpew­niepo­leciałabymw ogieńludzi którzyby­lidlamniewszys­tkimi niczymludzi którychkochałamlu­biłamwiel­biłamniena­widziłama te­razte­razna­wet sięza ni­minie oglądamsą dlajak zim­nyje­sien­nywiatrobojętnispo­tykam ludziludzi na uli­cyna uli­cy ludzi za który­miludzi za który­mi kiedyśkiedyś pew­niepew­nie po­leciałabympo­leciałabym w ogieńludzi którzy kiedyśkiedyś by­liby­li dladla mniemnie wszys­tkimwszys­tkim i niczymludzi których kiedyśkiedyś kochałamna­wet się za ni­miza ni­mi nie oglądamnie oglądam są dlasą dla mniemnie jak zim­nyjak zim­ny je­sien­nyje­sien­ny wiatrspo­tykam ludzi na uli­cyludzi na uli­cy ludzi za który­mina uli­cy ludzi za który­mi kiedyśludzi za który­mi kiedyś pew­niekiedyś pew­nie po­leciałabympew­nie po­leciałabym w ogieńludzi którzy kiedyś by­likiedyś by­li dlaby­li dla mniedla mnie wszys­tkimmnie wszys­tkim i niczymludzi których kiedyś kochałamna­wet się za ni­mi nie oglądamza ni­mi nie oglądam są dlanie oglądam są dla mniesą dla mnie jak zim­nymnie jak zim­ny je­sien­nyjak zim­ny je­sien­ny wiatr

Kiedyś Cię kochałam Lecz kochać nie przestałam Kiedyś Mnie nie kochałeś Lecz te­raz Pokochałeś Cze­go się boję? Boję się stra­cić ludzi, których kocham. Boję się, że ko­lej­ny raz mi się to przy­darzy. Boję się sa­mot­ności. Boję się kiedyś obudzić i zdać so­bie sprawę z te­go, że ni­kogo już przy mnie nie ma. Boję się jutra. Boję się dru­giego człowieka. Boję się świata.Ktoś wie, jak się od­by­wało kiedyś łapa­nie czar­nych ludzi w niewolę? Dokład­nie tak sa­mo jak te­raz, kiedy przy­bywają do nas imigranci.I zaczy­nam żałować, że nie spo­tykam ludzi dru­gi raz. Tak bar­dzo zaczy­na mnie cieka­wić ja­kie byłoby ich zacho­wanie, reak­cje, mi­mika, pos­ta­wa ciała. Dziw­ne? Może. Ale....Wiesz...to cho­le*nie zaczy­na uwierać między łopat­ka­mi, może dla­tego, że co­raz częściej chciałabym ut­rzy­mać kon­takt wzro­kowy dłużej niż te przeklęte 3 sekundy.Spo­ry pro­cent osób, które spo­tyka­my na uli­cach, to ludzie puści w środ­ku, a za­tem ludzi, którzy są już mar­twi. Szczęściem dla nas, nie dos­trze­gamy te­go i nie zda­jemy so­bie spra­wy. Gdy­byśmy wie­dzieli, jak wielu ludzi jest de fac­to mar­twych i ilu z nich spra­wuje władzę nad naszym życiem, ze zgro­zy pos­tra­dali­byśmy zmysły.I obiecuję, kiedyś Ty po mnie za­wołasz. Wte­dy wstanę po­kor­nie, po­dam Ci rękę, dam dach nad głową, na­kar­mię. Wes­tchnę nieza­dowo­lona, wścieknę się nie raz, ale wie­czo­rem zgod­nie z przy­kazem po­dam le­ki. Na­zajut­rz za­wiozę do le­karza, przy­niosę fi­liżankę her­ba­ty, ku­pię To­bie wy­god­ne ciu­chy, ciepłe kap­cie. I choć nie raz jeszcze przez Ciebie zapłacze, to bądź pew­na. Kiedyś Ci ma­mo, to wszys­tko wybaczę.